Męska Przyjaźń

Męska przyjaźń

Jakub zatrzymał swój BMW przed centrum handlowym w Krakowie. Nie miał ochoty wychodzić z ciepłego wnętrza auta. Wczoraj padał deszcz ze śniegiem, a w nocy mróz ściął wszystko w nierówną lodową skorupę, po której teraz ślizgali się przechodnie.

Jutro urodziny mamy, a Jakub zostawił zakup prezentu na ostatnią chwilę. W dużym sklepie na pewno coś znajdzie.

Wysiadł, a pierwszy podmuch wiatru rozwiał mu poły płaszcza i poderwał koniec szala. Trzymając jedną ręką ubranie, drugą zamknął auto i ruszył w stronę wejścia, ale już po chwili poślizgnął się na lodzie, ledwo utrzymując równowagę. Chodnik nie był jeszcze posypany solą, a na nogach miał eleganckie buty bez antypoślizgowej podeszwy.

Dotarł w końcu do drzwi, wszedł do środka i westchnął z ulgą. Już miał skierować się do działu z chustami, gdy przypomniał sobie, że w zeszłym roku też dał mamie szal.

— Kuba, hej! — usłyszał nagle radosny okrzyk koło wystawy jubilerskiej.

Obok niego stał Marek, jego dawny najlepszy przyjaciel, a jak się okazało, jedyny.

— Patrzę, czy to ty, czy nie ty. Ile to my się nie widzieli? Wyglądasz świetnie, stylowo jak zawsze.

— Cześć. Właśnie wróciłem — odpowiedział Jakub, trochę zakłopotany.

— Akurat ciebie niedawno wspominałem. Słuchaj, może pójdziemy gdzieś na kawę? — zaproponował Marek.

— Właśnie jestem po prezent — odparł Jakub.

— Czekaj, przecież Elżbiecie Mariannie niedługo urodziny, prawda?

— Pamiętasz? — Jakub ożywił się. — Jutro. Zostawiłem zakupy na ostatnią chwilę…

— No dobra, wybieraj, nie będę przeszkadzać. Ja już załatwiłem sprawunki. — Marek wskazał na torby w dłoniach. — Ale umawiamy się na kawę w tym tygodniu, jasne? Masz, weź moją wizytówkę. Jeśli nie zadzwonisz, znajdę cię nawet pod ziemią.

Wybierając kolczyki dla matki, Jakub wciąż myślał o tym spotkaniu, krytykując się w duchu, że zachował się dziwnie, jakby nie cieszył się na widok Marka. A przecież cieszył — po prostu był zaskoczony.

Gdy wyciągał portfel, by zapłacić, zauważył wizytówkę przyjaciela. O rany, wicedyrektor w firmie budowlanej “Nowy Dom”!

— Przepraszam — mruknął, widząc, że ekspedientka czeka. — Spotkałem kolegę, lat się nie widzieliśmy.

Zapłacił i wrócił do samochodu, wciąż myśląc o Marku…

***

Pierwszy raz stanęli obok siebie na szkolnej inauguracji, trzymając niemal identyczne bukiety. Mieli jednakowo rozpromienione i trochę przestraszone twarze. Gdy wchodzili do budynku, nie umawiając się, złapali się za dłonie. W ławce też usiedli razem.

Tak zaczęła się ich przyjaźń. Kłócili się, oczywiście, ale szybko godzili. A spory były głupie, nic nieznaczące. Marek zawsze pierwszy wyciągał rękę na zgodę.

Nawet gdy wybrali różne uczelnie, nie sprzeczali się, choć żal im było się rozstawać. Wiedzieli, że każdy pójdzie swoją drogą. Ale przecież nikt im nie zabroni się spotykać. Wszystko zależało od nich.

Marek poszedł na politechnikę, Jakub — na filologię angielską. Nie widywali się codziennie, ale w weekendy zawsze mieli dla siebie czas i gadali bez końca.

Na politechnice dziewczyn było jak na lekarstwo. Na filologii — całe mnóstwo, jedna piękniejsza od drugiej. Lecz Jakubowi podobała się tylko jedna — niewysoka, żywiołowa Kinga. Wydawała się nie znać smutku. W jej oczach zawsze błyskał żart, gotowy zaraz wybuchnąć śmiechem. Lekka, pełna życia, z długimi kręconymi włosami. Jakub nie mógł od niej oderwać wzroku.

Pewnego dnia wreszcie podszedł i poprosił o pomoc w tłumaczeniu.

— Można prościej: chciałeś się ze mną poznać — zaśmiała się Kinga.

— Chciałbym… Odprowadzić cię po zajęciach. Mogę? — wyrwało mu się.

— Odprowadzaj — zgodziła się, obdarzając go uśmiechem.

Szli wiosennym Krakowem, a Jakub czuł, że jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Całą noc wspominał jej spojrzenia, uśmiechy, choć słów już nie pamiętał. Z niecierpliwością czekał ranka, by znów ją zobaczyć.

Odprowadzał ją prawie codziennie. Chłodny kwiecień zmienił się w ciepły maj. Lecz Jakub wciąż nie miał odwagi pocałować Kingi. Wkrótce skończą się zajęcia, a po sesji wyjedzie z rodzicami nad morze, potem do babci i wróci dopiero we wrześniu. Na myśl o tym ogarniała go rozpacz.

Ostatnią szansą była jego studniówka w ostatnią niedzielę maja. Zaprosi ją, przedstawi rodzicom i wreszcie wyzna miłość.

Kinga zgodziła się od razu, bez ceregieli. Tak się ucieszył, że ośmielił się poprosić, by przyprowadziła koleżankę, z którą często widywał ją na korytarzu.

— Olę?

— Tak. Mam przyjaciela, znamy się od podstawówki. Studiuje na politechnice, a tam dziewczyn jak na lekarstwo. Takich jak ty na pewno nie ma.

— Dobrze. A jeśli mu się nie spodoba? — zapytała Kinga.

— Niech się chociaż nie nudzi. Reszta się okaże.

Rankiem mama krzątała się w kuchni. Jakub próbował pomagać, ale ze zdenerwowania tylko przeszkadzał. Co chwila pytał, co założyć, czy krawat będzie pasował.

— Wynieś talerze na stół — powiedziała mama. — I przestań się denerwować. Skoro ona ci się podoba, to i mnie będzie.

— Jesteś najlepsza. — Pocałował ją w policzek. — Na pewno ją polubisz.

Wkrótce przyszedł Marek, i Jakub trochę się uspokoił. Lecz co chwilę spoglądał na zegarek. Dziewczyny się nie pojawiały.

— A jeśli zmieniła zdanie? — nerwowo zapytał.

— Dziewczyny zawsze się spóźniają. Przyzwyczaj się — zauważył ojciec.

Wtedy zadzwonił dzwonek. Jakub pobiegł otworzyć. Mama tylko pokiwała głową.

— Taka miłość do niczego dobrego nie prowadzi.

Po chwili Jakub wrócił w towarzystwie dwóch dziewczyn. Mama i Marek od razu zauważyli wysoką blondynkę o regularnych rysach twarzy. Marek widział takie tylko w filmach.

Lecz Jakub przedstawił jako Kingę zupełnie inną dziewczynę — wI tak, po latach pełnych nieporozumień i milczenia, Jakub i Marek znów stali się sobie bliscy, ucząc się, że prawdziwa przyjaźń przetrwa każdą burzę, jeśli tylko obie strony będą gotowe wybaczyć i zacząć od nowa.

Rate article
Fajna Tajna
Męska Przyjaźń