Wanda nie pamiętała, kiedy ostatnio czuła się tak wypoczęta. Jej służbowy wyjazd przesunął się o kilka godzin, więc bez słowa wyjaśnienia wyłączyła telefon i rozciągnęła się na łóżku. Ledwie tego ranka wróciła ze wsi, gdzie spędziła dwa dni bez chwili wytchnienia: pranie, sprzątanie, gotowanie wszystko to pod nieustanną krytyką teściowej i męża.
Według teściowej, Wanda zepsuła męża, zarabiała za mało, bo przecież to jej pieniądze utrzymywały całą rodzinę, a mąż z matką żyli w biedzie. Andrzej, jej mąż, tylko przytakiwał matce, mówiąc, że Wanda mogłaby znaleźć dodatkową pracę, skoro wraca z biura tak wcześnie i nawet nie musi gotować.
Popatrz, jak ona myje podłogę pouczała teściowa syna. Godzinami szoruje, a mogłaby zająć się praniem.
Nie wytrzymując, Wanda odparła, że gdyby oni choć raz w tygodniu umyli podłogę, nie byłaby taka brudna. Lepiej było milczeć zaraz zaczęła się prawdziwa burza wyrzutów. Zamknęła oczy i spokojnie zaproponowała:
Przecież proponowałam wam przeprowadzkę do miasta. Tam i ty, Andrzeju, i ja, moglibyśmy się nią opiekować, a ty nie musiałbyś rezygnować z pracy.
Andrzej wybuchnął gniewem, podskakując do niej:
Więc chcesz, żebym harował na śmierć, a potem jeszcze zajmował się matką? Chyba masz kamień zamiast serca.
Wanda nie czekała na ciąg dalszy, po prostu otworzyła drzwi i wyszła na ławkę pod bramą.
Wandziu, co się stało? przed nią stała sąsiadka Grażyna. Dopiero ocierając łzy, Wanda ją rozpoznała. Poznały się jeszcze przed ślubem, i od razu polubiła tę kobietę.
Cześć, Grażka westchnęła.
Twoja rodzinka znowu daje ci popalić? spytała sąsiadka.
Nawet nie mów…
To oczywiście nie moja sprawa, ale nie rozumiem, dlaczego ich utrzymujesz. Mąż ciągle jest na miejscu, a tak naprawdę wcale nie żyjecie razem. Po co ci to?
Nie wybraliśmy takiego życia, Grażyno. Nie można przecież zostawić chorej matki Andrzeja samej. Jak wyzdrowieje, wtedy wrócimy do normalności.
Pewnie przebiegnie maraton, nosząc nas wszystkich na plecach zaśmiała się Grażyna. Myślę, że udaje tę chorobę. A ty byłaś kiedyś inna. Co się stało, zupełnie ci rozum odebrali?
Nie wiem, po prostu… wzruszyła ramionami Wanda. Jak coś, wpadaj.
Gdy zadzwonił telefon, zobaczyła, że to szef. Powiadomił ją, że wyjazd służbowy przesunięto na następny dzień około południa. Ucieszyła się to oznaczało dodatkowy zarobek, bo takie wyjazdy dobrze płacili. A także świetny sposób, by uniknąć ciągłych telefonów od Andrzeja i jego matki, które kosztowały ją nerwów.
Gdy powiedziała w domu o niespodziewanym wyjeździe, atmosfera nawet się rozluźniła. Wieczór minął spokojnie, choć przed snem położyli się osobno Andrzej nie chciał denerwować matki. Wanda się nie sprzeciwiała, wręcz się ucieszyła. Była zbyt zmęczona po sprzątaniu i szybko zasnęła.
O drugiej w nocy obudziła ją teściowa:
Śpisz, czy nie słyszysz, jak cię wołam?
Kilka razy mrugnęła, wciąż senna.
Chyba mocno zasnęłam. Co się stało?
Podaj mi tabletki.
Wanda spojrzała na nią uważnie: odległość do jej kanapy była znacznie większa niż do szafki z lekami czy do syna. Ale wstała. Zasnęła dopiero o piątej rano, a wstać musiała o szóstej trzydzieści. Do miasta dojechała zmęczona jak po całym dniu pracy. Gdy usłyszała, że wyjazd przesunięto na później, mało nie podskoczyła z radości. Wyłączyła telefon i padła na łóżko. Teraz czuła się wypoczęta i świeża.
Zdołała nawet spokojnie się ubrać i dojechać na dworzec. Nie przejmowała się, że zaszła pomyłka z miastami i teraz miała jechać gdzie indziej ważne, że odpoczęła.
Godzinę wcześniej dostała zaliczkę na wyjazd, ale po raz pierwszy postanowiła nie wysyłać pieniędzy mężowi, choć sama nie wiedziała, co się zmieniło. Ostatnio oddała już większość pensji, teraz chciała zatrzymać coś dla siebie.
Zostało dwadzieścia minut do odjazdu pociągu, Wanda wstąpiła do bufetu po wodę. Przyspieszając kroku, zobaczyła Andrzeja przy kwiaciarni. Ogarnęło ją niedowierzanie: przecież miał opiekować się chorą matką? Mówił, że jest tak słaba, że boi się ją zostawić samą! A tu kupuje bukiet.
Stanęła jak wryta, śledząc męża, i nagle przyszła jej do głowy myśl: a może kwiaty nie są dla niej, tylko dla innej kobiety? Ta myśl jej się nie spodobała, ale ziarno wątpliwości już zasiało się w jej głowie. Zostało dziewięć minut do odjazdu, Wanda ścisnęła bilet i ruszyła za mężem, widząc, jak wsiada do taksówki. Szybko zatrzymała drugą i krzyknęła do kierowcy:
Jedź za nim, zapłacę podwójnie!
Kierowca, zaciekawiony jej prośbą, zmarszczył brwi, ale przystał i ruszył. Przez okno Wanda zobaczyła, jak Andrzej obejmuje i całuje inną kobietę, wręczając jej bukiet, zanim wsiadła do samochodu. Wanda poczuła, jak wszystko w niej się przewraca. Kierowca spojrzał na sytuację z uśmiechem:
Wie pani, może wcale nie chodzi o to, o czym pani myśli.
Dopiero wtedy spojrzała na mężczyznę za kierownicą, uświadamiając sobie, że wygląda zbyt dobrze jak na taksówkarza.
Nigdy wcześniej nie jeździła tak luksusowym autem. Pomyślała, że może kierowca miał w życiu jakieś problemy i udaje taksówkarza. Gdy tak rozmyślała, auto skręciło w podwórze i zatrzymało się przed jej blokiem. Zobaczyła, jak Andrzej z nieznajomą wchodzą do klatki. Łzy napłynęły jej do oczu.
Więc kiedy ona jest w delegacji, a chora teściowa na wsi, on przyprowadza kogoś do jej mieszkania?
Pójdzie pani tam? spytał kierowca ze współczuciem.
Nie, nie ma sensu odparła.
I słusznie. I tak pani spóźni się



