Mąż odmówił wydania swojej pensji na jedzenie i codzienne wydatki domowe

Wiesz co, muszę Ci się zwierzyć, bo mam już tego wszystkiego po dziurki w nosie. Mimo że ciułamy na wszystkim, Tomek ostatnio postanowił, że zacznie odkładać pieniądze na mieszkanie dla naszego syna. Wypłata przyszła wczoraj, a Tomek wyskakuje: Zaczynam zbierać na własne M dla Stasia. Ale powiem Ci szczerze wcale mnie to nie ucieszyło. Zaraz Ci opowiem, dlaczego.

Tomek przyjechał do Krakowa ponad dekadę temu, żeby zarobić na lepsze życie. Pracuje na budowie, roboty nie brakuje, a lekko to on tam nie ma. Zanim się poznaliśmy, całą wypłatę praktycznie wysyłał swojej mamie do Kielc. Zostawiał sobie tylko parę groszy na życie. Jego kumple z pracy gadali mu do rozumu: Człowieku, odkładaj na swoje cztery kąty! Ale gdzie tam, cała kasa do matki. Tomek ma jeszcze dwóch braci oni też pomagali mamie, ale nie oddawali jej dosłownie każdej złotówki tak jak on.

Jak się pobraliśmy, zamieszkaliśmy z moją mamą i babcią w starym mieszkaniu w Nowej Hucie, które lata świetności miało już dawno za sobą.

Na początku był cud-miód, ciepły, kochający, chociaż do mojej mamy i babci podchodził mocno z dystansem. Myślałam sobie przywyknie, przestanie być taki szorstki. Ale po roku to nie minęło, a raczej się pogorszyło. Zaczął pić, robił mi awantury, dogadywał mi i mojej mamie, wiecznie miał pretensje o brak remontów w mieszkaniu. Pewnie powinnam była wtedy się rozwieść, ale błagał mnie, żebym zaszła w ciążę. Naiwnie wierzyłam, że dziecko coś zmieni. I zaszłam. Urodził się Staś.

Zamiast lepiej, zrobiło się dużo gorzej. Pieniędzy zawsze brakowało. Moje macierzyńskie starczało właściwie tylko na pampersy, chociaż niby mieliśmy wspólny budżet.

Moja mama ze swoich marnych pieniędzy płaci rachunki. Pomaga mi jeszcze kupować leki, bo ciągle się leczę na przewlekłą chorobę. Co zostanie, wydaje na zakupy i środki do domu. Babcia odkładała sobie z głodowej emerytury na pogrzeb. Trochę się już tego uzbierało, ale wszystko nam oddała, żebyśmy mogli zrobić wesele.

Tomek miał nadzieję, że jego rodzina dorzuci się do wesela. Guzik nikt ani grosza nie dorzucił. Wielka feta była z pieniędzy babci i jego pensji. Zamiast po bożemu pojechać na skromną imprezę, on musiał mieć wszystko z pompą.

Przez siedem lat małżeństwa regularnie przesyłał matce pieniądze. W tym czasie matka wyremontowała całe mieszkanie, kupiła nowe sprzęty wszystko z kasy Tomka. Nieraz, gdy nam brakowało do przysłowiowej pierwszej, znajdowałam jego tajne skarbonki, z których wyciągał kasę tylko po to, by wysłać mamie do Kielc. Kłóciliśmy się o to chyba sto razy, niby zawsze obiecywał, że przestanie, ale jak przyszło co do czego, robił swoje.

Po śmierci swojej mamy, Tomek i starszy brat oddali młodszemu dom. Oddali wszystko bez słowa, chociaż ja bym się na coś takiego nigdy nie zgodziła. Po tylu latach inwestowania w ten dom, odpuścili, a Tomek nie chciał słyszeć o zachowaniu dla siebie tego, co mu się zgodnie z prawem należało.

Odkąd Staś się urodził, Tomek zupełnie się zmienił. Stał się niemiły, żałuje mi na najdrobniejsze wydatki, z mamą się wiecznie kłóci o byle co, coraz częściej zagląda do kieliszka. Nie mogę się z nim rozwieść dziecko jest małe, ja chora, a po powrocie z macierzyńskiego pewnie mnie zwolnią. Na razie nie mam wyjścia, muszę z nim zostać.

Czuje się bezpieczny, bo wie, że przez moją sytuację nie pójdę do sądu. A i tak potrafi wyciągać, jaka ja to pasożytka podobno to on nas wszystkich utrzymuje: mnie, mamę, babcię. Jakby nie wiedział, że wszyscy wrzucamy się do tego samego portfela.

Nieraz rozmawialiśmy o tym, żeby może coś odkładać na mieszkanie dla Stasia, bo też bym tego chciała, ale szczerze? To ciągle tylko marzenie, u nas zawsze krucho z kasą. Wczoraj znowu uparł się, że będzie odkładał jedną trzecią wypłaty. A to znaczy, że mamy ciąć wydatki do minimum, żyć o suchym chlebie latami ja się nie zgadzam. On idzie w zaparte, że będzie jak mówi.

Ale powiem Ci, mam przeczucie, że nie chodzi mu wcale o dobro Stasia, tylko o siebie. Jak patrzę na jego nastawienie, to wydaje mi się, że chce uskładać na osobne mieszkanie i kiedyś po prostu nas zostawić kosztem tego, że cały dom ledwo zipie.

Mówiłam mu otwarcie, że tego się boję. A on że też się boi, że go zostawię i wyrzucę z mieszkania. Pewnie wie, że we mnie trochę strachu i za dużo dumy, żeby tak po prostu go wyrzucić, zwłaszcza jakby zaczął być w porządku wobec mamy i babci.

Ale nie zamierza się zmieniać. Coraz mocniej czuję, jakby moja rodzina i ja utknęłyśmy w koszmarze, z którego nie widać wyjściaCzasem siedzę wieczorami na klatce, kiedy wszyscy już śpią, i myślę, jak to by było, gdyby życie poszło inną drogą. Może wszystko rozegrałoby się inaczej, gdybym umiała powiedzieć dość wcześniej. Ale wtedy Staś przychodzi, przytula się, patrzy na mnie tymi swoimi wielkimi oczami i wiem, dla kogo się jeszcze trzymam.

Może nie da się wyremontować starych ścian tanimi farbami, ale wiem, że mogę spróbować zaszpachlować swoje własne pęknięcia. Zebrałam się na odwagę i zapisałam na bezpłatny kurs szycia w pobliskim domu kultury. Jeśli się uda, będę mogła coś dorobić, a może nawet odkładać po parę groszy miesięcznie dla nas samych, nie dla cudzych marzeń.

Najtrudniejsze są poranki, zanim pierwsze promienie prześlizgną się przez brudne szyby. Ale właśnie wtedy obiecuję sobie w duchu, że zanim Staś dorośnie, nie będę już pozwalać nikomu oszczędzać jego marzeń kosztem moich łez. I choć jeszcze nie wiem, co przyniesie przyszłość, wiem jedno: pierwszy raz od lat przestałam tylko czekać. Zaczęłam działać bo nawet kilka własnych złudzeń jest warte więcej niż cudze skarbonki pełne pustych obietnic.

Rate article
Fajna Tajna
Mąż odmówił wydania swojej pensji na jedzenie i codzienne wydatki domowe