Milczała przez dziesięć lat

Przez dziesięć lat milczała
– Dość tego! – Halina uderzyła dłonią w stół. – Dziesięć lat znosiłam twoje wybryki, a teraz jeszcze to!

Wiesława siedziała naprzeciwko, nie podnosząc wzroku. Dygotały jej dłonie, gdy przytknęła do ust szklankę z herbatą. Na stole między nimi leżało pogniecione zaświadczenie ze szpitala.

– Czego ode mnie chcesz? – szepnęła Wiesława.

– Prawdy! – Halina zerwała się z krzesła i zaczęła przemierzać kuchnię. – Chcę usłyszeć prawdę! Dlaczego milczałaś? Czemu nie powiedziałaś mi wtedy, że wiedziałaś?

Wiesława postawiła szklankę. Herbata rozprysła się, tworząc małą kałużę.

– Bałam się – przyznała. – Bałam się, że mnie znienawidzisz.

– A teraz się nie boisz? – głos Haliny drżał ze złości. – Teraz, gdy sama wszystko odkryłam?

Sąsiadka z dołu stuknęła w kaloryfer. Halina wróciła na krzesło, próbując się uspokoić. Dłonie i tak drżały.

– Opowiedz mi wszystko – zażądała. – Od samego początku.

Wiesława otarła łzy rąbkiem chusteczki.

– Nie wiedziałam, jak ci to powiedzieć. Byłaś wtedy taka szczęśliwa, świeżo po ślubie…

– Nie owijaj w bawełnę! Mów wprost!

– Widziałam Bogdana z tamtą kobietą w kawiarni na Marszałkowskiej. Siedzieli przy stoliku pod oknem, trzymali się za ręce. Była w ciąży.

Halina poczuła, jak ziemia usuwa się spod nóg. Wiedziała o zdradach męża, ale nie, że ktoś widział ich razem tak dawno.

– Kiedy to było?

– Pół roku po waszym ślubie – Wiesława mówiła ledwo słyszalnie. – Szłam z pracy do domu, przypadkiem ich zobaczyłam. Najpierw nie wierzyłam, że to Bogdan. Ale potem wyszli na ulicę i rozpoznałam go bezbłędnie.

– I co dalej?

– Chciałam podejść, ale… – Wiesława zawahała się. – Pocałował ją. Tak czule, jak całuje się ukochane. Potem położył dłoń na jej brzuchu.

Halina zamknęła oczy. Wspomnienia nadeszły falą bólu. Te czasy, gdy ona marzyła o dziecku, a Bogdan ciągle zwlekał.

– Więc już wtedy miał dziecko z inną?

– Nie wiem. Może. Halinko, naprawdę chciałam ci powiedzieć, lecz…

– Lecz wolałaś milczeć. Dziesięć lat!

Wiesława wzdrygnęła się od ostrości w głosie przyjaciółki.

– Myślałam, że to minie. Że opamięta się i wróci do ciebie. Byłaś tak zakochana, planowałaś dzieci, kupowałaś malutkie ciuszki…

– Malutkie ciuszki – powtórzyła z goryczą Halina. – A on w tym czasie wychowywał cudze dziecko.

Podeszła do okna. Na podwórku bawiły się dzieci, beztrosko śmiejąc się między huśtawkami. Halina tak pragnęła swoich. A teraz miała czterdzieści trzy lata i czasu zostało niewiele.

– Halinko, wybacz – Wiesława podeszła do niej. – Wiem, że postąpiłam źle. Nie potrafiłam znisz twego szczęścia.

– Jakiego szczęścia? – odwróciła się Halina. – Szczęścia życia z kłamcą i zdrajcą? Szczęścia marnowania najlepszych lat na człowieka, który cię nie kocha?

– Kochał cię! Widziałam, jak na ciebie patrzył.

– Widziałaś? Kiedy? Gdy zdradzał mnie z brzemienną kochanką?

Wiesława spuściła głowę. Słowa przyjaciółki bolały, lecz wiedziała, że na nie zasłużyła.

– Chciałam dobrze – wyszeptała.

– Dobrze? – Halina zaśmiała się krótko, boleśnie. – Dobrze byłoby powiedzieć mi prawdę wtedy. Może nie zmarnowałabym dziesięciu lat na tego człowieka.

Z przedpokoju zadzwonił telefon. Halina poszła odebrać, Wiesława została przy oknie.

– Tak? – zmęczonym głosem rzuciła w słuchawkę.

– Cześć, Bogdan. Dzisiaj wrócę później z pracy. Nie czekaj z kolacją.

Halina spojrzała na zegar. Siódma wieczór. Dzień roboczy dawno się skończył.

– Rozumiem – odpowiedziała szorstko. – Do widzenia.

Odłożyła słuchawkę, wróciła do kuchni. Wiesława siedziała przy stole, miażdżąc w dłoniach chusteczkę.

– To on dzwonił?

– Tak. Znowu się spóźnia.

– Halinko, może teraz wszystko wygląda inaczej? Może się zmienił?

Halina wyjęła z torebki kilka fotografii, rzuciła je na stół.

– Spójrz sama.

Wiesława pochyliła się nad zdjęciami. Bogdan z tą samą kobietą, tylko starszą, obok nich dziewięcioletni chłopiec.

– To jego syn – wyjaśniła Halina. – Wczoraj wynająłam detektywa. Od dziesięciu lat prowadzi podwójne życie. Oficjalnie mieszka ze mną, faktycznie ma drugą rodzinę.

Wiesława zakryła dłonią usta.

– Jezu, Halina, nie wiedziałam…

– Oczywiście.
Gdy drzwi się otworzyły, Łena wstała z fotela, patrząc prosto w oczy Szymonowi, gotowa by raz na zawsze zmierzyć się z bolesną prawdą i zamknąć ten rozdział swojego życia.

Rate article
Fajna Tajna
Milczała przez dziesięć lat