Słuchaj, a wiesz, jak to jest? “Miękko ściele, ale twardo się śpi”, mówią u nas. Ciągnęło mnie ostatnio do słuchawki po tych urodzinach Zofii Stanisławy, nie wiem czemu.
“– No, może tym razem nie tylko na trzy dni? Zostaniecie dłużej? Jadwigu! Czemu milczysz?” – głos świeżo upieczonej jubilatki w telefonie był taki… ugrzeczniony.
“– Zofio Stanisławo, szczęśliwych urodzin jeszcze raz! Niech pani dba o zdrowiech! Jak tylko z Władysławem wszystko ustalimy, od razu damy znać” – wydukałam szybko i prawie cisnęłam słuchawkę.
“Boże, co za dziwna sprawa – myślałam, odkładając komórkę. – Rozmowa niby miła, teściowa przecież promienna jak nigdy, okazja radosna, a mnie od pierwszego słowa do ostatniego wciąż świerzbiał język, żeby to skończyć”.
Nawet przez myśl mi nie przechodziło, żeby spędzać te upragnione wakacje, pierwsze razem z mężem od lat, u teściowej. Świat przecież był pełen lepszych miejsc dla nas piątki niż jej działka w Świdnicy. Próbowałam delikatnie napomknąć Władysławowi, że może choć to lato spędzimy inaczej, ale on był twardy. Tak go wychowano. Starszym się ustępuje. Nie godzi się nie odwiedzić rodziców. Nie wypada.
* * *
“– Jadziu, widzę ich, Bogu dzięki, raz do roku. Chcesz, żebyśmy i na urlop przestali? To dzieci zapomną, że mają drugą babcię i dziadka za miastem”.
“– Kochanie, jakby to ująć… Ale nigdy ci się nie zdawało, że te odwiedziny są chyba tylko dla ciebie potrzebne?” Władysław zmarszczył brwi jak zaskoczony.
“– To znaczy?”.
“– Ano, że twoi rodzice przywykli do swojego życia bez ciebie, bez nas. Czują się dobrze. Nie cierpią, że nie widzą wnuków. Ich świat jest już poukładany”.
“– Co ty opowiadasz? Skąd ci to przyszło?”.
“– Stąd, że twoja mama w wiadomościach prosi mnie zawsze tylko o jedno: foty starszaków albo filmik z Tadziem. I koniec. Nigdy nie spyta, jak im idzie w szkole, czy zdrowe. Wnuki jej są głównie do pochwalenia się przed koleżankami z bloku. Taka ładna obrazek, nic więcej. A co za tym stoi? To już nie jej zmartwienie. Nasze kłopoty kompletnie ją nie obchodzą”.
“– Tu się z tobą nie zgodzę. Po prostu mieszkamy daleko. Nie mogą odebrać Tadzia z przedszkola czy starszych ze szkoły. Gdybyśmy byli bliżej, wszystko byłoby inaczej”.
“– Wiesz, Władku… Moja mama też mieszka w innym mieście. Ale jej to nie przeszkadza przyjechać w każdej potrzebie. Szybka jak Pszczółka Maja. Pamiętasz, ile razy wziął chociażby w zeszłym roku urlop czy L4, kupiła bilet pociągiem i pędziła do nas? Takiego zapędu po twoich rodzicach jakoś nie widzę”.
“– No tak, Jadziu. Bronisława jest złota. Nie przeczę. Jestem jej bardzo wdzięczny i mówię jej to. Nasza prawdziwa złota rączka”.
“– I właśnie. Kiedy do niej jedziemy, zawsze stara się być z chłopakami jak najwięcej. Spaceruje, na rowerach jeździ, w jeziorze się kąpie, w chowanego, w berka. Piłkę z nimi kopie. Kocha ich naprawdę, a oni ją. To powinna być taka rodzinna bliskość. Ciepło, troska”.
“– Jadwiga, no i czego ode mnie chcesz? Ludzie są różni. Twoja mama jest żywym srebrem. Wiecznie młoda, kula u nogi. Moi rodzice starsi, innego pokroju. Mamy teraz w ogóle do nich nie jechać?”.
Zacisnęłam usta, bo aż mnie korciło, żeby powiedzieć wszystko. Ale postanowiłam: nie tym razem.
“– Mi tam jest przykro. I dzieciakom też. Nieswojo. Nie wiem, jak to nazwać”.
“– Jak to?! Dlaczego? Przecież mają piękną działkę, osobne pokoje dla każdego, czysto, wygodnie. Czego do szczęścia trzeba?”.
“– Wiesz, Władysławie, jest takie nasze porzekadło: ‘Miękko ściele, ale twardo się śpi’. To dokładnie oddaje mój stan, kiedy tam jestem”.
“– To niespodziewane. Czemu wcześniej milczałaś? Zawsze mi się wydawało, że wam tam fajnie. I urlop u rodziców był idealny. I rodziców zobaczę, i wy z dziećmi odpoczniecie. Co jest nie tak?”.
“– Wszystko. Od pierwszej chwili, kiedy tylko nasza piątka wali do ich domu, niszczymy im ich idealny, spokojny świat, do którego przywykli”.
“– Nigdy nie zauważyłem. Chyba sobie coś wymyślasz. Za bardzo się czepiasz, Jadwigo”.
“– Władku, ty jesteś tam przeważnie zajęty pomaganiem rodzicom. Rzadko siedzisz z nami. A ja widzę i słyszę dokładnie, co się dzieje. Te wszystkie uszczypliwe uwagi twojej mamy, nieprzyjemne spojrzenia ojca. Myślisz, że mi to miłe? Jesteśmy po dziesięciu latach małżeństwa, a mam wrażenie, że Zofia Stanisława wciąż nie może się pogodzić, że to ja jestem twoją żoną. Może w ogóle nie jest rada, że masz teraz nas”.
“– Co ty wygadujesz, Jadwigu!” – mąż już się denerwował, chciał skończyć.
“– Dobrze. Pojedziemy tak, jak chcesz. Ale proszę cię,
A Władek po raz pierwszy od lat poczuł prawdziwy spokój, kierując samochód nad polskie morze, gdzie wszyscy z radością zamieszkali w małym pensjonacie pełnym słońca, a Lena, przytulając chłopców, różowiła się uśmiechała, ledwie mogąc doczekać się chwil bez niepokoju.



