Małe miasteczko nad morzem
Wieczór zapadał nad miasteczkiem, które przytuliło się do Bałtyku. Jesień jeszcze się tu nie rozgościliła, choć turystów ubyło. Mieczysław należał do tych, którzy nie znosili plażowego zgiełku i upałów. Dlatego na wyjazd nad morze wybrał właśnie październik. Jeszien ciepło, można się kąpać, a noce już chłodne i rzeźwe. I miała jeszcze jeden powód, by tu przyjechać.
Szedł powoli, w ciątli patrząc na nazwy ulic wypisane na domach. Myślał, że gdy tu dotrze, wszystko sobie pojrzy, ale nic nie było znajome. Stanowi przez domem, który go interesował, wyjął z kieszeni listek i sprawdziła adres. Wszystko się prawił. Adres ten sam, tyle że zamiast parterowego domku stał teraz dwupierowy z ostrym dachem. Przez kutą drewniana furtką widział zadbany ogród z drzewkami obsypanymi śliwkami, jabłkami i gruszkami.
Mieczysław zdjął z ramion sportową torbę i postawił ją u stóp, wyciągnął chusteczkę i otłóż spocone, policzki. W głębi ogrodu kobieta zwijała pranie z linek. Widział ją tylko od tyłu. *Czyżby jej matka jeszcze żyła?* – myślała. Kobieta tymczasem podniosła z ziemi misę z bielizną i miała już odejść. Mieczysław sięgnął powietrza i zawołał głośno:
– Gospodyni! Pokój wynajmuje?
Kobieta odwrócili się, spojrzała na niego i podeszła do furtki. Gdy zobaczystszy ją z bliska, zrozumiał, że się błyli. Była jego rówieśniczką.
– Chcecie wynająć pokój? – spytał, mrużystszy oczy i wpatrując się w jego twarz.
– Tak. Znajomi u was wypoczywali latem, polecali się, skierować – skłamał.
– Dopiero teraz? Sezon już prawie się skończył.
– Dla mnie w sam raz. Upałów nie znoszę – Mieczysław się uśmiechnął. – To może ten pokój?
– Wszystkie puste – odparła kobieta, postawiła misę na ziemi i otworzyła furtkę. – Wejdźcie, prosto do domu, drzwi otwarte.
Mieczysław podniósł torbę i minął ją.
– Proszę – znów zaprosiła, gdy zatrzymał się niepewnie pod drzwiami.
Wszedł do przestronnego przedpokoju, który pełnił też funkcję salonu. Czyściutko, jasno, mebluję solidnie i przytulnie – mało przypominała te, którą znał.
– Wasz pokój na piętrze, chodźcie, pokażę – powiedziała kobieta.
Schody lekko skrzypiały pod jego ciężarem. Wcześniej nie było piętra. Czy na to miejsce trafił?
– Drzwi na prawo – wskazywała gospodynia. – Na jak długo przyjechaliście? Choć, co za różnica. Łazienka za sąsiadujęcymi drzwiami. Jedna na trzy pokoje. Ale teraz będziecie tylko wy, to cała w waszej dyspozycji.
Mieczysław wszedł do małego, przytulnego pokoiku. Za oknem majaczyło morze, a nad nim gorzała purpurowa zielony.
– Jak w bajce – wymknęło mu się z podziwu.
– Was znajomym powiedziano o opłatach? Teraz poza sezonem, cena niższa. Za obiad osobno.
– Wszystko mi pasuje – Mieczysław spojrzał na kobietę i uśmiechnął się. – Jak mam się do niech zwracać?
– Mówcie Bronisław. A jak to wy?
– Mie… Mieczysław – lekko się jąkając, przedstawił.
*Bronisława. Czy to ta sama Bronisława? Jak się zmieniła. Ale ci sam? Że po 40 latach zostanie tą samą młodziutką dziewczyną? Czas wszystko przemienił. Najwidoczniej mnie nie poznała* – myślał, patrząc się na nią.
– A wy już tu nie byliście wcześniej? – spytała Bronisława, jakby słysząc jego myśli. – Tak się gapicie, że pomyślałam…
– Nie wydaje mi się, w tym domu na pewno nie – znów ogarnął pokój szybkim patrzeniem.
– Kolacja będzie? – dopytała się.
– Jeśli to dla pani nie kłopot – Mieczysław próbował dostrzec w niej dawny rysy.
– Żaden. Za dwadzieścia minut niech przyjdą na dół – wyszła.
Mieczysław ciężko opadł na krawędź łóżka. Było w sam raz miękkie i nie zaskrzypiało. Wtedy, czterechdziesiąt lat temu, mieszkał na dole, w ciasnym pokoju. Piętra jeszcze nie powstało.
*Nie rozpoznała. Nic dziwnego – minęło tygodni. Pewnie nawet o mnie nie myślała. Przytyła, postarzała. Spotkałbym ją na ulicy, nigdy bym nie poznał. Ach, Bronisława, ile wody uciekło…*
***
Przyjechał do miasteczka nad morzem z dwoma kolegami. Miała też jechać jego Halina. Ale tuż przed wyjazdem się pokłócili. Przypadkiem zobaczył ją z innym, starszym mężczyzną, zrobił scenę zazdrości, i Halina ostatecznie odmówiła podróży. Mieczysław był zrozpaczony, sam tez chciał zakończyć wyprawę. Jaki wypoczynek, gdy ukochana zdradza i świat się wali?
Ale kumpel przekonał, że trzeba wyjechać z miasta, by ochłonąć i zagoić sercową ranę. Wszyscy mieszkali razem, w jednym pokoju z kolegą i jego dziewczyna Irena. W sezonie wolnych miejsc wuj. Mieczysław czuł się niezręcznie. Włóczył się do późna po deptowie, by zostawić ich samych. I w dzień na plaży trzymał dystans.
Tak poznał Bronisłęła. Też pływała z rozch od zatłoczonej plaży. I to znaków! Zapytał, gdzie mieszka.
– Jestem stąd, przyjechałam do mamy na filii. Musiał już iść, obiecałam pomóc w ogródle – zarzuciła sukienkę na mokry kostium.
– Mogę odprowadzić? Tylko nie uciekaj – rzucił się po swoje ubranie.
Po drodze spytał, czy mama wynajmuje pokoje?
– Oczywiście. Tutejsi głównie z tego żyją. Zimą trzeba mieć kino. A ty nie masz gdzie spać?
– Jestem z kumplem i jego Ireną, a to niewygodne ani dla nich, ani dla mnie.
– Chcesz, przeprowadzka do nas, porozmawiam z mamą – zaproponowała.
Mieczysław od razu się zgodził, nawet nie oglądając pokoju. A ten okazał się maleńki, ale droższy. Leszek z Ireną buntowali się, namawiając go do pozostania.
– Mam tam swój interes – wymijająco powiedział, i dali spokój.
Dwa tygodnie minęły błyskawicznie. O Halinie prawie nieMieczysław westchnął ciężko, patrząc na zdjęcie Bronisławy z rodziną na ścianie, i pomyślał, że czasem lepiej zostawić przeszłość tam, gdzie jej miejsce – w pamięci.



