Macie dwa tygodnie, żeby się spakować i znaleźć sobie nowe miejsce do życia. Córki są oburzone.
Małgorzata została wdową w młodym wieku. Od tamtej pory sama wychowywała dwie córki Wiktorię i Jagodę. Mimo trudu życia codziennego, nikt nigdy nie słyszał od niej słowa narzekania. Dziewczyny nie tylko dorosły, ale i ukończyły dobre studia. Zawdzięczają to w dużej mierze matce, która latami pracowała na dwa etaty, by zapewnić im wszystko, co najlepsze, opłacić czesne i korepetycje.
Jednak pewnego dnia Wiktoria przyszła do domu z chłopakiem, Adamem, i oznajmiła, że planują wspólne życie. Adam nie miał gdzie się podziać, więc zamieszkał u nich. Wkrótce urodziła się wnuczka Pola i Małgorzata oddała młodym swój pokój, a sama przeniosła się do Jagody.
Początkowo Małgorzata była przekonana, że taka sytuacja potrwa najwyżej kilka miesięcy młodzi przecież zaczną oszczędzać, dostaną kredyt i wyprowadzą się na swoje. Jednak czas mijał, a żadne z nich nie wykazywało szczególnych chęci do samodzielności. Bo i po co, skoro mają wygodny dach nad głową, a w lodówce nigdy nie brakuje jedzenia? Wszystko opłaca przecież mama.
Podziękowania jednak się nie doczekała. Coraz częściej zamiast ciepłej atmosfery pojawiały się awantury o drobiazgi. Jagoda twierdziła, że nie zamierza sprzątać łazienki po szwagrze, Wiktoria narzekała, że absorbuje ją mała Pola i nie ma na nic czasu. Adam uważał, że wyrzucanie śmieci i sprzątanie nie jest męskim zajęciem, a całe dnie spędzał patrząc w ekran laptopa.
Domowa atmosfera zrobiła się na tyle nieznośna, że Małgorzata zaczęła wręcz bać się wracać do mieszkania. Gdy delikatnie zaproponowała Wiktorii, żeby razem z rodziną wynajęli coś dla siebie, usłyszała tylko: Mamo, my zbieramy na wkład własny do kredytu. Z czego mamy wynająć?. I tak zostali.
Dopełnieniem goryczy była sytuacja, gdy Jagoda obwieściła, że jej chłopak, Piotr, przeprowadza się do nich, bo jest z Gdańska i nie ma noclegu w Warszawie. Mamo, gdzie on będzie mógł spać? Kuchnia jest niewygodna, ale jakbyś ty spała w kuchni, to zwolni się pokój.
Tego Małgorzata nie mogła już przełknąć. Dopiero wtedy dotarło do niej, że jej zdanie w domu nie ma dla nikogo znaczenia. Czuła, że jeśli nie postawi granic, to pewnie jeszcze sporządzą papiery i wyślą ją do domu opieki.
Zebrała się w sobie i oświadczyła: Macie dwa tygodnie na spakowanie rzeczy i zorganizowanie sobie mieszkania. Koniec z życiem na mój koszt. Córki się obraziły. Zarzucały jej bezduszność, groziły, że zabronią jej widywania wnuków i w ogóle, że na starość zostanie sama. Ale Małgorzata nie zamierzała zmieniać decyzji. Skoro tak wygląda wdzięczność własnych dzieci, to trudno. Pora, by dorosły na dobre.
Teraz zbliżają się jej pięćdziesiąte urodziny. Nie wie, czy córki zadzwonią choćby z życzeniami. Jak uważasz, czy Małgorzata dobrze zrobiła, stawiając ultimatum? Co byś zrobiła, na jej miejscu?



