Kacper ożenił się w wieku dwudziestu czterech lat. Jego żona, Zosia, miała dwadzieścia dwa. Była jedynaczką w domu profesora i nauczycielki. Najpierw przyszli na świat dwaj chłopcypogodnicy, a nieco później córka, Jadzia.
Teściowa, Helena Wójcik, przeszła na emeryturę i poświęciła się wnukom. Z Kacprem ich relacje były dziwaczne on nazywał ją jedynie imieniem i nazwiskiem, a ona odpowiadała chłodnym Pan Kacper i zawsze używała pełnego jego imienia. Nie kłócili się, jednak w jej obecności Kacper czuł się zimny i niekomfortowo. Trzeba przyznać, że Helena nigdy nie tworzyła spięć, rozmawiała z nim wyraźnie z szacunkiem, a w sprawach z żoną zachowywała twardy neutralizm.
Miesiąc temu firma, w której Kacper pracował, zbankrutowała stracił pracę. Przy kolacji Zosia odrzuciła:
Na emeryturę mamyłą i mój pensję nie wytrzymamy, Kacprze. Musisz znaleźć pracę.
Łatwo powiedzieć znajdź pracę. Trzydzieści dni przeszukuje oferty i nic nie znajduje!
Z gniewu Kacper kopnął przypadkową puszkę po piwie. Na szczęście Helena milczała, ale rzucała znaczące spojrzenia.
Przed ślubem przypadkowo podsłuchał rozmowę matki z córką:
Zosiu, jesteś pewna, że to ten człowiek, z którym chcesz spędzić całe życie?
Mamo, oczywiście!
Wydaje mi się, że nie zdajesz sobie sprawy z odpowiedzialności. Gdyby ojciec żył
Mamo, przestań! Kochamy się i będzie dobrze!
A dzieci? Czy zapewnisz im wszystko?
Zrobię, mamo!
Jeszcze nie jest za późno, Zosiu, pomyśl. Jego rodzina
Mamo, kocham go!
O, nie musiałabyś łamać sobie łokcie!
Nadszedł czas, by dostać się po kość, mruknął Kacper z goryczą. Helena patrzyła, jakby w wodzie.
Nie chciał wracać do domu. Miał wrażenie, że żona udaje pocieszenie, mówiąc: Jutro się uda, a matka westchnęła i milczała osądzająco, a dzieci z drwiącym uśmiechem pytają: Tato, znalazłeś pracę?. Słuchać tego po raz kolejny stało się nie do zniesienia.
Przeszedł się nad Wisłą, usiadł na ławce w parku, a pod nocą pojechał na wsi, gdzie od maja do października mieszkała rodzina. W chacie płonęło jedno okno w sypialni Heleny Wójcik. Skradając się, przemykał po ścieżce. Zasłona zadrżała, Kacper usiadł, wpadając na knut.
Helena wyjrzała:
Kacprze już od dawna nie widać. Dzwoniłaś, Zosiu?
Tak, mamo, numer niedostępny. Pewnie znów nie znalazł pracy i wędruje gdzieś.
Głos matki ocieplił się lodem:
Zosiu, nie odważ się tak mówić o ojcu naszych dzieci!
Ojej, mamo, serio? Po prostu wydaje mi się, że Kacper zachowuje się jak głupi i nie szuka żadnej roboty. Już miesiąc siedzi przy mojej szyi!
Po raz pierwszy od sześciu lat Helena uderzyła pięścią w stół i podniosła głos:
Nie odważ się! Nie mów tak o mężu! Co obiecałaś, gdy wchodziłaś w ślub? w chorobie i w nieszczęściu! być przy nim i wspierać!
Zosia wymamrotała jak w kółko:
Mamusiu, przepraszam. Nie martw się, dobra? Po prostu jestem wykończeniowa. Przepraszam, kochana.
Dobrze, idź spać mruknęła Helena, machając zmęczonym ręką.
Światła zgasły. Matka przechadzała się po pokoju, odsuwając zasłonę, wpatrując się w ciemność, po czym podniosła oczy w niebo i z gorliwością przyrzekła:
Panie Boże, Wszechmogący i Miłosierny, ocal i zachowaj ojca moich wnuków, męża mojej córki! Nie pozwól mu stracić wiary w siebie! Pomóż mu, Panie, mój synu!
Szepcząc, znosiła krzyż, a po policzkach spływały łzy.
W Kacpra w piersi rosła kula gorąca. Nikt nigdy nie modlił się za niego ani surowa matka, która całe życie poświęciła pracy w urzędzie, ani ojciec, którego ledwie pamiętał, zniknął, gdy miał pięć lat. Dorastał w żłobku, przedszkolu, szkole i połówce. Po studiach od razu wstąpił do pracy, bo matka nie tolerowała bezrobocia i wierzyła, że Kacper sam sobie zapewni byt.
Gorączka wzbierała, wypełniała wnętrze i wybuchała niechcianymi, skąpymi łzami. Przypomniał sobie, jak Helena rano wstawała przed wszystkimi, piekła pierogi i bigos, które uwielbiał, gotowała aromatyczny żurek, a jej pierogi i uszka były prawdziwym cudem. Dbała o dzieci, sprzątała dom, sadziła w ogródku, warzyła konfitury, marynowała ogórki i kapustę na zimę.
Dlaczego nigdy się tym nie interesował? Dlaczego nigdy nie podziękował? Oni z Zosią po prostu pracowali i rodzieli, myśląc, że tak powinno być. Czy on tak sądził? Przypomniał sobie, jak kiedyś cała rodzina oglądała telewizję, program o Australii, a Helena nagle wyznała, że całe życie marzyła, by zobaczyć ten tajemniczy kontynent. Kacper zaśmiał się, że tam za gorąco i nie przepuścą damy w lodowym pancerzu
Kacper jeszcze długo siedział przy oknie, obejmując rękami głowę.
Rankiem razem ze Zosią zeszli na werandę na śniadanie, spojrzeli na stół pierogi, konfitury, herbata, mleko. Dzieci z uśmiechami i błyskiem w oczach. Kacper podniósł oczy i łagodnie rzekł:
Dzień dobry, mamo!
Helena zadrżała i po chwili odpowiedziała:
Dzień dobry, Kacprze!
Po dwóch tygodniach Kacper znalazł pracę, a po roku wysłał Helenę Wójcik na wypoczynek do Australii, mimo jej zaciekłego sprzeciwu.



