Miłość

Krzysztof długo siedział, wpatrując się w telefon. I tak zwlekał już dość długo. W końcu, nabrawszy powietrza, nacisnął przycisk wybierania. Rozległ się jeden sygnał, drugi… “Nie, nie dam rady”, przeklinał się w duchu za tchórzostwo, już chciał się rozłączyć, gdy nagle w słuchawce usłyszał głos Mietka:

– Hej, stary! Gdzie się podziewałeś?

– Cześć. No, sprawy się pozagmatwały…

– Wszystko w porządku? Potrzebujesz pomocy? – natychmiast zareagował przyjaciel.

– Nie, wszystko w porządku. A u was jak?

– U nas też spoko. Tylko Gosia ostatnio dziwnie się zachowuje. Zakochała się, wyobrażasz sobie? Raz płacze, raz tańczy. Raz nie da się jej z domu wygonić, raz wraca późno w nocy. I oczywiście milczy jak zaklęta. A ty wciąż nie ożeniłeś się?

Krzysztof przełknął ślinę, jakby przed skokiem z dziesięciometrowej wieży. No i stało się – trudne pytanie padło.

– Nie, ale zamierzam – odpowiedział nagle zachrypniętym głosem.

– Czyżby wreszcie znalazła się ta, która podbiła serce wiecznego kawalera? Najwyższa pora, stary, najwyższa pora. Tylko nie zapomnij nas zaprosić na wesele. Będę wkurzony, jeśli nas ostawisz.

– Koniecznie. Bez was się nie obędzie.

– Nie planujesz do nas wpaść?

Krzysztof wiedział, że to pytanie padnie. Drogi powrotnej już nie było.

– No tak właściwie… już jestem, przyjechałem.

– Co? Jak to? Czemu się nie odzywasz, stary? W hotelu się zatrzymałeś? Ewa będzie obrażona. Kiedy do nas wpadniesz?

– Hej, zwolnij trochę, nie nadążam odpowiadać – roześmiał się Krzysztof. – Wpadnę kiedyś…

Przyjechał dawno temu, pół roku wcześniej. Ale przyjaciel nie musiał o tym wiedzieć. Kupował mieszkanie, urządzał je, załatwiał pracę, a do tego ojciec chorował. A przede wszystkim – nie chciał się pokazywać wcześniej ze względu na Gosię.

– Żadne “kiedyś”. Słyszysz? Znam cię. Wpadaj do nas teraz, od razu – zapalił się Mietek.

– Dziś już późno. Jutro – obiecał Krzysztof.

– No to czekamy jutro. Idę powiedzieć Ewie.

I tak pierwszy krok został zrobiony. Ech, gdyby Mietek wiedział, jakiego świniaka im z Ewą przygotował, nie cieszyłby się tak bardzo. Gosia mogła być z nich dumna. A on zachowywał się jak tchórzliwy chłopak, który boi się poznać rodziców swojej dziewczyny. “A Gosia młoda, nie pary z gęby nie puściła. Szok – przecież trzymałem ją w ramionach, gdy była niemowlakiem, a teraz chcę się z nią ożenić”.

Ale po kolei…

***

Znali się od pierwszego roku studiów – Mietek, Krzysztof i Ewa. Obaj zakochali się w pięknej i inteligentnej dziewczynie. Podobała się wielu, ale nikt nie mógł konkurować z Mietkiem i Krzysztofem. Kłócili się przez nią, nikt nie chciał odpuścić. Jeśli Ewa domyślała się burzy uczuć w ich sercach, udawała, że nic nie wie – traktowała obu jednakowo, nie wyróżniając nikogo specjalnie i, co trzeba jej przyznać, nie wykorzystywała swojej pozycji.

Chłopaki wściekali się, aż prawie nie doszło do bójki. W końcu umówili się, że jeśli wybierze któregoś z nich lub kogoś innego – nie będą przeszkadzać. Mimo to każdy starał się za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę Ewy. Lecz ona trzymała dystans. Nie pozostawało im nic innego, jak czekać.

Pod koniec trzeciego roku Ewa nagle zaczęła okazywać zainteresowanie Krzysztofowi. Ten napawał się dumą. A Mietek oszalał z rozpaczy i miłości, ale danego słowa dotrzymał. Wycofał się tak bardzo, że nawet przestał chodzić na uczelnię, byle tylko ich nie widzieć.

Krzysztof kupił butelkę wódki i przyszedł do przyjaciela. Cały wieczór pili i rozmawiali. Pod koniec Krzysztof zrozumiał, że nie kocha Ewy tak mocno jak Mietek. Tamten naprawdę nie mógł bez niej żyć.

Problem rozwiązał prosto – udawał, że związał się z inną dziewczyną. Ewa oczywiście się zirytowała, urządziła Krzysztofowi awanturę, płakała, oskarżała go o zdradę i podłość. Tak jak przewidział, znalazła pocieszenie u boku Mietka.

A ten kochał ją tak bezgranicznie, że wkrótce Ewa odwzajemniła jego uczucie. Krzysztof oczywiście był zazdrosny, miłość nie minęła od razu, ale wiedział, że z Mietkiem Ewa będzie szczęśliwsza. Nigdy nie żałował swojego wyboru. Ani Mietek, ani Ewa nie domyślali się, jaką rolę odegrał w ich małżeńskim szczęściu.

Pobrali się zaraz po obronie dyplomów. Krzysztof był świadkiem na ich weselu. Dziewięć miesięcy później Ewa urodziła córkę. Przyjaciele razem przyjechali do szpitala, by je powitać. Obaj szczęśliwi, z kwiatami. Pielęgniarka zawahała się, komu wręczyć zawiniątko przewiązane różową wstążką.

Mietek wysunął się do przodu, wziął córkę na ręce, ale zaraz potem podał ją Krzysztofowi.

– Słuchaj, weź ją, boję się, że upuszczę, taki jestem zdenerwowany – szepnął.

Krzysztof wziął dziecko, zajrzał do kocyka i wśród koronek ujrzał mały cud – różowe usteczka złożone w ciup, nosek jak guziczek i aksamitne policzki. Serce odpowiedziało taką ciepłotą i miłością, że oczy zaszły mu łzami wzruszenia. “Mogła być moją córką”, pomyślał.

Kilka dni później Krzysztof nagle wyjechał. Najpierw do Krakowa, potem na północ. Przyjeżdżając na urlop, wpadał do przyjaciół. Gosia rosła, stając się żywym portretem matki. Z chudziutkiej dziewczynki z cienkimi warkoczykami zmieniała się w smukłą, piękną kobietę. Zazdrościł im szczęścia, choć życzliwie. Sam nigdy nie spotkał tej jedynej, która podbiłaby jego serce. Były kobiety, ale do ślubu nie doszło.

***

Do Gosi zawsze odnosił się szczególnie. Może przez tamtą chwilę w szpitalu, gdy serce napełniło się miłością na widok małego cudu. Gdy tym razem przyjechał na urlop, uderzyło go, jak bardzo dorosłaI gdy stał przy łóżeczku swojego syna, patrząc na tę małą istotkę, zrozumiał, że miłość nie zna granic czasu ani wieku – ważne tylko, by była prawdziwa.

Rate article
Fajna Tajna
Miłość