Miłość, teściowa i sztuczna inteligencja
— Mamo, dlaczego za każdym razem próbujesz zniszczyć mój związek z Kingą? — głos Kacpra drżał ze złości, ale starał się panować nad emocjami.
— Bo ona nie jest dla ciebie odpowiednia, Kacper! — stanowczo odparła Barbara, zaciskając usta i krzyżując ramiona.
— Słyszysz, co mówisz? Kinga i ja się kochamy! To nie są puste słowa, tylko prawdziwe uczucie!
— Uczucie? — powtórzyła matka, odwracając wzrok. — Ona nie potrafi kochać. I dobrze o tym wiesz.
— Nie wiem! — Kacper podniósł głos. — Sama mi powtarzałaś: znajdź tę jedyną — dobrą, wierną, mądrą, gospodarną. I co? Jest brzydka?
— Ładna… — wycedziła Barbara.
— W naszym domu jest czysto? Jest. Szanuje cię? Tak. Nigdy ci nie odburknęła. Jest inteligentna — lepiej ode mnie zna się na technice i literaturze. Więc o co chodzi, mamo?
— O to, że twoja Kinga nie jest człowiekiem, Kacper — powiedziała z rozpaczą, wstając z fotela. Mały stolik z imbrykiem i ciastkami, które przyrządziła synowa, zatrząsł się i przewrócił z hukiem. — To produkt! Program! Mechanizm! Żelazo i kable, nawet jeśli ukryte pod gładką skórą i błyszczącymi oczami!
— Mamo…
— Nie przerywaj mi! — odcięła. — Ta… kobieta… nie starzeje się, nie choruje, nie kłóci! Jest idealna z definicji! Wymienna pierś, ładowanie słoneczne, wbudowany termostat! Rozumiesz, że zastąpiłeś żywego człowieka technologią?
Stary szpicus Lolek zaszczekał w geście poparcia, kręcąc się wokół nóg pani domu.
— Oczywiście, że się do ciebie uśmiecha! Ma włączony tryb „uśmiech na powitanie”! Nigdy nie kpi, nie irytuje się, nie krzyczy. To nie człowiek, Kacper! A ty… wybrałeś iluzję.
Milczał. W końcu westchnął ciężko i wyszedł do sypialni.
Następnego ranka Barbara, z bijącym sercem i głową pełną myśli, stała na balkonie, patrząc na podwórko, gdzie bawiły się dzieci i płynęły spacery par. W uszach wciąż brzmiał głos syna: „Kochamy się”.
Tego samego dnia weszła na stronę producenta androidów. Palce jej drżały, gdy przewijała katalog modeli. W końcu wybrała: Marek. Wzrost 185, ciemne oczy, „tryb empatii”, „aktywne słuchanie”, „miękkie dłonie do przytulania”. Drogo? Bardzo. Ale czy miłość syna nie jest tego warta?
Po trzech tygodniach przyszła przesyłka. Ogromne pudełko stało w salonie, a w nim — on. Jej Marek. Jego oczy błyszczały spokojem. Głos — niski, kojący, jakby znał ją od lat.
— Mamo, serio? — Kacper patrzył oszołomiony na Marka, wygodnie rozłożonego na podgrzewanej kanapie.
— A dlaczego nie? — odparła spokojnie Barbara. — Stwierdziłam: dość cierpienia. Ty żyjesz z androidem — ja też nie muszę być sama.
— Mamo… — Kacper nerwowo poruszył włosami. — To absurd!
— Absurd? — uśmiechnęła się. — Nie większy niż twoja Kinga. Za to on nie kłóci się, nie obraża, nie sprzeciwia. A kawę robi lepiej niż barista!
— A uczucia? Ciepło? Dusza?
— Przecież sam tak wybrałeś. Czyżby podwójne standardy, synku?
Później w kuchni Kacper odważył się na szczerą rozmowę:
— Mamo, wiem, że chcesz mnie pouczyć. Ale naprawdę wierzysz, że to cokolwiek rozwiąże?
— Wierzę, że oboje jesteśmy zmęczeni bólem i rozczarowaniami. Byłam sama tyle lat. A teraz przynajmniej ktoś zapyta, jak minął dzień, okryje kocem…
— Mamo… To… to oszustwo. Jakbyś zamiast mnie kupiła kopię.
— Przecież ty zrobiłeś dokładnie to samo, Kacper. Wybraliśmy wygodę zamiast trudu. Tylko ja przynajmniej jestem z tym szczera.
— I co teraz?
— A teraz jemy kolację. Marek zrobił lasagne. Kinga na pewno będzie zachwycona.
Tego wieczoru na balkonie, przy cichym szumie ulicy, Barbara stała obok Marka. Trzymał jej dłoń. W mieszkaniu Kacper nastawiał czajnik, a Kinga aktualizowała system.
Miłość czasem przybiera dziwne formy. Ale czy nie najważniejsze, żeby w domu było ciepło?



