Mikołaj przyjechał na wieś, aby odwiedzić swoją ciocię. Podszedł do znajomego domu, otworzył furtkę, a na podwórku przywitała go Halina.

Mikołaj przyjechał do małej podlaskiej wsi, by odwiedzić swoją ciocię. Słońce właśnie zachodziło za linią lasu, gdy znajomy, wiejski dom wyłonił się zza ogrodzenia. Gdy otworzył drewnianą furtkę, na podwórku już czekała Jadwiga.

Czemu nie zadzwoniłeś, Mikołaj? Nawet nie uprzedziłeś! zawołała, rzucając się mu na szyję. A Zosia z dziećmi nie przyjechali z tobą?

Nie, musieli zostać w Warszawie, mieli swoje sprawy odpowiedział cicho.

Ciocia Jadzia błyskawicznie nakryła do stołu. Po wiejskim obiedzie, gdzie nie zabrakło barszczu i świeżego chleba, uniosła się napięta cisza. Jadwiga nagle wyciągnęła coś spod obrusa.

Zobacz, co znalazłam w starej szafie w spiżarce powiedziała, podając Mikołajowi zżółkły dokument. Gdy czytał, na jego twarzy widać było zmieniające się emocje.

Nie denerwuj się, Mikołaju próbowała go uspokoić. Tyle lat minęło, kto wie, może wszystko się zmieniło? Dzieci przecież masz, swoje własne, nie przywiało ich ci tu wichrem!

Tamtej nocy Mikołaj został u cioci na noc. Nie zmrużył oka. Ciągle wracał myślami do treści starego orzeczenia lekarskiego: po ciężkiej chorobie w dzieciństwie miałby już nigdy nie móc mieć dzieci. Dokument był zaadresowany do jego nieżyjącej już mamy on sam nie miał o nim pojęcia.

Niemożliwe, to musi być pomyłka. Przecież wychowałem Zosię i Tomka. A własnej żonie ufam całym sercem powtarzał w myślach.

Mikołaj został sierotą po matce zanim skończył dziesięć lat. Ojciec szybko przyprowadził nową żonę, a wtedy mały Mikołaj coraz częściej spędzał noce w domu cioci Jadwigi, młodszej siostry matki. Była mu zupełnie jak matka.

Po służbie wojskowej nie chciał wracać do rodzinnej wsi, z ojcem miał chłodne relacje, a pracy tam nie było. Został w Warszawie, zatrudnił się jako kierowca miejskiego autobusu. Z czasem miał tyle doświadczenia, że przeszedł do pracy w transporcie międzynarodowym. Po kilku latach uzbierał dość, by kupić kawalerkę.

Wtedy poznał Zofię. O tym, że spodziewa się jego dziecka, powiedziała zanim zdążyli się pobrać. Byli już razem w chwili narodzin córki po trzech latach doczekali się syna.

Pod czterdziestkę Mikołaj zrezygnował z tras za granicę. Za oszczędności założył własną firmę przewozową. Z małej działalności zrobił stabilny interes przynoszący stały dochód.

Po wizycie u cioci, Mikołaj od razu pojechał do Warszawy. Nie mógł wrócić do domu nie znając prawdy. Po serii badań lekarskich otrzymał potwierdzenie naprawdę nie mógł mieć własnych dzieci. Wrócił do rodzinnego mieszkania zamyślony i osowiały.

Mikołaj, jesteś! Mam już obiad zawołała Zofia.

Nie jestem głodny rzucił tylko, kładąc na stół wynik badań.

Co to jest? zapytała, zaskoczona.

Papier, który mówi, że nie mogłem mieć dzieci wycedził.

Zofia aż opadła na krzesło.

Proszę cię, to jakaś pomyłka, kochanie!

Ile jeszcze chcesz mnie okłamywać? Jeszcze dziś mogę się wyprowadzić.

Zofia westchnęła, skinęła głową i zaczęła mówić. Wyznała, że w liceum zakochała się w koledze z klasy. Po maturze ich drogi się rozeszły, jednak wkrótce po tym związała się z Mikołajem. Gdy odkryła ciążę, nie była pewna, kto jest ojcem bała się przyznać rodzicom. Małżeństwo z Mikołajem stało się jej ratunkiem.

Z pierwszą ciążą mogę cię zrozumieć, nawet wybaczyć Ale jak wytłumaczysz Tomka? spytał cicho Mikołaj.

Popłynęły jej łzy. Otarła policzki i mówiła dalej:

Pracowałeś na trasach, bywało cię w domu bardzo mało. Pewnego wieczoru spotkałam go znów moją pierwszą miłość. Namówił mnie na wspólny spacer. Nie wiem, czemu się zgodziłam To był jedyny raz. Wiem, zawiodłam cię. Nienawidzę siebie za to. Dopiero później zrozumiałam, że to tylko nostalgia, a prawdziwa miłość to właśnie ty.

Skończyła mówić, a Mikołaj przez długi czas siedział bez słowa, z głową ukrytą w dłoniach.

Błagam cię, nie odchodź. Bez ciebie nie dam sobie rady szlochała Zofia.

Nie potrafię na ciebie patrzeć wyszeptał, po czym wyszedł, a żona wybiegła za nim zapłakana, on jednak nie obejrzał się nawet raz, po prostu zamknął za sobą drzwi.

Kolejne dni spędzał wyłącznie w biurze. Noce były najgorsze myśli nie dawały mu spokoju.

Całe życie na nic. Dlaczego właśnie mnie to spotkało? Jak mam dalej żyć? szeptał do sufitu.

Nad ranem w myślach pojawiły się nowe argumenty: A przecież gdybym dowiedział się o tym dawniej, nigdy nie miałbym Zosi, Tomka Nigdy nie znałbym smaku ojcostwa. Przeżyłem tyle szczęśliwych chwil widziałem ich pierwsze kroki, słyszałem pierwszy śmiech. To właśnie niewiedza dała mi szczęście”.

W niedzielę, nim jeszcze słońce weszło wysoko, na wieś przyjechały jego dzieci.

Tato, co się dzieje między tobą a mamą? Unikasz nas od jakiegoś czasu. Nie chcesz nas już widzieć? rzuciła z progu córka.

Córeczko, kocham was jak zawsze. Ale z mamą mamy poważny kryzys odpowiedział.

Tato, wracaj do domu. Mama dzień i noc płacze, a ja się o nią bardzo boję szepnął syn.

Przestań już się gniewać, tato. I wiesz co? Niedługo zostaniesz dziadkiem rozpromieniła się córka.

Mikołaj objął ją mocno.

To naprawdę dobra wiadomość.

A my bez ciebie nie wyjedziemy krzyknął syn. Wystarczy tej złości. Po tylu latach przez coś takiego się rozstać?

Mikołaj spojrzał na dzieci, w kącikach jego ust pojawił się ledwo dostrzegalny uśmiech.

Dobrze Zbieramy się do domu powiedział w końcu, a w jego głosie słychać było cień nadziei.

Rate article
Fajna Tajna
Mikołaj przyjechał na wieś, aby odwiedzić swoją ciocię. Podszedł do znajomego domu, otworzył furtkę, a na podwórku przywitała go Halina.