Dziś miałem kolejny zwykły dzień pracy a jednak coś mnie głęboko poruszyło. To był długi dzień, wymieniłem baterię w łazience starszej pani, już byłem myślami w domu, gdy zadzwonili z firmy prosili, żebym jeszcze podjechał obejrzeć cieknący kran u kogoś na Mokotowie. Pracuję od pół roku w niewielkiej firmie, naprawiamy hydraulikę, sprzątamy, różnie bywa praca jak każda inna, zresztą lubię ją. Elastyczny grafik, każdy dzień może być wolny, jeśli potrzeba.
Podjechałem pod podany adres, dzwonię do drzwi. Otwiera poważny, dziesięcioletni chłopiec, obok niego blondwłosa dziewczynka, może o dwa lata młodsza. Zdziwiony pytam:
A dorośli są w domu?
Zawsze na szkoleniu powtarzają, żeby nie wchodzić bez obecności dorosłych.
Mama zaraz wróci, proszę wejść! Kran w kuchni przecieka, próbowałem już naprawiać taśmą, ale nic nie pomogło. Proszę się nie martwić, mamy pieniądze szybko tłumaczy chłopak.
Wszedłem, bo uwierzyłem, że matka rzeczywiście zaraz będzie. Rozłożyłem narzędzia, rozkręciłem kran, wymieniłem uszczelkę. Wtem dziewczynka mówi:
Jeszcze stół się chwieje, a kontakt nie działa.
Tata by to zrobił, ale nasz tata to pilot. Lata bardzo daleko i nie może przyjechać do domu dodała wyraźnie powtarzając czyjeś słowa.
Po chwili wróciła matka. Kobieta zadbana, na oko trzydziestokilkuletnia, ale widziałem po niej zmęczenie i jedno wielkie marzenie: odpocząć. Była wyraźnie zaskoczona tym, że dzieci same sprowadziły fachowca.
Ile razy mówiłam, że zadzwonię do hydraulika, jeszcze się zbieram! powiedziała do syna.
Ty ciągle mówisz i mówisz, to ja już sam zadzwoniłem rezolutnie odpowiedział chłopiec.
Kobieta rozliczyła się ze mną, a dziewczynka przypomniała o stole i kontakcie. Umówiliśmy się na jutro, zostawiłem wizytówkę.
Chłopak już wiedziałem, że ma na imię Maks wyszedł ze mną wyrzucić śmieci.
U nas nie ma żadnego taty pilota. Mama to wymyśliła. Myśli, że jesteśmy mali i nic nie rozumiemy. Gdyby był, na pewno by kiedyś przyjechał. Co pan myśli? A te wszystkie prezenty na urodziny sama kupuje, a mówi, że tata przysłał. Widziałem, jak wybiera lalkę dla Hani i potem mówi, że to od taty
Zrobiło mi się smutno. Odpowiedziałem zupełnie odruchowo:
Czasem naprawdę ktoś nie może wrócić. Różnie w życiu bywa
Ale sam nie wierzyłem w swoje słowa bo przecież wiem, jak to jest.
To słowo pilot od razu mną wstrząsnęło. Przecież sam kiedyś byłem pilotem. To brzmi jakby z innego życia.
Latałem po świecie, przez pół życia mieszkałem w Warszawie. Żona piękna, ciągle chciała, żebym zszedł na ziemię. Dzieci nie mieliśmy.
Ty sobie bujasz w obłokach, a ja co? Z pieluchami zostać mam? mówiła.
Aż w końcu teściowie postanowili wyjechać za granicę, mieli tam rodzinę, zaprosili nas. Ja się uparłem: nigdzie nie jadę. Żona się obraziła, rozstaliśmy się i pojechała sama
Latałem dalej, aż w końcu zdrowie odmówiło posłuszeństwa musiałem pójść na emeryturę. W nalatanych godzinach nie miałem sobie równych.
Przeniosłem się do mamy, do małego miasta w okolicach Łodzi. Byłem z nią pół roku odeszła nagle, nawet się nie spodziewałem
Coś się wtedy we mnie załamało. Nie, nigdy nie byłem skłonny do picia, ale wtedy wszystko się sypnęło krótka impreza za imprezą, towarzysze, których potem wyrzuciłem z mieszkania po tym, jak przyśniła mi się mama. We śnie płakała Wziąłem się w garść, zrobiłem mały remont, ale czegoś mi brakowało.
I pewnego dnia spojrzałem do lokalnej gazety widzę ogłoszenie: potrzebny fachowiec z własnym samochodem. Pomyślałem: spróbuję, przecież coś muszę robić, a pieniądze zawsze się przydadzą.
Nazajutrz wróciłem na Mokotów. Pani Luba tak miała na imię właścicielka mieszkania była już w domu. Naprawiłem stół, kontakt, poprawiłem półkę na korytarzu, zawiasy w szafce w kuchni.
Zaglądam do łazienki a tam ruina.
To trzeba by zrobić solidny remont rzuciłem.
Jeśli pan to zrobi, będę bardzo wdzięczna. Pieniędzy trochę mam, myślę, że wystarczy odpowiedziała Luba.
Dzięki tej pracy poznaliśmy się lepiej. Luba była nauczycielką przedszkola. Oferowała mi kolację po całym dniu pracy. Dzieci też zapraszały.
Zostałem.
Wieczór się przedłużył. Dzieci spały, a my z Lubą rozmawialiśmy szczerze, prosto z serca. Nigdy nikomu nie opowiadałem tyle o sobie. Ona potrafiła słuchać, patrzyła na mnie z taką czułością i wyrozumiałością
Nie miała męża, tylko dwie nieudane próby ułożenia sobie życia i dwójkę dzieci Maks i Hania. Historię pilota po prostu wymyśliła, żeby dzieciom nie było smutno. Obiecała, że kiedyś prawdę im powie.
Wyszedłem pod samą północ. Było jeszcze sporo do zrobienia. Obiecałem być następnego wieczora.
Następnego dnia to ja zaskoczyłem wszystkich. Do mieszkania wszedłem w starym mundurze pilota, z bukietem kwiatów i tortem.
Tata, tata-ptasznik wrócił! zawołała Hania i rzuciła mi się na szyję.
Wróciłem do was, tylko nie od razu poznałem. Już dawno nie widzieliśmy się, prawda, Luba? spojrzałem na nią z nadzieją, której nie mogła mi odmówić.
I tak ta rodzina stała się pełna, szczęśliwa.
Maks nie od razu uwierzył, że tata wrócił, ale z czasem zaakceptował tę wersję. Adoptowałem Maksa i Hanię. Po półtora roku urodził się nam jeszcze jeden syn
Czasem życie daje drugą szansę trzeba tylko mieć odwagę ją wykorzystać.



