Marzyłam o morzu…
Każdego miesiąca odkładałam część pensji na wakacje. Przez ostatni rok marzyłam o tym, by znów zobaczyć morze. Kiedyś, dawno temu, rodzice zabrali mnie na południe, ale prawie nic nie pamiętam – miałam wtedy zaledwie trzy lata. Później lato spędzałam u babci i dziadka na wsi. Zamiast morza była tam płytka rzeczka, ale można było się w niej kąpać do woli, aż do sinej skóry i gęsiej skórki.
W czwartej klasie rodzice wysłali mnie na kolonie. Strasznie mi się nie podobało – tyle zasad i zero swobody. Kąpaliśmy się tylko raz. Na wsi wakacje były o wiele przyjemniejsze. Rodzice przyjeżdżali w każdy weekend z różnymi smakołykami. Po tamtych koloniach już więcej nie jeździłam.
W moich wspomnieniach dzieciństwo to upalne, niemal białe słońce, wrzaski dzieci w wiejskiej rzeczce i tęczowe błyski rozpryskującej się wody. Pamiętam zapach mułu i ołysiałej, spalonej słońcem trawy przy brzegu. A także miękkiej jak jedwab ciepłej kurzu na drodze.
Często śniło mi się, że biegłam tą drogą, nogami opalonymi niemal na czarno, brodząc po kostki w pyle. A naprzeciw szli mama i tata… W tym momencie zawsze budziłam się z bijącym głośno sercem.
Gdy byłam w ósmej klasie, tata zmarł na zawał. Mama nigdy nie pogodziła się z jego stratą, jakby od razu zgasła. Często jeździła na cmentarz, wracała stamtąd cicha i smutna.
Potem zachorowała. Ledwo chodziła po domu, szurając nogami jak staruszka, zgarbiona, jakby siły ją od razu opuściły. Przestała farbować i układać włosy. Często wracałam ze szkoły i zastawałam ją w łóżku.
„Mamo, nie wstawałaś? Jadłaś coś?” – pytałam z niepokojem.
„Nie chcę. Nie mam siły” – odpowiadała wyschniętymi, bladymi ustami.
Gotowałam więc, chodziłam na zakupy, prałam, sprzątałam, namawiałam mamę, żeby choć trochę zjadła. Potem przestała wstawać nawet do toalety. Ani moje prośby, ani łzy nie pomogły. Sąsiadka zaglądała, gdy byłam w szkole. To ona zadzwoniła, by powiedzieć mi o śmierci mamy.
Nie pamiętam, czy wybrałam się na egzaminy. Mama umarła przed ostatnim dzwonkiem, patrząc na portret taty na ścianie. Sąsiadka pomogła z pogrzebem.
Poszłam na zaoczne studia i zatrudniłam się w instytucie. Byłam pulchna, o okrągłej twarzy i uważałam się za brzydką. Próbowałam różnych diet – wytrzymywałam dwa dni, a potem rzucałam się na jedzenie z podwójną siłą. Pod koniec studiów pogodziłam się z tym, że nigdy nie będę wyglądać jak modelki z okładek kolorowych czasopism – to geny.
Może właśnie dlatego chłopcy się mną nie interesowali, choć nikt nigdy nie nazwał mnie grubą. „Na wakacjach będę jadła tylko owoce i w końcu schudnę” – marzyłam.
Szef w pracy nie dał mi urlopu latem.
„Sam to rozumiesz, Kasia – jesteś sama, nie masz dzieci. Kogo powinienem puścić na wakacje, ciebie czy Natalię, która ma dwójkę dzieci? No właśnie. WezZamknęłam oczy, czując ciepły wiatr od morza na twarzy, i uświadomiłam sobie, że czasem największe rozczarowania prowadzą nas właśnie tam, gdzie powinnyśmy być.



