Matka mnie zapomniała, a ja martwię się o swoje dziecko

Moje życie mogłoby być szczęśliwe. Mój mąż, Marek, to mężczyzna, o jakim zawsze marzyłam: dobry, opiekuńczy, zawsze gotowy mnie wesprzeć. Czekamy na dziecko, a to prawdziwy cud, bo oboje mamy już po czterdziestce. Ale nad naszym szczęściem wisi czarna chmura – choroba mojej matki.

Na początku roku lekarze postawili jej straszną diagnozę – chorobę Alzheimera. Moja mama, Krystyna Nowak, wychowała mnie sama, bez ojca, który zniknął z naszego życia, zanim się urodziłam. Nie mogłam zostawić jej samej. Po długich rozmowach z mężem zdecydowaliśmy się zabrać ją do naszego mieszkania w Krakowie. Marek mnie wsparł:

— Mamy miejsce, Aniu. To przecież twoja matka, a poza tym sama jest już w podeszłym wieku, co nam takiego zrobi?

Urządziliśmy mamie przytulny pokój, regularnie wozimy ją do lekarzy, pilnujemy leków. Ale moja ciąża, którą przyjęłam jak błogosławieństwo, jakoś jej nie ucieszyła. Spodziewałam się, że będzie zachwycona wnuczką, bo zawsze marzyła o kontynuacji rodu. Zamiast radości jej zachowanie stało się coraz bardziej przerażające.

Czasem patrzy na mnie pustym wzrokiem i nagle rzuca:

— Kim ty jesteś? Wynoś się z mojego domu!

Kiedy próbujemy ją uspokoić, zaczyna krzyczeć:

— Nie ważcie się mi rozkazywać! To ja tu jestem panią, a wy jesteście niczym!

Przestawia meble, chowa moje rzeczy, a czasem dochodzi do tego, że wypycha mnie za drzwi, jakbym była obca. Znosiłam to, ale gdy zaczęła wymagać, żebym nosiła ciężkie torby lub pomagała przesuwać szafę, moja cierpliwość się skończyła. Próbowałam wytłumaczyć, że nie mogę dźwigać ze względu na ciążę, ale słyszałam tylko:

— Niewdzięczna dzizio! Poświęciłam ci całe życie, a ty nawet pomóc nie umiesz!

Powtarzałam, że spodziewam się dziecka, że muszę na siebie uważać, ale jej oczy pozostawały puste. Nie pamięta. Nie rozumie. Od tej bezradności płaczę po nocach, a każdy mój szloch zdaje się ranić moje nienarodzone dziecko.

Marek też jest na krawędzi. Mama myli go z wymyślonymi ludźmi, nazywa go raz Wojtkiem, raz Jackiem, a czasem zupełnie dziwnymi imionami. Opowiada mu o moim dzieciństwie, jakby był przypadkowym znajomym, a nie moim mężem. Niedawno przyznał mi przez zaciśnięte zęby:

— Aniu, ledwie daję radę. Jeszcze trochę, a stracę panowanie nad sobą. Wprowadza mnie w taką wściekłość, że boję się, iż pewnego dnia nie wytrzymam i… zrobię coś okropnego.

Ja też jestem u kresu sił. Ale najbardziej męczy mnie strach o dziecko. Jestem w dwudziestym drugim tygodniu ciąży, a w głowie wirują mi koszmarne scenariusze. Co, jeśli mama uzna, że moje dziecko jest obce? A jeśli zechce się go pozbyć? Odda je do domu dziecka, wyrzuci na ulicę, albo… nawet nie chcę myśleć, co jeszcze może jej przyjść do głowy. Te myśli duszą mnie, odbierają sen, zatruwają radość oczekiwania na macierzyństwo.

Przyjaciółka, widząc moje łzy, zaproponowała:

— Aniu, oddaj ją do domu opieki. Tam zajmą się nią profesjonaliści, a wy wszyscy odetchniecie.

Drgnęłam na te słowa. Jak mogłabym tak postąpić z własną matką? Poświęciła mi całe życie, rezygnowała ze wszystkiego, żebym była szczęśliwa. Porzucić ją teraz to zdrada, czarna niewdzięczność. Ale głęboko w sercu zastanawiam się: a jeśli to jedyne wyjście? Może tak będzie lepiej dla nas wszystkich? Dla mamy, dla dziecka, dla naszej rodziny, która pęka w szwach?

Rozdarta jestem między poczuciem obowiązku a strachem o przyszłość. Co zrobić? Oddać mamę tam, gdzie może będzie jej lepiej, czy dalej żyć w tym piekle, ryzykując zdrowie dziecka i swój rozum? Nie wiem. A od tej niepewności serce mi się rozrywa.

Rate article
Fajna Tajna
Matka mnie zapomniała, a ja martwię się o swoje dziecko