Dziś znów wróciłam myślami do mojej codzienności, którą dzielę z mamą. Moja mama ma już 86 lat i z każdym dniem doceniam, ile znaczy dla mnie jej obecność. Nazywam się Barbara Kwiatkowska, mam 57 lat. Kiedy niedawno obchodziłam urodziny, świętowałyśmy kameralnie tylko we dwie. Nie mam bliskich znajomych ani rodziny, która mogłaby przyjść z życzeniami. Czasem wydaje mi się to dziwne, jak potoczyło się moje życie nie wyszłam za mąż, nie mam dzieci i codzienność dzielimy tylko we dwie.
Mimo wszystko zawsze wspieramy się nawzajem. Mama powtarza, że dopóki ma siły, chce chodzić na spacery, choć widzę, że z każdym rokiem coraz trudniej jej wyjść z domu. Podziwiam ją za tę pogodę ducha nie narzeka, nie poddaje się, a jej uśmiech potrafi rozświetlić nawet najbardziej pochmurny dzień w naszym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie.
Od roku jestem na emeryturze, lecz nadal dorabiam jako księgowa w małej firmie, bo nasza wspólna emerytura niestety nie gwarantuje komfortowego życia. Staram się nie narzekać wiem, że są ludzie, którym jest znacznie ciężej. My mamy dach nad głową, siebie nawzajem i kilka złotych na herbatę czy świeże bułki z piekarni. Niektórzy nie mają nawet tego.
Wieczorami pijemy gorącą herbatę z cytryną, robimy na drutach, czasem zjadamy ostatni kawałek szarlotki, którą upiekłam w weekend. Siedzimy na naszej starej kanapie i oglądamy seriale, które przypominają nam dawne czasy. Raz na jakiś czas zapraszamy sąsiadki z klatki Panią Zosię i Panią Grażynę. Przynoszą domowe ciasteczka, dzielą się opowieściami o wnukach, a ich obecność przynosi ciepło i życzliwość do naszego domu.
Cieszę się ich szczęściem, staram się nie zamartwiać, choć czasem nocą ogarnia mnie lęk przed tym, co będzie, gdy zostanę sama. Modlę się, aby Bóg miał nas w swojej opiece i żeby wszelkie troski omijały zarówno mnie, jak i moją mamę.
Tak właśnie żyjemy skromnie, spokojnie, otulone codziennością i wzajemną miłością. Chciałabym, żeby ten czas trwał jak najdłużej.



