Mamo, żenię się! powiedział radośnie syn.
No dobrze… odparła bez entuzjazmu Barbara Kowalska.
Co się stało? zdziwił się Kuba.
Nic… A gdzie zamierzacie mieszkać? zapytała matka, mrużąc oczy.
Tutaj, mam nadzieję że nie masz nic przeciwko. odpowiedział syn. Przecież mamy trzy pokoje, jakoś się pomieścimy.
Czy ja w ogóle mam wybór? mruknęła Barbara.
Przecież nie będziemy wynajmować mieszkania… westchnął Kuba.
Czyli nie mam wyjścia. powiedziała Barbara z rezygnacją.
Mamo, teraz ceny wynajmu w Warszawie są takie, że na jedzenie by nam już nie starczyło. tłumaczył Kuba. A my nie na zawsze, poodkładamy, trochę popracujemy i szybko uzbieramy na swoje. To najlepsze wyjście.
Barbara wzruszyła ramionami.
Oby tak było… powiedziała. W porządku, możecie się wprowadzać i mieszkać, ile zechcecie, ale mam dwa warunki: rachunki dzielimy na trzy osoby i nie będę służącą.
Jasne, mamo, jak sobie życzysz. zgodził się Kuba bez namysłu.
Młodzi skromnie się pobrali i zaczęli wszyscy mieszkać razem: Barbara Kowalska, Kuba i jego żona Małgorzata.
Od pierwszego dnia, gdy młodzi zamieszkali w mieszkaniu Barbary, nagle zaczęło jej przybywać spraw niecierpiących zwłoki. Kiedy Małgorzata i Kuba wracali po pracy, matki nie było w domu, w garnkach pustki, a po mieszkaniu bałagan, wszystko leżało tak, jak porzucili rano.
Mamo, gdzie byłaś? pytał Kuba wieczorem, zaskoczony.
Wiesz synku, dzwoniły z Domu Kultury przyjęły mnie do chóru ludowego, przecież mam głos, dobrze wiesz…
Naprawdę? zdziwił się syn.
No tak! Zapomniałeś już, ale mówiłam ci nieraz. Tam są same emerytki jak ja zbieramy się, śpiewamy, jest fantastycznie! Tak mi się spodobało, jutro znów idę! rzuciła z zapałem Barbara.
Jutro też chór? spytał syn.
Nie, jutro wieczór poetycki, bedziemy czytać Mickiewicza. oznajmiła Barbara. Wiesz, jak go uwielbiam.
Serio? znów się zdziwił Kuba.
Oczywiście! Nigdy mnie nie słuchasz, synku powiedziała z lekką naganą Barbara.
Małgorzata patrzyła na tę wymianę słów, milcząc.
Od czasu ślubu syna coś się w Barbarze odblokowało zaczęła chodzić na różne kółka dla seniorów, do dawnych koleżanek dołączyły nowe, które raz po raz, wesołą gromadką wpadały wieczorami w gości, zajmowały całą kuchnię, piły herbatę z ciasteczkami, które przynosiły po drodze, grały w bingo albo spacerowały, a czasem tak bardzo wciągała ją telenowela, że nawet nie słyszała, kiedy młodzi wracali z pracy i mówili jej dzień dobry.
Barbara konsekwentnie nie dotykała się do domowych porządków, przerzucając całość obowiązków na Małgorzatę i Kubę. Pierwsze tygodnie obywały się bez słowa sprzeciwu, potem Małgorzata zaczęła zerkać podejrzliwie, potem oboje zaczęli szeptać z irytacją, a w końcu Kuba westchnął głośno. Na te drobne grymasy Barbara nie zwracała uwagi, po prostu wiodła pełne życie osoby w wieku senioralnym.
Aż pewnego dnia wróciła do domu promiennie szczęśliwa, nucąc pod nosem Czerwona jarzębina. Weszła do kuchni, gdzie młodzi smętnie jedli świeżo ugotowaną zupę i z radością powiedziała:
Dzieci, mam wam co oznajmić! Poznałam cudownego mężczyznę, jutro jedziemy razem do sanatorium! Prawda, że świetna nowina?
Prawda przytaknęli zgodnie Kuba z Małgorzatą.
To poważne? spytał ostrożnie Kuba, trochę zaniepokojony, czy w mieszkaniu nie zjawi się kolejny domownik.
Jeszcze nie wiem, mam nadzieję, że po wyjeździe wszystko się wyjaśni. odpowiedziała Barbara i z apetytem zjadła zupę, po czym dolała sobie dokładkę.
Po powrocie była rozczarowana. Oznajmiła, że Pan Marian to nie jej poziom i się rozstali, lecz zaraz dodała, że u niej jeszcze wszystko przed sobą. Koła, spacery i posiadówki trwały w najlepsze.
I w końcu, gdy młodzi znów zastali niezrobiony porządek i pusty garnek, Małgorzata nie wytrzymała. Trzasnęła pustą lodówką i powiedziała z irytacją:
Pani Barbaro! Czy nie może pani zająć się czasem domem? Mieszkanie wygląda jak po burzy, w lodówce niczego nie ma! Dlaczego tylko my mamy wszystko robić, a pani nie?
Dlaczego tak się denerwujecie? zdziwiła się Barbara. Gdybyście mieszkali sami, kto by za was sprzątał?
Ale pani tu jest! wytknęła Małgorzata.
Ja nie jestem waszą służącą, Małgosiu. Swoje w życiu już odpracowałam! I zresztą, Kubę ostrzegałam, że nie będę domową gospodynią to był mój warunek. Że on cię nie poinformował, to nie moja sprawa powiedziała Barbara.
Myślałem, że żartujesz… mruknął Kuba.
Czyli chcecie wygodnie mieszkać i jeszcze żebym chodziła za wami z mopem i gotowała codziennie obiady? Nie! Powiedziałam, nie będę tego robić i basta! Jak coś wam nie pasuje, to możecie wynająć mieszkanie i żyć po swojemu! oznajmiła Barbara, po czym poszła do swojego pokoju.
A nazajutrz, jak gdyby nigdy nic, nucąc pod nosem Czarny baraniec, ubrała elegancką bluzkę, umalowała usta czerwoną szminką i ruszyła do Domu Kultury, gdzie czekał na nią Chór Pieśni LudowejPrzez chwilę w kuchni panowała cisza. Małgorzata spojrzała na Kubę pytająco, szukając wsparcia. On tylko rozłożył ręce.
Może rzeczywiście powinniśmy się nad tym zastanowić, Małgosiu powiedział cicho.
W tej samej chwili przez uchylone drzwi dobiegł świergot Barbary, która właśnie odbierała telefon od koleżanki.
Tak, Grażynko, bingo jutro, u Ciebie! wołała radośnie. U mnie młodzi załatwiają swoje sprawy, może nawet wyprowadzą się, kto ich tam wie!
Małgorzata i Kuba spojrzeli na siebie, a potem parsknęli śmiechem. Wszystkie nagromadzone napięcia nagle się rozpuściły, a ich złość ustąpiła miejsca rozbawieniu.
Wiesz co? Może mama ma rację. powiedział Kuba z uśmiechem. Skoro my możemy żyć po swojemu, to ona też.
Małgorzata przytaknęła.
Może najwyższa pora znaleźć własne miejsce na ziemi. Zamiast narzekać, ruszmy własnym tropem rzuciła z zapałem.
W końcu, gdy siedli razem przy stole z kubkiem herbaty, poczuli ulgę i odrobinę ekscytacji przed nowym etapem. A Barbara śmiejąc się z koleżankami w swoim pokoju czuła, że życie jeszcze raz rozwinęło przed nią swoje barwne skrzydła.
Tak więc każdy znalazł dla siebie kawałek szczęścia: młodzi w końcu wyfrunęli z rodzinnego gniazda, a Barbara zyskała pełną swobodę. A w czwartkowe popołudnia z kuchni Barbary niosła się głośna muzyka, śmiech i zapach świeżo pieczonych ciastek już nie dla domowników, ale dla dawno niewidzianych przyjaciół. I wszystko było dokładnie tak, jak miało być.



