7 czerwca
Czasami, kiedy wracam myślami do dawnych lat, słyszę w uszach słowa: Mamo, to my twoje dzieci Mamo Patrzę wtedy na nas przez pryzmat minionych wydarzeń.
Jadwiga i Wiktor przez całe swoje życie doświadczali biedy. Nadzieje na lepszą przyszłość już dawno zgasły. Byli kiedyś młodzi, zakochani, snuli marzenia o jasnych dniach. Wszystko jednak potoczyło się zupełnie inaczej. Wiktor harował ponad siły, a zarabiał grosze. Jakby tego było mało zaszłam w ciążę. Na świat przyszło trzech synów, jeden po drugim. Porzuciłam pracę, bo dom i dzieci wymagali ode mnie pełnej obecności. Pieniędzy ciągle brakowało, a potrzeby rosły wraz z chłopakami buty, ubrania.
Cała wypłata Wiktora przepadała na jedzenie. Resztę pochłaniały rachunki i bieżące potrzeby. Dwanaście lat życia w takich warunkach powoli odbierały nam siły. Z czasem Wiktor zaczął pić. Pieniędzy nie wynosił z domu, ale wracał codziennie pijany. Przestałam po cichu na niego liczyć. Pewnego razu przyszedł do domu z butelką taniej wódki. Nie wytrzymałam, wyrwałam mu ją z ręki i sama dopiłam do końca. Od tej chwili piłam regularnie.
Po alkoholu ogarniał mnie niespodziewany spokój. Problemy wydawały się mniejsze, czasem nawet czułam się szczęśliwa. Z czasem zaczęliśmy pić razem tak łatwiej było znosić codzienność.
Dzieci odeszły w cień. Wieś szeptała i kręciła z dezaprobatą głową Jak wódka może tak odmienić człowieka?. Niedługo potem nasi chłopcy zaczęli żebrać o jedzenie u sąsiadów. Aż w końcu jedna z kobiet powiedziała mi wprost:
Jadwiga, oddaj ich lepiej do domu dziecka, niż miałby zdechnąć tu z głodu. Kiedy przestaniesz pić i zaczniesz o nich myśleć?
Te słowa zapadły mi głęboko w pamięć. Długo brzmiały w myślach. Może byłoby łatwiej bez dzieci ciągle plątających się pod nogami Po pewnym czasie w końcu się poddaliśmy. Oddaliśmy synów do domu dziecka. Chłopcy płakali i czekali na nas ale nikt nie przychodził. Z czasem przestałam nawet o nich myśleć.
Minęły lata. Chłopcy jeden po drugim wyrastali, opuszczali dom dziecka. Gmina przyznała każdemu kawalerkę mieli chociaż gdzie mieszkać. Wszyscy jakoś sobie radzili, trzymali się razem. Rzadko wspominali o nas rodzicach, choć głęboko w środku nadal chcieli poznać odpowiedź: dlaczego?.
Aż pewnego dnia postanowili razem pojechać do rodzinnej wsi, do tego starego domu. W drodze spotkali mnie matkę, powłóczącą nogami, zmartwioną, zmęczoną. Przeszłam obok nich, nie poznając własnych synów.
Mamo, to my, twoje dzieci Mamo
Spojrzałam, początkowo bez wyrazu. Potem ich rozpoznałam.
Zaczęłam nagle płakać i błagać o przebaczenie. Jak można zapomnieć o swoich dzieciach? Chłopcy stali zdezorientowani, gubili słowa. Jednak zdecydowali nieważne co się wydarzyło, zawsze będę ich matką. Przebaczyli mi.



