Mamusiu, wybaczam Ci!
Anna Piotrowska położyła się w łóżku i pewnego wieczoru cicho przywołała swoją córkę.
Jadwigo, córeczko, umieram. Nadszedł czas, by wszystko Ci wyznać. Boję się, że zostało mi niewiele. Przebacz, córeczko!
Mamusiu, nie mów tak! Zaraz zadzwonię po karetkę!
Nie potrzebujemy karetki! Jadwigo, posłuchaj mnie!
Chora kobieta zaczęła swoją opowieść: Dawno temu, córeczko, miałam przyjaciółkę, Grażynę. Obie byłyśmy wychowankami domu dziecka. Zawiązaliśmy przyjaźń już tam, potem razem wstąpiłyśmy do seminarium pedagogicznego. Po ukończeniu wyjechałyśmy do wiejskiej szkoły.
Zostaliśmy przydzieleni w różne miejsca: ja zamieszkałam w pustym domku przy szkole, a Grażynę przydzielono starszym mieszkańcom. Cały wolny czas spędzałyśmy razem. Chodziłyśmy do ludowego klubu na tańce przy akordeonie. Akordeonista był przystojnym chłopakiem. Gdy go zobaczyłam, od razu poczułam, że to ten jedyny, którego czekałam całe życie. Nazywał się Wiktor.
Z przyjaciółką biegałyśmy co weekend do klubu. Za każdym razem nie odrywałam oczu od Wiktora i słuchałam jego dusznego głosu. Serce mi słodko zamarzało, gdy łapałam jego przypadkowy wzrok. Potem jednak zauważyłam, że akordeonista ciągle patrzy na Grażynę i uśmiecha się do niej, a Grażyna rozkwita przy tym. Zrozumiałam, że Wiktor wybrał nieskomplikowaną i skromną Grażynę.
Wiele razy próbowałam przyciągnąć jego uwagę, lecz nic nie przyniosło: ukochany nawet mnie nie dostrzegał. Byłam wściekła i zazdrosna! Nienawidziłam Grażynę do szpiku kości. Grażyna promieniała szczęściem i zdawało się, że nie zauważa mojej niszczycielskiej nienawiści. Pewnego dnia Grażyna wbiegła do mnie z radosnym uśmiechem i szepnęła:
Aniu, wkrótce z Wiktorem się pobierzemy.
Zrozumiałam, że to koniec mojego życia. Z rozpaczy czułam się kompletnie przygnieciona. Przestałam jeść i spać, a w głowie pulsowała tylko jedna myśl: Wiktor musi być tylko mój! Za to mogłabym zrobić wszystko. Dowiedziałam się od mieszkańców, że w sąsiedniej wsi mieszka stara wiedźma, Pelagia. Poszłam do niej po pomoc.
Wiem, po co przyszłaś rzekła staruszka.
Pierwsza chwila przerażała mnie, lecz wspominając ukochanego Wiktora, podjęłam decyzję o czarnym uczynku. Stara czarownica przygotowała miksturę zakochującą, napełniła nią butelkę i podała mi.
Wlej mu do picia powiedziała Pelagia.
Próbowałam wrzucić staruszce pieniądze, lecz ona wybuchnęła chichotem:
Nie potrzebuję twoich pieniędzy. Później dowiesz się, czego naprawdę chcę. Idź.
Wieczorem Grażyna i Wiktor weszli w moje progi. To był odpowiedni moment. Szybko nakryłam stół i niezauważenie dodałam miksturę do kieliszka mężczyzny. Po wypiciu Wiktor zdawał się zmienić. Grażyna wyczuła coś nie tak i odprowadziła go do domu. Rano Wiktor stał przy drzwiach mojego domu, natarczywie twierdząc, że potrzebuje tylko mnie. Staruszka nie okłamała dostałam swojego ukochanego! Wkrótce wzięliśmy ślub i żyliśmy bardzo szczęśliwie. Wiktor nie mógł żyć bez mnie, a ja nie mogłam oddychać bez niego. Zapytasz, co z Grażyną?
Przyjaciółka unikała nas, lecz spotkania i tak musiały mieć miejsce. Do dziś widzę jej smutną twarz i płaczące, nieszczęśliwe oczy. Starsi, u których mieszkała Grażyna, pluli na mnie i nazywali mnie wiedźmą. Po wsi rozeszły się plotki, że Grażyna została w ciąży po Wiktorze i ledwie nie popełniła samobójstwa. Litość mnie ogarnęła, lecz męża kochałam ponad życie.
Pewnego dnia zjawił się w naszym domu dziad Jan, u którego mieszkała Grażyna.
Chodź ze mną rozkazał starzec.
Po co to? zapytałam.
Twoja przyjaciółka umiera. Wzywa cię odpowiedział dziad Jan.
Spojrzał na mnie, skinąłem głową i poszedłem z nim. W domu starszych płakało dziecko. Na łóżku leżała Grażyna, blada, ledwie oddywała. Moje serce bolało, chciałam odejść. W tym momencie Grażyna otworzyła oczy i szepnęła cicho:
Aniu, umieram. Weź córkę ze sobą. Niech ojciec Natalii będzie przy niej wyciągnęła rękę, lecz słaba upadła.
Umiera, sercowa wymienili się starsi.
Babcia Marianna wydała przeraźliwy krzyk i wręczyła mi szczerbą torbę. To byłaś ty, córeczko. Nie chciałam cię zabierać, lecz dziad ryknął surowo:
Nigdy nie powierzyłbym ci tego dziecka! Lecz wola zmarłej Grażyny musi być spełniona! Była dobrym człowiekiem, niech Bóg jej przyzna niebo. Zabierz dziewczynkę i wracaj do domu! I nie pozwól, by los cię skrzywdził!
Tak pojawiłaś się w mymPatrząc w jej małe, pełne nadziei oczy, zrozumiałam, że jedynym odkupieniem mojego grzesznego serca jest kochać ją bezwarunkowo aż do końca moich dni.



