Prawie dwa lata temu usłyszałam od mojego męża zdanie, które raz usłyszane, już na zawsze zostaje z tyłu głowy, niczym natrętna melodia disco polo. Powiedział: Anka, jesteś tak przewidywalna jak rozkład PKP nic mnie już nie zaskakuje. Nudzę się z tobą. A przecież mój Janek, choć brał nasze życie za nudne jak zimowa niedziela w Pcimiu, dla mnie był to stan niemal błogosławiony! Rano wstawałam, parzyłam kawę, gadałam do kota, który miał mnie głęboko w poważaniu, robiłam szybkie ćwiczenia z Ewą Chodakowską i szykowałam Jankowi kanapki schabowy do pracy to świętość. Potem ogarniałam siebie i żwawo ruszałam w miasto, znaczy, do biura.
Nasze obiady to był domowy majstersztyk, niczym u Magdy Gessler zawsze coś pysznego, wszystko w pudełkach, zero fast foodów. Po pracy obowiązkowo przystanek w Biedronce (albo, jeśli miałam fantazję, w Lidlu), potem gotowanie, pranie, trochę sprzątania i serial na Netflixie wieczorna rutyna jak pacierz.
Miałam wrażenie, że złapałam Pana Boga za nogi. Mąż zadowolony, dom jak spod igły, a mnie brakowało tylko medalu Perfekcyjna Pani Anka. Co sobotę generalne porządki, świeży sernik na stole, a wieczorem luźny wypad ze znajomymi do pubu albo na kręgle. W niedzielę pielgrzymka rodzinno-pomocna. Najpierw u moich rodziców, sprzątanie piwnicy, kawa i ploty, potem powtórka u teściów i znowu bigos oraz opowieści o tym, kto ile wygrał na loterii.
Wieczorem święty spokój cichutko, harmonijnie, zero kłótni, zero dramatów na poziomie telenoweli. Aż tu nagle pewnego dnia Janek wyskoczył jak Filip z konopi nuda go żre, bo ja nie jestem dziewczyną z piosenki disco-polo, co codziennie serwuje niespodzianki. Przez pół dnia wysłuchiwałam, jak to koledzy jeżdżą do SPA, skaczą na bungee i mają spontaniczne życie bez harmonogramu. My zaś nie kłócimy się nawet o pilot od telewizora! I tak po prostu wyszedł z domu… zostawił mnie z poczuciem, że może rzeczywiście jestem nudna jak zapiekanka z mikrofalówki.
No ale czego się nie robi dla miłości! Postanowiłam zaszaleć przecież Anka potrafi! Szafa przeszła rewolucję stare swetry do PCK, a za pieniądze odłożone niby na działkę pod Skierniewicami kupiłam sobie ciuchy godne celebrytki. Włosy ścięłam na krótko i zafarbowałam oczywiście na czerwony, bo czemu nie? Potem zmieniłam robotę odeszłam z biura i zostałam organizatorką miejskich eventów. Imprezy, klubowe wieczory, poznawanie ludzi, a wszystko za złotówki, które szczęśliwie omijała inflacja.
Tydzień później Janek wraca, patrzy, a tu zamiast żony kura domowa kolorowy ptak, co ledwie poznaje. Od tej pory uznałam, że życie z kalendarza oddaję do muzeum. Byliśmy wszędzie: w klubach, barach mlecznych (dla odmiany), nawet na kajakach na Mazurach! Każdy wieczór inny, każda noc nieprzewidywalna jak pogoda w grudniu. Wyjazdy do Krakowa, spontaniczny kemping pod Gdańskiem, rowerowa wyprawa do Ciechocinka.
Mija parę miesięcy i z Janka wychodzi typowy Polak marzący o świętym spokoju. Siedzi, mruczy pod nosem o ciszy, narzeka, że tęskni za moją zupą pomidorową i pierogami. A ja nawet nie pamiętam, gdzie stoi garnek. Praca pełna eventów, w domu pustki, czasu na gotowanie tyle co na średnie sudoku.
I wreszcie, pewnego wieczora, Janek oświadcza, że chce wrócić na stare śmieci spokojne wieczory, niedziela u mamusi, schabowy i pierogi, żadnych klubów i ludzi w cekinach. Tylko że… mnie ten stary świat już nie ciągnie. Tak się wkręciłam w nowe życie, że nawet polska telenowela nie byłaby w stanie tego cofnąć. Lubiłam swoje dawne rytuały, ale drugi raz wskakiwać w ten sam kałużowy kaftan już mi się nie chce.
No i jak Janek zapragnął powrotu do dawnych czasów, skończyło się aferą jak z M jak Miłość. Talerze poleciały, sąsiedzi zadzwonili do straży miejskiej (bo na policję to za grubsza sprawa!), a Janek z walizką wrócił do mamusi na grochówkę i kompot z suszu. Pewnie liczy, że zastanie swoją Ankę z przeszłości. Ale nie ten adres na stole leżą papiery rozwodowe i kartka z napisem: Nmie już nudzi to wszystko. Nie mogę z tobą tak po prostu mieszkać. Muszę sprawdzić, co jeszcze mnie czeka za rogiem.
Bo przecież nie jesteśmy bohaterami z seriali i nikt nie przełącza nas na życie od nowa pilotem od telewizora, choć czasem bardzo by się chciało!



