31 grudnia
Co za wieczór Chciałabym móc napisać, że był magiczny i pełen rodzinnego ciepła, ale w rzeczywistości ledwo oddycham od zawodu i gniewu. Jeszcze rano wydawało mi się, że ten Sylwester będzie wyjątkowy, naszego dwudziestopięciolecia, srebrnych godów po prostu romantyczny początek nowego roku we dwoje. Wszystko przygotowałam: najlepsza zastawa, serwetki z delikatnym srebrnym wzorem (Pasują do obrusu, Haniu! powtarzałam rano, przecież proszę, by nie wyciągał tych żółtych w kwiaty), tony jedzenia, kaczka z antonówkami, tak jak piekła mama i babcia. Wyniosłam śmieci, posprzątałam każdy kąt. Miałam dobre przeczucie nawet w wieku pięćdziesięciu lat człowiek czeka na cud.
Ale życie lubi mieć inne plany. Było już po osiemnastej, a Heniek nadal nie wracał z pracy. Tłumaczył przez telefon, że pojechał po prezent, który zostawił w biurze, i będzie szybciutko. Uśmiechnęłam się tylko do siebie. Znam go, pewnie szuka jeszcze czegoś ekstra, zawsze starał się robić niespodzianki. No i w tym roku świętujemy razem dzieci już poukładały sobie życie, dawno wyfrunęły
Nagle usłyszałam dźwięk klucza w zamku. Zdążyłam jeszcze zdjąć fartuch i poprawić fryzurę, zanim weszłam do przedpokoju. I wtedy zobaczyłam Heniu z szerokim, nerwowym uśmiechem, trzymający szampana, a obok niego młoda kobieta. Kasia, jak się przedstawiła, w lśniącej, beżowej futrzanej kurtce, z rudym warkoczem i ustami, które wyglądały jakby już złożyły milion pocałunków. W rękach siatka z mandarynkami.
Poznaj Kasię. To nasza nowa główna księgowa odezwał się za głośno jak na nasze spokojne mieszkanie.
Dzień dobry wycedziłam, choć czułam, jak wewnątrz robi mi się lodowato. Nie spodziewałam się nikogo
Kasia zaczęła opowiadać historię rodem z M jak miłość. Rzekomo awaria rur, zalane mieszkanie, prąd wyłączony, zimno na dworze, rodziny brak. Heniek, dżentelmen z sercem, zabrał ją przecież nie zostawi młodej kobiety na peronie. Z trudem ukryłam emocje i zaprosiłam do środka, bo przecież nie wyrzucę Chociaż powinnam.
W salonie Kasia się rozsiadła, od razu komentując, że wszędzie taki retro klimat, jak w muzeum PRL-u mojej babci kredens identyczny!. Zacisnęłam zęby kredens włoski, dąb, kosztował majątek, ale głupio tłumaczyć to komuś, kto mnie traktuje jak przypadkową kucharkę.
Udawałam przed Hankiem opanowanie, lecz w środku aż się gotowało. Chciałam, żeby wyszli. Powiedziałam im to na kuchni, a on tylko: Daj spokój, tak nie można! Bądź ludzka. Ona nie ma gdzie iść! To przecież tylko Sylwester, zaraz po północy zadzwonię po taksówkę.
Ustąpiłam. W końcu chciałam mieć choć namiastkę wieczoru, który sobie wymarzyłam. Rozkładałam talerze już nie we dwoje, ale na trzy osoby. Kasia zrzuciła futro miała na sobie całą wieczorową suknię, z głębokim dekoltem. Zrobiło się teatralnie. Siedziała, sączyła wino i prosiła Henia o otwarcie szampana, zanim jeszcze usiedliśmy do stołu: Musimy pożegnać stary rok!.
Postawiłam śledzie, sałatka warstwowa z buraczkami trzasnęła na stół aż zabrzęczały duralexy. U nas szampan otwiera się o północy, powiedziałam oschle. Może się napić kompotu z żurawiny, domowy. Skrzywiła się, jakby podano jej ocet. Pani Haniu, jest coś wytrawnego? Bo półsłodkie to wiocha.
Widziałam, że Heniek czuje się już nieswojo. Obsypywał ją komplementami, opowiadał dowcipy z czasów studiów, a Kasia wybuchała śmiechem głośniej niż tytułowe biurowe plotki. A wy, pani Haniu, pracujecie gdzieś? rzuciła, wgryzając się w grzankę. Odpowiedziałam spokojnie: Jestem główną technolożką w fabryce czekolady. Tylko uniosła namalowane brwi: Oj, nie pomyślałoby się! W domu wygląda pani na taką, co tylko pierogi lepi i na męża czeka. Heniek podobno mówił, że mam złote ręce, ale o czym niby rozmawiać. W domu tylko porządki i gotowanie.
Tego już było za wiele. Poczułam, że moje cierpliwość pęka. Chciałam usłyszeć, co jeszcze Heniek opowiadał tej dziewczynie o mnie, naszym domu, naszych nudach. Zaczęłam prowokować rozmowę, a ona, jak to młoda beztrosko zdradziła wszystko. O rzekomo porywających tańcach pana kierownika na firmowej imprezie, o tym, jak w domu nie tego bo żona zmęczona, nogi ją bolą.
Pomyślałam o swoich nogach; bolały, gdy stałam trzeci dzień nad garnkami dla niego. Heniek coraz bardziej bąkał się przy stole, a ja wreszcie zapytałam Kasię o jej rury. Za oknem była śnieżyca, -15 stopni, włosy i makijaż miała perfekcyjne, ręce wypachnione i zadbane. Nawet nie próbowała wymyślać tylko się zdenerwowała, że mam czelność jej zarzucać kłamstwo.
Kazałam im wyjść. Mój dom, moje zasady. Kasia burknęła coś o wariatach, powiedziała, że zamówi sobie taksówkę, Heniek siedział blady, nie dowierzając, że nawet nie próbuję chować tego, co czuję. Wrzuciłam mu walizkę i powiedziałam jasno: mieszkanie jest z rodziny, załatwię papiery, a po nowym roku rozwód i wyprowadzenie. On tylko pobladł, jąkał się, próbował mnie udobruchać.
Ale tym razem to już koniec. Zamknęłam za nimi drzwi, usłyszałam błogosławioną ciszę. Usiadłam na podłodze, przeszył mnie rodzaj pustki, jakiej nie czułam nigdy trochę ulgi, trochę żalu. Jakby z pokoju zniknęła stara, niepotrzebna szafa, która przytłaczała latami.
Zebrałam stół. Talerz Kasi z odciśniętym czerwonym śladem szminki z hukiem trafił do kosza. Talerz Heńka zaraz po nim. Ustawiłam jeden, mój ulubiony, z cienkim złotym rantem. Nalałam sobie pełną lampkę schłodzonego prosecco. Prezydent zaczynał przemówienie sylwestrowe, zegar odmierzał ostatnie sekundy odchodzącego roku. Dla mnie to był rok straty złudzeń, ale też odzyskanego szacunku do siebie.
Szczęśliwego nowego roku, Haniu powiedziałam sama do siebie, patrząc na odbicie w ciemnym oknie.
Ucięłam sobie kawałek kaczki, dodałam odrobinę sałatki jarzynowej wbrew wszystkiemu była idealna, nie skisła.
Dostałam esemes od Mai: Mamusiu, wszystkiego najlepszego! Kochamy cię! Czekaj na nas, wpadniemy z dzieciakami za tydzień!. Uśmiechnęłam się. Prawdziwe życie nie ucieka. Rodzina, praca, dom, który kocham. To, co zniknęło, najwyraźniej było gnijącym balastem.
Wypiłam szampana, pozwoliłam sobie na chwilę zapomnienia. Posiedziałam w ciszy, jadłam powoli, bez pośpiechu. Za ścianą sąsiedzi krzyczeli Sto lat!, puszczali fajerwerki. Ja świętowałam swój nowy początek. Wolność.
Resztę jedzenia zapakowałam do pudełek jutro zaniosę pani Grażynie z portierni i panu Staszkowi dozorcy. Niech mają, są porządnymi ludźmi.
Kaczkę zostawiłam sobie. Zasłużyłam.
Przed snem zmyłam makijaż i spojrzałam w lustro. Patrzyła na mnie atrakcyjna kobieta, trochę smutna, ale z pogodnym spojrzeniem. Ani trochę stara baba w wałkach.
Brakowało mu wrażeń mruknęłam do siebie. No to teraz, Heniek, będziesz miał ich pod dostatkiem. Szukaj mieszkania, tłumacz się dzieciom, dziel majątek.
Zasypiałam z nogami rozłożonymi na całym łóżku, które przez lata trzeba było dzielić z kimś, kogo już nie rozumiem. Pościel pachniała lawendą. Rano zamiast muszę zrobić śniadanie Heniowi pomyślałam: Mam ochotę na kawę i beztroskie ciastko w tej nowej kawiarni na rogu. I to była najpiękniejsza myśl od dawna.
Nie wiem, co będzie dalej. Czeka mnie rozwód, podział wszystkiego, ileś tam przykrości. Ale dzisiaj mam dzień, tylko mój z ciszą, dobrym jedzeniem i spokojem. I już nikt nie ośmieli się nazwać mojego domu muzeum, a mojego życia nudą.



