Prawie dwa lata temu, we śnie, usłyszałam od mojego męża coś, co rozsypało się we mgle poranka niczym stłuczone szklanki w kuchni po cichym balu. Jego twarz, rozmazana przez sen, powiedziała: Aneto, twoje życie to wiersz, który miałem wyrecytować raz, a czytam go codziennie na nowo i już mnie nuży. Dziwne to było, bo mnie nasza codzienność cieszyła pachniała poranną kawą, miękkością szlafroka i rutyną szykowania śniadania. Co rano ze snu podrywał mnie gwizd czajnika i widziałam Janka znikającego za mgłą na przystanek tramwajowy przez oszroniony chodnik Łodzi.
Wszystko było na swoim miejscu: skarpetki, które układałam jak akordeon, słoiki konfitur na półkach, nasze drugie śniadanie zapakowane w plastikowe pudełka z napisem dom. Wieczorami wracałam przez krople deszczu na Piotrkowskiej, w torbach bułki, ziemniaki i kawałek białego sera. Gotowałam, prałam, sprzątałam i czułam ciepło wieczornego światła. Przed snem siadałam obok Janka na starej kanapie, oglądaliśmy pierwszy lepszy film w polskiej telewizji, a później zasypialiśmy.
Wydawało mi się, że niczego mi nie brakuje. Co tydzień, w soboty, szorowałam podłogi od przedpokoju po balkon, nagrzewałam piekarnik i piekłam sernik, a potem zapraszaliśmy znajomych na herbatę. W niedziele odwiedzaliśmy nasze matki najpierw jedna, potem druga, jakby te domy były dwoma różnymi światami. Pomagaliśmy im kisić kapustę, obierać ziemniaki, słuchaliśmy rodzinnych opowieści o duchach z kamienic.
Wieczorem wracaliśmy, dom pachniał spokojem. Nie było w nim wrzasku, tylko szmer lodówki i cichy śmiech sąsiadów zza ściany. Wszystko leżało pod cieniem starych drzew za oknem harmonia dziwnie zawieszona w powietrzu, aż nagle mój mąż, którego obraz był coraz bardziej rozedrgany, powiedział: Jestem nudny twoją rzeczywistością, Anetko. Długo szeptał o przyjaciołach, co wciąż gonią po wrocławskich klubach, piją Żubrówkę i śmieją się z policjantami, podczas gdy my nawet się nie kłócimy. Potem, rozmazując się w snach, po prostu zniknął.
Zaczęłam się przeistaczać. Najpierw gubiłam po drodze stare sukienki, zostawiając je na klamkach cudzych drzwi. Za oszczędności odłożone na remont kuchni kupiłam neonowe getry, fioletową bluzkę i płaszcz w kropki z Hali Targowej. Zamiast długich włosów krótka grzywka jak karp w wigilię. Rzuciłam pracę w biurze, została mi wycena dekoracji i prowadzenie wesel w podłódzkich pałacykach. Z nowej pracy wyroiła się feeria oryginalnych przyjęć, imprez na dachu i balów maskowych, gdzie wszystko było możliwe.
Po tygodniu Janek, znów jak cień, wrócił. Znalazł w domu nową mnie kolorową, rozbawioną. Obiecałam mu wtedy, że już nigdy nie będzie nudno. Tak zaczęliśmy nowe życie: codziennie inne miejsca, z klubu jazzowego na śniadanie do Modlina, z roweru na koncert, z kajaka na dancing z nieznajomymi. Wieczorami klub, restauracja, dom przyjaciół, czasem las pod Łaskiem albo pociąg do Sandomierza.
Minęło kilka miesięcy tej karuzeli, gdy Janek zaczął mówić cicho, mocząc pierogi w barszczu: Brakuje mi ciszy, domowych obiadów i twojego kompotu. Chcę, żeby znów zapachniał dom, a nie uliczny kebab z dowozu. Ja zaś nie miałam już czasu na stanie przy kuchence ani rozmowy z kurami matki. Byłam tylko coraz bardziej odmienna, nie tęskniąc za starym porządkiem.
Tydzień później Jan, znowu jak ktoś nie z tej rzeczywistości, powiedział mi, że nie wytrzyma wiecznego szaleństwa i prosi, by wszystko wróciło do dawnego ładu: cisza, herbata na stole, sobotnie pranie i wizyty u rodziców w Kutnie. Chce kaszę manną na mleku, długie noce na kanapie i niedziele przy brydżu.
A mnie już nie ciągnęło do tamtej, wyśnionej przez niego codzienności. Powroty do starego życia były dla mnie jak bezsenne noce nudne i jałowe. Owszem, poprzednie życie było przyjemne, ale teraz nie wróciłabym do niego za żadne złotówki. Tym razem to ja powiedziałam nie. Narosła burza: tłukły się talerze, sąsiedzi patrzyli przez wizjer, ktoś wezwał straż miejską. Jan z walizką i smutkiem w oczach poszedł do mamy, licząc, że to tylko zły sen i wszystko wróci. Ale w moim śnie na stole leżały już papiery rozwodowe i kartka: Nudzi mi się, nie mogę tak żyć z tobą ani bez ciebie.
W ten sposób rozeszły się nasze ścieżki jak sen, z którego nie można się obudzić.



