Miłość, teściowa i sztuczna inteligencja

Miłość, teściowa i sztuczna inteligencja

— Mamo, dlaczego za każdym razem próbujesz zniszczyć mój związek z Kasią? — głos Wojtka drżał ze złości, choć starał się zachować spokój.

— Bo ona nie jest dla ciebie odpowiednia, Wojtku! — stanowczo odparła Helena Janowska, zaciskając usta i krzyżując ręce na piersi.

— Słyszysz w ogóle, co mówisz? Kochamy się z Kasią! To nie są puste słowa, to prawdziwe uczucie!

— Uczucie? — powtórzyła matka, odwracając wzrok. — Ona nie jest zdolna do uczuć. I doskonale o tym wiesz.

— Wcale nie! — Wojtek podniósł głos. — Przez całe życie powtarzałaś: znajdź tę jedyną — dobrą, wierną, mądrą, gospodarną. I co? Jest brzydka?

— Ładna… — niechętnie przyznała Helena.

— W domu mamy porządek? Mamy. Szanuje cię? Tak. Nigdy ci nie przerwała. Jest mądrzejsza ode mnie, zna się na technice i literaturze. Więc o co chodzi, mamo?

— O to, że twoja Kasia to nie człowiek, Wojtku — z rozpaczą powiedziała kobieta, wstając z fotela. Mały stolik z herbatą i ciastkami, które starannie przygotowała synowa, zatrząsł się i z hukiem przewrócił. — Ona jest produktem! Programem! Maszyną! Żelazem i kablemi, nawet jeśli ukrytymi pod gładką skórą i błyszczącymi oczami!

— Mamo…

— Nie przerywaj mi! — odcięła. — Ta… kobieta… nie starzeje się, nie choruje, nie kłóci! Jest idealna z definicji! Wymienne piersi, ładowanie przez słońce, wbudowany czujnik temperatury! Rozumiesz, że zamieniłeś żywe — na technologię?

Stary szpic, Ferdynand, zaszczekał w geście poparcia, kręcąc się u jej nóg.

— Oczywiście, że się do ciebie uśmiecha! Ma włączony tryb „uśmiech na powitanie”! Nigdy nie przewraca oczami, nie denerwuje się, nie krzyczy. To nie człowiek, Wojtku! A ty… wybrałeś iluzję.

Milczał. Potem, westchnąwszy głęboko, wyszedł do sypialni.

Następnego ranka, z bijącym sercem i pełna wątpliwości, Helena Janowska stała na balkonie i patrzyła na podwórko, gdzie bawiły się dzieci i spacerowały pary. W uszach dźwięczały jej słowa syna: „Kochamy się”.

Tego samego dnia weszła na stronę producenta androidów. Palce jej drżały, gdy przeglądała katalog modeli. W końcu wybrała: Witold. Wzrost — 184, ciemne oczy, „tryb współczucia”, „aktywne słuchanie”, „dłonie do przytulania — o podwyższonej miękkości”. Tak, drogo. Bardzo. Ale czy miłość syna nie jest tego warta?

Po trzech tygodniach przyszedł przesyłka. Ogromne pudełko stało w salonie, a w środku — on. Jej Witold. Jego oczy promieniowały spokojem. Głos — niski, kojący, jakby spędził z nią czterdzieści lat.

— Mamo, serio? — Wojtek patrzył z niedowierzaniem na Witolda, wygodnie rozłożonego na podgrzewanej sofie.

— A dlaczego nie? — spokojnie odparła Helena. — Postanowiłam: dość cierpienia. Ty żyjesz z androidem — ja też nie będę sama.

— Mamo… — Wojtek nerwowo przejechał dłonią po włosach. — To absurd!

— Absurd? — uśmiechnęła się. — Nie większy niż twoja Kasia. On nie kłóci się, nie obraża, nie sprzeciwia. A kawę robi lepszą niż każdy barista!

— A uczucia? Ciepło? Dusza?

— Sam to wybrałeś. Czy podwójne standardy to teraz norma, synku?

Później, w kuchni, Wojtek zdecydował się na szczerą rozmowę:

— Mamo, rozumiem, chcesz mi coś udowodnić. Ale naprawdę myślisz, że to coś zmieni?

— Myślę, że oboje jesteśmy zmęczeni bólem. Rozczarowaniami. Tyle lat byłam sama. A teraz choć ktoś zapyta, jak minął dzień, kto narzuci koc…

— Mamo… To… to podstęp. Jakbyś zamiast mnie kupiła moją kopię.

— Właśnie to zrobiłeś, Wojtusiu. Wybraliśmy wygodę, nie trud. Tylko ja przynajmniej mówię to otwarcie.

— I co teraz?

— A teraz jemy kolację. Witold przygotował lasagne. Kasi na pewno się spodoba.

Tamtego wieczoru na balkonie, przy cichym szumie ulicy, Helena stała obok Witolda. Trzymał ją za rękę. W mieszkaniu Wojtek nastawiał czajnik, a Kasia aktualizowała oprogramowanie.

Czasami miłość przybiera dziwne formy. Ale czy nie liczy się najbardziej, by w domu było ciepło?

Rate article
Fajna Tajna
Miłość, teściowa i sztuczna inteligencja