Mąż chciał syna, a urodziła się córka.

Dzisiaj jest piąta rocznica naszego ślubu. Rano w lustrze zauważyłam, że na twarzy, pojawiła mi się pierwsza zmarszczka między brwiami. Każdy ranek jest podobny do poprzedniego: sprawy toaletowe, wchodzę na wagę, robię test ciążowy, płaczę, w końcu uspokajam się i przygotowuje śniadanie dla siebie i męża. Czasami wracam do testu i sprawdzam go ponownie – może nagle nie zauważyłam tego, czego chciałam. Potem spędzam czas na portalach społecznościowych, przeglądam kanał na Instagramie, a następnie na Facebooku. Ubieram się i idę do pracy.

Tego dnia mój harmonogram trochę się zmienił – nie wyjęłam testu z pudełka, nie sprawdziłam – a może dzisiaj”. Mój psycholog powiedział mi, że to maniakalne pragnienie nie przyniesie nic dobrego. Postanowiłam więc posłuchać i odpuścić.

Bardzo chcieliśmy dziecka, ale przez pięć lat nic nie nie wychodziło. Kiedy zdecydowałam, że mam tego dość, był to niesamowicie ciężki dzień: niekończące się raporty w pracy, przypływ klientów, szefowie, którzy przyczepiali się do każdego kroku i słowa. Do wieczora nie miałam już siły.

Ale co z rocznicą? Oczywiście nie mogłam przegapić wspólnego wyjścia do restauracji, chociaż w ogóle nie czułam nóg. Ja i Olaf zamówiliśmy faszerowaną rybę i moje ulubione białe wino. Wieczór zapowiadał się wspaniale, do czasu podania dania głównego.

Myślałam, że podano nieświeże ryby: dawno nie było mi tak niedobrze. Nie skończyliśmy romantycznej kolacji w restauracji-wróciliśmy do domu. Rano historia się powtórzyła: bliskie spotkanie z toaletą. Nagle w mojej głowie pojawiła się nadzieja: „a może naprawdę”. Zrobiłam test.

Dwa paski. Ciężko przekazać jakie uczucia wtedy mi towarzyszyły. Na skrzydłach szczęścia pospieszyłam powiedzieć Olafowi. Płakał.

Ciąża przebiegała spokojnie: poszłam na rutynowe badania, wszystko było w porządku. Olaf ciągle mówił o swoim synu. Nie chciał nawet słyszeć o moich przypuszczeniach dotyczących narodzin córki. Wybrał już imiona, niebieskie skarpetki, czapkę i body. Poza tym patrzył tylko na chłopięce wózki i łóżeczka.

– Dlaczego nie córka? Nie znamy jeszcze płci dziecka.

– Jestem pewien, że będzie to chłopiec. W mojej rodzinie chłopcy zawsze rodzili się pierwsi. Syn jest wsparciem rodziców, będę z nim grał w piłkę nożną i jeździł na ryby. Nauczę go trzymać narzędzia w ręku. Będzie z niego prawdziwy mężczyzna!

Zdecydowałam, że nie zniszczę jego marzeń, ale nie zrezygnuję z dziecka, jeśli urodzi się dziewczynka!

W dwudziestym tygodniu ciąży powiedziano nam o płci dziecka. Dziewczynka.

Byłam w siódmym niebie. Jak inaczej? To moja długo oczekiwana krew i wiem, kogo noszę pod sercem. Olaf stał w milczeniu, był cały biały. Przez całą drogę do domu nie wypowiedział ani słowa.

Aż do porodu nie odczuwał dawnej radości. Bałam się, że nie pokocha naszej córki, chociaż z nią również można łowić ryby! Sama kupiłam różowe skarpetki, czapkę i body. Olaf nie wyraził chęci podjęcia najmniejszego wysiłku.

Czas mijał szybko i pewnego dnia poczułam, że nadszedł czas. Zaczęłam rodzić. Mąż był trochę zdenerwowany, ale po cichu pomógł mi spakować rzeczy i szybko dostać się do szpitala. Do wieczora cierpiałam z powodu skurczów. Cieszyłam się, że mąż nie zostawił mnie ani na chwilę. Po północy urodziła się nasza córka.

Kiedy Olaf ją zobaczył, jego oczy świeciły. Znowu zobaczyłam mojego męża, tego, który tak bardzo pragnął dziecka. Wziął ją w ramiona i nie chciał jej puścić. Postanowiliśmy nazwać dziewczynkę Zosia.

– Cześć, czeka na Ciebie sekcja piłki nożnej-pierwsza rzecz, którą powiedział mąż do córki.

Byłam szczęśliwa i nie miało znaczenia, kto się urodził: chłopiec czy dziewczynka. Najważniejsze, że wszyscy jesteśmy razem.

 

Rate article
Fajna Tajna
Mąż chciał syna, a urodziła się córka.