Mamo, zamierzam się ożenić! powiedział z radością syn, Michał.
Bardzo się cieszę odpowiedziała bez entuzjazmu Zofia Pawlak.
Mamo, co się dzieje? spytał zaskoczony Michał.
Nic, nic Gdzie zamierzacie mieszkać? zapytała matka, mrużąc oczy.
U ciebie przecież. Nie masz nic przeciwko? Przecież to mieszkanie trzypokojowe, wszyscy się pomieścimy odparł syn.
A czy ja mam w tej sprawie wybór? rzuciła Zofia.
Przecież nie będziemy wynajmować mieszkania Michał westchnął.
To już jasne, wyboru nie mam powiedziała z rezygnacją Zofia Pawlak.
Mamo, teraz ceny najmu są takie, że na jedzenie by nam nie starczyło tłumaczył Michał. Ale to nie na zawsze, będziemy pracować i odkładać na własne mieszkanie. Tak szybciej się uda.
Zofia wzruszyła ramionami.
Oby tak było powiedziała. Dobrze, zamieszkacie, ile trzeba, tylko mam dwa warunki: rachunki za czynsz dzielimy na trzy części i nie zamierzam być tu gosposią.
Dobrze, mamo, jak powiesz zgodził się natychmiast Michał.
Młodzi urządzili skromne wesele, po czym zamieszkali razem w jednym mieszkaniu: Zofia Pawlak, Michał i synowa Jagoda.
Od pierwszego dnia, odkąd młodzi zamieszkali, Zofia zaczęła mieć tysiące pilnych spraw. Młodzi wracali z pracy, a mamy nie było garnki puste, w domu bałagan, wszystko porozrzucane, jak zostawili rano.
Mamo, gdzie byłaś? spytał wieczorem zdziwiony Michał.
Wiesz, Michałku, zadzwonili dziś z Domu Kultury, zaprosili mnie do chóru pieśni ludowej. Wiesz, jaki mam głos Pamiętasz?
Naprawdę? zdziwił się syn.
No jasne! Po prostu zapomniałeś. Spotykają się tam seniorzy tacy jak ja, śpiewamy razem i świetnie spędzamy czas. Jutro pójdę znowu! powiedziała z zapałem Zofia.
A jutro też chór? spytał syn.
Nie, jutro wieczór literacki będziemy czytać Mickiewicza. Przecież wiesz, że Mickiewicza uwielbiam.
Serio? znów się zdziwił Michał.
Oczywiście! Przecież ci mówiłam! Mało mnie słuchasz, synku powiedziała z lekkim wyrzutem Zofia.
Jagoda przysłuchiwała się cicho rozmowie, nie powiedziała ani słowa.
Od ślubu syna Zofia jakby odżyła zaczęła chodzić na wszelkie możliwe kółka seniorów, do starych przyjaciółek dołączały nowe, które często przychodziły wieczorami, zajmowały kuchnię do nocy, piły herbatę z szarlotką, którą przynosiły po drodze, grały w bingo lub spacerowały, a zdarzało się, że oglądała seriale tak zawzięcie, że nie słyszała powrotu młodych.
Domowych obowiązków Zofia zasadniczo nie wykonywała, wszystko zrzucając na Jagodę i Michała. Najpierw znosili to w milczeniu, później synowa zaczęła krzywo patrzeć, potem zaczęli się szeptem żalić, a w końcu Michał głośno wzdychał. Zofia jednak nie zwracała uwagi, prowadziła aktywne życie jak przystało na seniorkę.
Pewnego popołudnia wróciła rozpromieniona, nucąc pod nosem Szła dzieweczka do laseczka. Weszła do kuchni, gdzie młodzi w milczeniu jedli świeżo ugotowaną zupę, i radośnie powiedziała:
Kochane dzieci, możecie mi pogratulować! Poznałam świetnego pana, jutro jedziemy razem do sanatorium! Prawda, że cudownie?
Tak zgodnie odpowiedzieli syn z synową.
A to coś poważnego? niepewnie spytał Michał, obawiając się, czy rodzina jeszcze się powiększy.
Jeszcze nie wiem, może po sanatorium coś się wyjaśni oznajmiła Zofia, nalała sobie zupy i z apetytem zjadła, a nawet poprosiła o dokładkę.
Po powrocie z sanatorium Zofia była rozczarowana. Stwierdziła, że Andrzej to nie jej poziom i się rozstali, ale zaraz dodała, że jeszcze wszystko przed nią. Kółka, spacerki i spotkania towarzyskie trwały w najlepsze.
W końcu, gdy młodzi znów wrócili do nieposprzątanego mieszkania, z pustymi garnkami, Jagoda nie wytrzymała, zatrzasnęła pustą lodówkę i zirytowana zawołała:
Pani Zofio! Czy nie mogłaby pani zająć się też domem? Wszędzie jest bałagan! W lodówce pusto! Czemu wszystko musimy robić my, a pani nie?
A skąd ta wasza irytacja? zdziwiła się Zofia. Gdybyście sami mieszkali, kto by wam sprzątał i gotował?
Ale pani tu jest! argumentowała synowa.
A ja nie jestem tu służącą, by usługiwać od rana do wieczora. Już się nadosługiwałam przez życie! Wystarczy mi tego. Uprzedzałam Michała, że nie będę gosposią, to był mój warunek. Jeśli zapomniał ci powiedzieć, to nie moja wina odparła Zofia.
Myślałem, że żartowałaś Michał był bezradny.
Czyli chcecie żyć wygodnie i jeszcze żebym ja za wami sprzątała i podawała obiady? Nie ma tak! Powiedziałam, że nie będę to nie będę! Jak coś wam nie pasuje, można spokojnie zamieszkać osobno! zakończyła Zofia i poszła do swojego pokoju.
Następnego ranka wyszła do Domu Kultury, nucąc Czerwone jabłuszko, założyła elegancką bluzkę, pomalowała usta czerwoną szminką i ruszyła na próbę chóru pieśni ludowej, gdzie już czekały na nią przyjaciółki.



