Aga, słuchaj, muszę Ci opowiedzieć co ostatnio przeżyłam… Wiesz, obudziłam się o wpół do czwartej i od razu poczułam, że coś jest nie tak. Myślałam sobie: muszę się spakować i zniknąć stąd zanim zrobi się jasno nie pamiętam, żebym kiedykolwiek była aż tak zawstydzona w życiu. Cała ta sytuacja, no po prostu, głupia byłam!
Odkąd moja córka Ola wynajęła mieszkanie, przestałam gotować w domu codziennie jadłam lunch w małej kawiarni niedaleko pracy. Pewnego dnia, kiedy siedziałam tam w porze obiadu, przysiadł się do mnie Marek. Zaczęliśmy gadać, potem się spotykać. Marek był trochę młodszy ode mnie, ale jego siwizna dodawała mu charakteru i takiego starego rycerza.
Marek potrafił oczarować zapraszał mnie do restauracji, przynosił kwiaty i oprowadzał na nocne spacery po Krakowie. Po kilku tygodniach przez niego kompletnie straciłam głowę. Czekałam na jego każdy telefon, przed spotkaniami zawsze biegałam do kosmetyczki. Byłam zakochana po uszy i już snułam sobie w głowie plany o wspólnej przyszłości.
Nawet sobie wyobrażałam nasz ślub, a potem wymarzoną podróż poślubną do ciepłych krajów.
Trochę ponad tydzień temu Marek zaproponował, żebyśmy razem pojechali na weekend do spa nad mazurskim jeziorem. Ustaliliśmy, że wyjedziemy w piątek wieczorem i wrócimy w niedzielę. Wyobrażałam sobie już, jak oświadcza mi się nad wodą, w zachodzącym słońcu.
W piątek po południu Marek zadzwonił: Musiałem się napić, więc pojedziemy twoim autem. Dobra odpowiedziałam.
Spotkaliśmy się po pracy i od razu zauważyłam, że Marek jest mocno podpity. Uspokajałam się, że jak dojedziemy na miejsce, to się ogarnie. Po godzinie byliśmy już na campingu i odbieraliśmy klucze do domku, który Marek wcześniej zamówił. Otworzył drzwi jakby zapraszał mnie do nowego życia poczułam się jak królowa!
Zaraz po przyjeździe poszliśmy do kawiarni. Grali tam spokojną muzykę, złożyliśmy zamówienie, a Marek zamówił koniak. Dasz się namówić na kieliszek? zapytał. No dobra, na relaks odparłam.
Mój pierwszy mąż zmarł przez alkohol, więc mam na to kompletną alergię. Marek o tym doskonale wiedział. W godzinę doszedł do takiego stanu, że ledwo trzymał się na nogach. Zaczął mnie wyciągać do tańca, ale ja odmówiłam. Wtedy poszedł sam i jakaś dziewczyna się z nim dosłownie przykleiła. Najpierw tylko tańczyli, potem ich zachowanie stało się kompletnie nieprzyzwoite. W końcu podszedł ochroniarz i wyprosił ich z kawiarni.
Marek z dziewczyną wrócili do naszego stolika, wypili resztę butelki jednym haustem, po czym Marek powiedział: Kochana, nie czekaj na mnie dziś. A dziewczyna dorzuciła: Przy nim wyglądasz jak stara ciotka… i razem wyszli.
Byłam osłupiała, łzy same cisnęły się do oczu, a nawet nie wiedziałam co odpowiedzieć. Siedziałam jak kamień, aż kelner przyniósł mi gałkę lodów: To od firmy!
Puściły mi wszystkie hamulce i płakałam jedząc te lody. Najpierw chciałam od razu wracać do domu, ale potem postanowiłam zaczekać do rana. Po powrocie cały weekend uprałam rzeczy, żeby nawet jego zapach zniknął. Otwieram torbę, a tam koszula cała w krwi Marka. Nie wiedziałam co robić, przecież jakby go zamordowali, to pierwsza na liście podejrzanych byłabym ja!
Zadzwoniłam do sąsiadki Beaty, która pracuje na komendzie w Krakowie jako referentka. Aga, zwariowałaś? Jest szósta rano!
Smarkałam w słuchawkę i nie mogłam się wysłowić. Już idę, otwórz drzwi powiedziała.
Po chaosie mojego opowiadania, Beatka zadzwoniła gdzieś: Dzień dobry! Kto dziś robi jako ekspert? Będę za pół godziny. Do Agi. Boję się, że mnie zamkną powiedziałam. Strach to dobra rzecz, daj mi koszulę i telefon do Marka.
Po godzinie sąsiadka zadzwoniła: Spokojnie, koszula jest we krwi od świni, a twój Marek to zwykły naciągacz. Wszystko wyjaśnię jak przyjdę.
Nie wiedziałam już wtedy komu ufać. Gdy Beatka wpadła do mnie, na dzień dobry zapytała: Sprzedałaś dom rodziców, gdzie masz pieniądze? Na karcie? Masz kartę powiązaną z telefonem? Karta w szafie, telefon nie jest z nią powiązany. Marek zna kod, prawda? Tak, rozmawialiśmy o dacie na karcie. Musisz natychmiast zablokować kartę!
I patrzę parę minut temu zapłacono moją kartą w barze… Podrzucili ci tę krew na koszulę, żebyś siedziała cicho, a oni wyczyścili konto. Idziemy zgłosić sprawę zanim zorientują się, że zablokowałaś kartę…



