**Miłość na całe życie**
Miałam czternaście lat, gdy na moje barki spadły obowiązki domowe, opieka nad chorą matką i nauka w szkole. Marzyłam, by zostać lekarzem.
Mamo, skończę studia i wyleczę cię. Na pewno wstaniesz. Jesteś jeszcze taka młoda mówiłam, choć potem, w swojej małej izdebce, płakałam w ukryciu z bezsilności. Mieszkałyśmy we trójkę w domu na obrzeżach miasta, ale właściwie to była wieś wszyscy wszędzie wścibscy. Ojciec nigdy nie pomagał matce, nawet z nią nie rozmawiał, a już na pewno nie ze mną. Był szorstki, nigdy nie usłyszałam od niego ciepłego słowa. A gdy Weronika zachorowała, spakował rzeczy i wyszedł z domu.
Z początku nie zauważyłam, że zbiera się do odejścia myślałam, że wyjeżdża służbowo. Zrozumiałam dopiero, gdy stanął w drzwiach i powiedział:
Odchodzę na zawsze. Takie życie to nie dla mnie, a jeszcze z chorą żoną. Potrzebuję zdrowej kobiety. Ty sobie poradzisz, jesteś już duża. Pieniądze będę przesyłał.
Myślałam, że żartuje, ale trzask zatrzaskujących się drzwi rozwiał moje wątpliwości. Weronika leżała i uśmiechała się, a ja stałam jak wryta.
Mamo, czemu się cieszysz? Jak teraz będziemy żyć?
Jakoś przeżyjemy, córeczko. A co on nam dawał? Złość i chamstwo. Idź do wujka Kazika i powiedz, żeby przyszedł.
Dobrze, mamo skinęłam głową i poszłam do sąsiada naprzeciwko.
Od dawna widziałam, jak Kazimierz patrzył na mamę inaczej niż ojciec. Zawsze się uśmiechał, mówił jej miłe słowa, na urodziny przynosił kwiaty i czekoladki oczywiście, gdy ojca nie było w domu. Ja też dostawałam słodycze. Ojciec nigdy nikomu nic nie dał, nawet urodzin nie pamiętał. Weronika trzymała się z godnością, choć sąsiadki szeptały, że to lalunia. A gdy miałam trzynaście lat, usłyszałam, jak Kazimierz wyznaje jej miłość.
Weroniko, będę przy tobie zawsze. Kocham cię. Pamiętaj o tym, cokolwiek się stanie.
A mama tylko się zaśmiała:
Ech, ja już komuś oddana i wierna będę całe życie. Nie trzeba tych wyznań, Kaziu.
Miałam czternaście lat i sama zaczynałam rozumieć, co to miłość. Widziałam, że Kazimierz kocha mamę, ale zachowuje się z klasą nie narzuca się, nie kompromituje. A jednak zawsze był blisko. Nieświadomie porównywałam go z ojcem i ojciec przegrywał. Z czasem i ja polubiłam Kazimierza bardziej niż własnego tatę.
Gdy podrosłam, spytałam mamę:
Czemu wyszłaś za ojca, a nie za wujka Kazika?
Weronika tylko się zirytowała i nie odpowiedziała. Nie pytałam więcej.
A potem stało się nieszczęście mama złamała nogę w dwóch miejscach. Gdy już wracać do zdrowia, pojawił się dziwny nalot na kości. Ból wrócił, nie mogła stanąć, leżała w łóżku. Wtedy ojciec odszedł na dobre. Zniknął pewnego dnia i nigdy się nie odezwał. Do dziś nie wiem, czy żyje. I nawet mnie to nie obchodzi.
Gdy Weronika chorowała, Kazimierz przynosił leki, pomagał, jak mógł. Gdy przyszłam do niego po pomoc, od razu zrozumiał, że coś się stało. Mieszkał sam, ale w domu miał czysto i schludnie.
Wujku Kaziku, mama prosi, żebyś przyszedł.
A co na to twój ojciec? Nie ucieszy się.
Ojciec nas zostawił. Wczoraj wieczorem odszedł i powiedział, że na zawsze.
Kazimierz nie pytał więcej. Przyszedł, długo rozmawiał z mamą i został. Nie wiem nawet, kiedy to się stało. Czułam, jakby zawsze z nami był.
Dbał o Weronikę jak o skarb. Sprowadzał lekarzy, woził ją na badania. Stopniowo zdrowiała, w końcu wstała. Byliśmy szczęśliwi. Z Kazimierzem w domu było mi lżej przejął domowe obowiązki i opiekę nad mamą.
Aniu, ucz się dobrze. Zostaniesz lekarzem, spełnisz swoje marzenie mówił, a ja wierzyłam, że ma rację.
Czasem widywałam go smutnego, ale przy Weronice zawsze się uśmiechał. Później dowiedziałam się, że słyszał plotki.
Patrzcie, sąsiad opiekuje się chorą. Pewnie dlatego mąż ją rzucił. Kaleka, a jeszcze sobie kogoś przyprowadziła szeptali.
Kazimierz udawał, że nie słyszy, ale to go bolało. W końcu Weronika zaczęła chodzić, najpierw o lasce, potem już sama. Z czasem wszystko wróciło do normy. Mama rozkwitła. Gdy przedtem chodziła ze spuszczoną głową, teraz szła dumnie, ramię w ramię z Kazimierzem. Nie było ludzi szczęśliwszych od nich.
Sąsiadka, pani Halina, mówiła:
Weroniko, ależ ty się zmieniłaś! Kwitniesz, a Kazimierz wciąż się za tobą ogląda. Nie przejmuj się ludźmi, pogadają i zapomną.
Ja się nie przejmuję uśmiechała się mama. Szczęścia nie ukryjesz, więc po co się chować?
Nauka nie była łatwa, ale lubiłam się uczyć. Plotki ucichły na jakiś czas, ale wybuchły na nowo, gdy okazało się, że Weronika jest w ciąży.
Staroródka syczały kumoszki. Prawie czterdziestka, a jeszcze się puszcza.
Ale Kazimierz i Weronika wzięli ślub i czekali na dziecko, promieniejąc szczęściem. Ja też się cieszyłam. Mama wyzdrowiała, była szczęśliwa, a niedługo miała przyjść na świat siostrzyczka wiedzieliśmy, że to będzie dziewczynka. Gdy urodziła się mała Zosia, nasze życie stało się jeszcze piękniejsze.
Po maturze poszłam na medycynę spełniło się moje marzenie. Nauka była ciężka, ale kochałam to. Rodzice żyli w harmonii, Zosia rosła.
W końcu zostałam lekarzem. Wszyscy byli dumni.
Kazimierz zmarł nagle. Jakby przeczuwał. Dzień wcześniej przyszłam w odwiedziny (mieszkałam już osobno). Nagle przytulił mnie i Zosię mocno.
Dziewczynki, gdybyście wiedziały, jak was kocham. I waszą mamę też!
Weronika się uśmiechała, a on ściskał nas, jakby po raz ostatni. I tak właśnie było. Rano nie obudził się serce stanęło w nocy. Mama załamała się. Ich szczęście trwało tak krótko
Mamo, nie jesteś sama. Masz mnie i Zosię. Razem przez to przejdziemy poc



