Mamo, tato, cześć, prosiliście nas, żebyśmy wpadli – co się stało?” – Marysia z mężem Tolą po prostu wdarli się do mieszkania rodziców.

Dzisiaj odwiedziliśmy rodziców. Od razu wiedzieliśmy, że coś jest nie tak.

Mamo, tato, mówiliście, żebyśmy przyjechali, co się stało? Wiola z mężem Darkiem wpadli do mieszkania rodziców.

Sprawa była poważna. Mama chorowała od dłuższego czasu ciężka choroba, drugi stopień zaawansowania… Przeszła chemioterapię, potem naświetlania. Była w remisji, włosy nawet trochę odrosły. Ale spokój okazał się przedwczesny znów czuła się gorzej.

Wiolu, Darku, dobry wieczór, wejdźcie mama blada, drobna, prawie jak dziewczynka.

Usiądźcie. Mamy do was nietypową prośbę, posłuchajcie mamy tata wydawał się zakłopotany.

Wiola i Darek usiedli na kanapie, patrząc na mamę z niepokojem. Helena westchnęła, spojrzała na męża Marka, jakby szukała w nim wsparcia.

Wiolu, Darku, nie dziwcie się, ale mam do was bardzo nietypową prośbę. Chodzi o to… Bardzo was prosimy.

Zaadoptujcie dla nas chłopca. Nam już nie pozwolą ze względu na wiek i inne sprawy.

Zapadła cisza.

Pierwsza otrząsnęła się Wiola:

Mamo, pewnie się zdziwisz, ale my od dawna o tym myśleliśmy, tylko baliśmy się powiedzieć. Chcielibyśmy syna, a mamy już dwie córeczki wasze wnuczki, Zosię i Kasię.

Nie ma gwarancji, że trzecie dziecko byłoby chłopcem. Poza tym, zdrowie już nie to samo. Wiola miała cesarskie cięcie, lekarze odradzali kolejne ciąże. Rozmawialiśmy więc o adopcji może wziąć chłopca z domu dziecka?

A tu nagle ty, mamo, mówisz to samo. Skąd ten pomysł?

Wiolu, nawet nie wiem, od czego zacząć Helena nerwowo pogładziła krótkie włosy. Chodzi o to, że znowu źle się czuję.

Przyszła do mnie koleżanka, ciocia Bogusia z dawnej pracy, pamiętasz? Miała tę znamię nad okiem, prawie je zasłaniało.

Lekarze straszyli, że trzeba je usunąć, bo może się odrodzić. A tu Bogusia przychodzi i nie ma już znamienia! Wygląda świetnie.

Była u babci Wandy na wsi, ta jej zamówiła. I teraz Bogusia namawia mnie jedźmy do babci Wandy! Ludzie z całej Polski do niej jeżdżą, wielu pomogła. Pomyślałam co mam do stracenia? I pojechaliśmy.

Wiola i Darek słuchali z zapartym tchem, ale nie rozumieli, do czego mama zmierza.

I wtedy, dzieci ciągnęła Helena babcia Wanda od razu zadała mi dziwne pytanie: czy mam syna?

Gdy powiedziałam, że mam tylko córkę Wiolę i dwie wnuczki, Zosię i Kasię, babcia Wanda nalegała: a cóż to było z córką?

Zdziwiłam się, bo nikt poza nami nie wiedział, że miałam poronienie w późnym terminie. Miał być syn, pierworodny, przed tobą, Wiolu. Ale nie przeżył.

I co dalej? Wiola patrzyła szeroko otwartymi oczami.

Babcia Wanda powiedziała: zaadoptuj chłopca. To wszystko. A ja rozpłakałam się, jakbym była winna, że nie uratowałam tamtego synka.

I teraz mam dać miłość innemu chłopcu, jakby przywrócić równowagę.

I wiesz co? Zaczęłam to czuć. Naprawdę tego chcę. My z tatą możemy dać dziecku dom, ciepło, miłość. Nie po to, żeby wyzdrowieć. Po prostu chcę uratować choć jedno małe życie. Rozumiecie?

Mamo, rozumiem i całym sercem cię wspieram! Wiola rzuciła się mamie w ramiona.

Wiola i Darek wcześniej rozmawiali już z dyrekcją domu dziecka o adopcji chłopca. Zaproszono ich, by poznali dzieci.

Helena i Marek oczywiście też pojechali. W sali zabaw na dywanie bawiły się maluchy.

Mamo, patrz, ten rudawy chłopiec, podobny do ciebie, jak układa piramidkę. Tak się skupił, że język mu wystaje Wiola wskazała cicho jednego malca.

Helena spojrzała i też jej się spodobał. Ale wtedy z kąta dobiegł cichy szept.

Odwróciła się stał tam starszy chłopiec, smutne oczy, coś mamrotał.

Mów głośniej, nie zrozumiałam poprosiła Helena.

Chłopiec podszedł i powtórzył:

Proszę pani, zabierzcie mnie, obiecuję, nie pożałujecie.

Wiola i Darek szybko załatwili formalności i adoptowali Wiktora. Zosia i Kasia były dumne, że mają brata.

Wiktor szybko się zaaklimatyzował, nazywał Wiolę i Darka rodzicami. Często bywał u babci Heleny i dziadka Marka mieszkali blisko, do szkoły mógł chodzić i stamtąd.

Helena dziwiła się, gdy nazywał ją mamo Hela. Ona patrzyła na niego i zdawało jej się, że to ten sam syn, którego wtedy straciła.

Lekarze nalegali na kolejne leczenie, ale Helena czuła się coraz gorzej.

Wiktor patrzył jej w oczy, głaskał krótkie włosy.

Mamo Hela, dlaczego chorujesz? Chcę, żebyś wyzdrowiała!

Nie wiem, Wiktorku, ale obiecuję, że spróbuję.

Marek porozmawiał z lekarzem konieczna była operacja.

Jakie szanse?

Lekarz nie owijał w bawełnę:

Pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Ale zrobimy, co w naszej mocy.

Zgodzili się.

W dzień operacji wszyscy byli spięci. Wiola bez przerwy dzwoniła do taty. Marek umówił się z lekarzem, że ten zadzwoni po wszystkim.

Nie od razu zauważył, że nie wie, gdzie jest Wiktor. Znalazł go w ich sypialni, na podłodze, z szlafrokiem Heleny w dłoniach.

Chłopiec nie słyszał, że Marek wszedł. Płakał, wtulony w materiał, i powtarzał:

Mamo Hela, nie odchodź, nie chcę cię znowu stracić. Zostań ze mną, proszę!

Telefon zadzwonił, obaj drgnęli.

Dzwonił lekarz. Głos był zmęczony, bez nadziei. Marek poczuł, jak serce zamiera.

Czy to koniec? Czy Helena nie przeżyła?

Marku? Tu doktor Nowak. Operacja była trudna, ale udała się. Twoja żona żyje.

Była o krok od śmierci, ale jakby ktoś jej pomógł. Widać, ma jeszcze po co żyć.

Dziękuję, doktorze! Marek przytulił Wiktora.

Słyszałeś? Mamo Hela żyje!

A potem szepnął:

Słyszałem, jak prosiłeś za nią. Dziękuj

Rate article
Fajna Tajna
Mamo, tato, cześć, prosiliście nas, żebyśmy wpadli – co się stało?” – Marysia z mężem Tolą po prostu wdarli się do mieszkania rodziców.