Wiktor? zdziwiona sąsiadka, Teresa Wójcik, zerknęła na mnie zza ściany. Jesteś w domu? Myślałam, że jedziesz do Warszawy. Halina mówiła, że dopiero za dwa tygodnie się spotkamy.
Przeziębiony mruknąłem, zamykając drzwi i odwracając się do Teresy.
Coś poważnego? zapytała troskliwie.
Co poważnego? rozbudziłem się z irytacją. Kaszlę tylko kilka razy, a już wszyscy robią z tego aferę! Zostań w domu, zarazisz dziecko! tak mi Halina wykrzyczała. Musiałem wrócić, bo ona sama nie mogła się sama ruszyć. W nocy ją odprowadzili.
A jak długo zamierzacie tak żyć? dodała z nutą szyderstwa. Nie nudzi Was to?
Co to za pytanie? zmarszczyłem brwi. Nie lubiłem, kiedy ktoś wtykał nos w moje sprawy rodzinne, ale tym razem nie wytrzymałem.
Pracuję na systemie zmianowym!
No tak, Tereso, uśmiechnąłem się krzywym uśmiechem. A co tu ma wspólnego system zmianowy? Nie jedziemy na robotę, a jednak to dla nas wielka radość.
Radość? zauważyła. Ostatnio chodzicie jak woda po kamieniach! Nie śmiejcie się z siebie. Ktoś i tak Was nie oceni!
***
Moja córka, Jadwiga, po ukończeniu studiów szukała pracy w wymarzonej dziedzinie. Rok minął, a oferty wciąż nie trafiały: za daleko, za mało płacą, po prostu nie podobały się. Rodzice pocieszali ją, że w końcu znajdzie to, czego szuka. Ale marzenie o wymarzonej posadzie wciąż wisiało w powietrzu.
W końcu Jadwiga postanowiła wyjechać do Warszawy. Koleżanka ze studiów właśnie dostała tam pracę i zaproponowała wspólny wyjazd. Mamy jeszcze wolne miejsca, a we dwoje jest mniej strasznie inny kraj, nowe wyzwania». Rodzice nie byli zachwyceni. Uważali, że w Krakowie może się jej dobrze układać, trzeba tylko poczekać. Poza tym Jadwiga nigdy nie mieszkała sama, a wynajem mieszkania w stolicy to nie byle jaka kieszonkowa sprawa. Kto to utrzyma? Na jaki czas? pytali z troską.
Mimo ich argumentów, Jadwiga obiecała dzwonić codziennie i jeździć coścoś i wyjechała do Warszawy. Znalazła miejsce w akademiku, więc nie musiała szukać mieszkania to była dla niej niespodzianka.
Na początku przyjeżdżała często, tęskniła za domem, potem wizyty stały się rzadsze, a kontakt ograniczył się do krótkich telefonów. W Warszawie zakochała się w krótkowłosym Krzysztofie. Ich romans rozkwitł szybko i wkrótce padło pytanie o małżeństwo. Jadwiga, w sekrecie, oznajmiła nam, że spodziewa się dziecka.
***
Po ślubie młodzi wynajęli mieszkanie w centrum. Krzysztof nie chciał mieszkać pod rodzicami ich sprzeciw był wyraźny, choć nie podjęto otwartej kłótni. Chcesz żyć samodzielnie? Nie liczymy się z Tobą. Krzysztof tylko się uśmiechnął.
Nie liczę! odparł.
Dlaczego tak? zapytała łagodnie Jadwiga, zostając we dwoje. To przecież Twoi rodzice. Co, jeśli coś się wydarzy?
Nie bój się! objął ją Krzysztof. Wszystko będzie dobrze.
I rzeczywiście wszystko szło po ich myśli. Młodzi zarabiali przyzwoicie, ciąża przebiegała bez komplikacji, a Jadwiga przeszła na urlop macierzyński i urodziła zdrową dziewczynkę Wiktorię. Dziadkowie ze szczęścia nie kryli się, chwalili wnuczkę. Seniorzy z Warszawy odwiedzali ją co tydzień, a rodzice Jadwigi, choć już po pięćdziesięciu, przyjeżdżali, kiedy mogli tata jeszcze pracował, mama dopiero wchodziła w pięć lat przed emeryturą.
Wszystko było w porządku, dopóki Krzysztof nie stracił pracy. Nie tyle stracił, co sam zrezygnował, przekonany, że znajdzie lepszą ofertę. Nie udało się miejsce dostał ktoś inny w ostatniej chwili. Krzysztof wpadł w depresję, stał się zamknięty w sobie, zaczął pić, był ciągle niezadowolony i obwiniał cały świat. W końcu trafił do szpitala psychiatrycznego.
Jadwiga dzieliła się między męża a dziecko. Krzysztof domagał się coraz więcej uwagi, częściej niż dwulatka Wiktoria. Do tego wpadła w konflikt z teściową, która nieustannie zarzucała, że Jadwiga porzuca dziecko, mimo że mieszka przy nim jak cień. Na jakim szyi? pytała. Jestem na urlopie macierzyńskim! odpowiadała Jadwiga. Teściowa krzyczała: A może już nie siedzieć w domu? Dziecko ma dwa lata! Pracuj! Czy zamierzasz całe życie żyć za nasz koszt?
Jadwiga nie wiedziała, czy teściowa naprawdę tak myśli, czy tylko udaje. Krzysztof od pół roku nie pracuje, żyją z zasiłku macierzyńskiego i jednego wynagrodzenia rodziców, a ona ma zarzuty od kobiety, co jeszcze bardziej ją raniło. W końcu podzieliła się sytuacją z rodzicami.
My, Wiktor i Halina, wysłuchaliśmy i zasugerowaliśmy, żeby poszukała przedszkola na wszelki wypadek.
Po pierwsze, to zajmie trochę czasu powiedziała mama.
Po drugie, jeśli teściowa podniosła tę sprawę, nie odpuści tak łatwo dodał tata.
Ale Wiktoria jest jeszcze mała! jęknęła Jadwiga. Jakie przedszkole?
My oddaliśmy ją do żłobka, kiedy miała półtora roku, a ona się rozwinęła! uśmiechnęła się Halina. Mamo! łzy wypełniły oczy Jadwigi. Czy nie mogłaś zrobić tego wcześniej? Dlaczego teraz taką presję wywiera babcia?
Zobacz sam, córeczko wtrącił się Wiktor. Jeśli coś będzie potrzebne, pomożemy, jak tylko będziemy mogli.
Halina wzruszyła ramionami: Ciekawe, jak możemy pomóc, mając 400 km do Warszawy!.
***
Jeśli coś stało się rzeczywistością szybciej, niż się spodziewaliśmy. Miejsce w przedszkolu pojawiło się niemal od razu. Jadwiga poinformowała szefa, że może wrócić do pracy za miesiąc. Wtedy Krzysztof właśnie dostał nową posadę.
Zostało tylko delikatnie przyzwyczaić Wiktorię do przedszkola
***
Nauczycielki poprosiły, by przy pierwszym razie Jadwiga przyprowadzała dziewczynkę na godzinę, potem na dwie, a potem do lunchu. Brzmiało to prosto, ale w praktyce było nie do zniesienia. Gdy tylko zobaczyła budynek, Wiktoria zaczęła ryczeć na całe gardło, nie płakać, a krzyczeć. Tak krzyczała przez cały tydzień. W szatni chwilowo ucichła, ale jak tylko zauważyła, że mama odchodzi, krzyk wybuchał ponownie.
Próbowano, by Krzysztof ją woził, ale nic nie pomogło. Razem z mamą próbowali ją uspokoić, obiecywać bajki, smakołyki nie działało. Zostawiali ją na chwilę, myśląc, że się uspokoi, a ona krzyczała, jakby wiedziała, że rodzice wciąż słuchają. W końcu nauczycielki poddały się:
Nie martwcie się, to normalne. Przyprowadźcie Wiktorię za kilka miesięcy, niech dorasta. Miejsce zostawimy.
Łatwo wam mówić za kilka miesięcy wykrzywiła się Jadwiga, idąc do domu. A co z pracą? Przecież mam wrócić!
Nie wiem rzucił Krzysztof. Ale nie powinno się tak męczyć dziecko.
Twoi rodzice są już na emeryturze! wpadła Jadwiga na pomysł. Mieszkają niedaleko, niech przyprowadzają ją do przedszkola na jakiś czas!
Porozmawiam z nimi odpowiedział Krzysztof, choć wątpił, że zgodzą się.
***
Dziadkowie przypomnieli, że Krzysztof miał sam radzić sobie, ale co zrobić dla ukochanej wnuczki? Zaczęli kolejno wozić Wiktorię. I cud! Dziewczynka szła do grupy spokojnie, machała ręką na pożegnanie i nie płakała.
Kiedy przedszkole zaczęło układać drzemki, Wiktoria buntowała się przeciwko położeniu się w łóżeczku. Nauczycielki dzwoniły babci, ona przybywała, a potem dziadek. Szybko ustalili, że Wiktoria będzie w przedszkolu do godziny dwunastej.
Po jakimś czasie rodzice Krzysztofa poczuli, że to zbyt duże obciążenie. Potrzebuję oka na oko, a mam nadciśnienie! skarżyła się matka Krzysztofa. U mnie plecy bolą Wiesz, jak on cierpi. Krzysztof przytaknął, ale nie wiedział, co dalej zrobić, bo w dwunastej już pracują.
Zamiast podziękowań, mamy krytykę! wybuchła teściowa. Patrz, jak nas nagrodzili za prawie rok opieki nad dzieckiem!.
To nie rok, to kilka miesięcy broniła się Jadwiga. To była wasza idea, żeby wysłać Wiktorię do przedszkola. Gdybyśmy tego nie zrobili, wciąż siedziała w domu i nie miałoby kłopotów.
Więc my jesteśmy winni?! krzyknęła matka Krzysztofa, chwyciła męża za rękę i wyciągnęła go z salonu.
***
Co teraz zrobimy? zapytał Krzysztof, kiedy drzwi za rodzicami się zamknęły.
Nie wiem wzruszyła ramiona Jadwiga. Może muszę odejść z pracy.
To nie jest rozwiązanie.
Co proponujesz?
Zostaw Wiktorię w przedszkolu do wieczora.
A rano? Sam ją tam weźesz? Nie będę się w to mieszać!
Ale wszystkie dzieci chodzą do przedszkola bez problemu!
Nasza dziewczynka nie jest wszystkim! krzyknęła Jadwiga i rozpłakała się.
W tym momencie zadzwoniła matka.
Jadwiga, przyjadę jutro! obiecała Halina, bo właśnie była na urlopie i planowała nas odwiedzić. Mamy prawie miesiąc zapasu, zobaczymy co zrobić.
Po rozłączeniu Jadwiga klaśnęła w dłonie jak dziecko:
Jutro przyjedzie mama! oznajmiła mężowi. Jesteśmy uratowani.
Wspaniale! zaśmiajał się Krzysztof. Czas lepiej poznać teściową. Mam nadzieję, że się dogadamy.
Oczywiście, że się dogadamy uśmiechnęła się Jadwiga. Moja mama jest światowa, na pewno wymyśli coś.
Halina naprawdę wymyśliła plan. Powiedziała, że ona i ojciec będą przyjeżdżać na zmianę, żeby oglądać Wiktorię, bo nie mają takiej możliwości sami. Ty, Jadwinko, nie gniewaj się na nich wiek to rzecz, a dziś mamy siłę, a jutro nie. Zrobimy to, radziła, patrząc na syna męża.
Nie martw się, wszystko się uda dodał Wiktor, wkładając rękę na jej ramię. Pamiętaj, że zawsze możemy pomóc, jak tylko będziemy mogli.
Halina, słysząc to, wzruszyła ramiona i pomyślałaWiedząc, że rodzina znów stanie się jednością, z uśmiechem patrzę, jak nasza mała Wiktoria rozkwita wśród miłości i wsparcia.



