**Dziennik osobisty**
Mamo, jeśli nie zaakceptujesz mojego wyboru, odejdę. Na zawsze…
Adam wszedł do przedziału podmiejskiego pociągu i rozejrzał się. Wolnych miejsc było mnóstwo – mógł wybrać dowolne. Usiadł przy oknie. Co chwila drzwi wagonu z hukiem odsuwały się, wpuszczając nowych pasażerów.
Naprzeciwko usadowiła się para starszych małżonków. Kobieta zaszeleściła papierową torebką, wyjęła dwie drożdżówki i zaczęli jeść. W przedziale rozniósł się apetyczny zapach świeżego ciasta. Adam dyskretnie odwrócił się w stronę okna.
– Młody człowieku, proszę wziąć – kobieta wyciągnęła w jego stronę drugą bułkę.
– Dziękuję, nie trzeba – uśmiechnął się Adam.
– Proszę, proszę, jeszcze prawie dwie godziny jazdy.
Wziął podaną drożdżówkę i odgryzł spory kawałek. Jakże pyszna była! W głośnikach rozległ się skrzekliwy głos mężczyzny, przerywany szumem: „Odjazd pociągu za… minut… Skład jedzie do stacji… z pominięciem… Powtarzam…”
– Młody człowieku, co on powiedział? Które stacje omija? – zaniepokoiła się kobieta.
Adam wzruszył ramionami. Jechał do końcowej – nie słuchał.
– Mówiłam ci, żeby wziąć zwykły pociąg, ze wszystkimi przystankami. Nigdy mnie nie słuchasz – zaczęła wyrzucać mężowi. – Co teraz zrobimy? Trzeba będzie wysiąść wcześniej i czekać na następny…
Uspokoiła się dopiero, gdy mężczyzna z sąsiedniego rzędu zapewnił, że pociąg zatrzyma się na ich stacji. Kłótnia ucichła, Adam dokończył drożdżówkę i wpatrywał się w okno, w migające za szybą drzewa, w promienie słońca przeciskające się przez młode liście, stacje i miasteczka. W wagonie zrobiło się duszno, po plecach spływały mu krople potu pod grubym materiałem munduru.
Wyobrażał sobie powrót do domu, radość matki, orzeźwiający strumień prysznica… Chciał już być na miejscu, zdjąć znienawidzony mundur, wciągnąć dżinsy, t-shirt i adidasy, zapomnieć o pobudkach i apelach. Wydawało mu się, że prześpi całą dobę na swojej wygodnej kanapie, a rano znajdzie w kuchni pod lnianą ściereczką stos rumianych racuszków, które zostawiła dla niego matka.
„Ciekawe, jak się teraz ma Ola. Rok to nie tak dużo, raczej się nie zmieniła…” Przed oczami stanęła mu drobna dziewczyna z kasztanowymi włosami i zielonymi oczami. Była rok młodsza, mieszkała w sąsiednim bloku i w tym roku kończyła liceum. Wcześniej nawet na nią nie zwracał uwagi. Zwykła dziewczyna, nic specjalnego.
Wieczorem przed jego wyjazdem cała paczka zebrała się na podwórku przy placu zabaw. Krzysiek wytykał Adamowi głupotę – rzucić studia i iść do wojska. Tomek go bronił, mówiąc, że gdyby nie matka, może sam by się zdecydował. Dziewczyny narzekały, że paczka się rozpadnie, ale same śmiały się do telefonów.
A Ola, którą wszyscy uważali za dzieciaka, nagle powiedziała poważnie, że będzie na niego czekać. Wszyscy umilkli, a ona zaczerwieniła się i spanikowała.
– Adam, chyba masz narzeczoną – zaśmiał się Tomek.
– Idźcie sobie – obraziła się Ola i uciekła.
– Śmiej się, śmiej. Wrócę i się ożenię – półżartem, półserio odparł Adam i szturchnął Tomka tak, że ten mało nie spadł z ławki.
Adam nikomu nie powiedział, dlaczego tak zrobił, nawet Tomkowi czy Krzysiowi. Poszedł na studia, jak chciał ojciec. Dotrwał do wiosny, aż nagle ojciec odszedł z domu. Okazało się, że ma inną kobietę, która spodziewała się dziecka. Świat runął, a razem z nim autorytet ojca. Adam rzucił studia i poszedł do wojska. To był jego protest.
Matka oczywiście płakała. Obiecał, że wróci za rok i zdecyduje, co dalej – może wróci na studia, ale zaocznie.
Rok służby minął, Adam wracał do domu. Myśli o zemście na ojcu odeszły. Tęsknił za matką, za swoim pokojem, podwórkiem, przyjaciółmi. Zrobił dobrze – przed nim całe życie.
Na kolejnej stencji wysiedli małżonkowie, a ich miejsce zajęła młoda para. Siedzieli w milczeniu, trzymając się za ręce. Adam znów pomyślał o Oli. Przez cały rok wspominał jej słowa i swoją odpowiedź. To już nie brzmiało jak żart.
Pociąg zatrzymał się na peronie. Adam wyszedł, sprężyście krocząc w stronę przejścia podziemnego. Jako dziecko lubił słuchać, jak kroki odbijają się od ścian – wyglądało to, jakby szła tam cała armia. Nawet się odwracał, by to sprawdzić. A ojciec śmiał się, że to tylko echo.
Wyszedł na dworcowy plac i ruszył pieszo do domu. Chciał odetchnąć znajomym powietrzem, rozprostować nogi. Pod blokiem spotkał sąsiadkę.
– Adam wrócił? Matka się ucieszy…
Nie czekał na windę, biegł po schodach, przeskakując po trzy stopnie. Zadzwonił do drzwi i wytężył słuch. Nagle pomyślał, że matka mogła wyjść – nie powiedział, kiedy dokładnie wraca.
Ale zamek zaskoczył, drzwi się otworzyły, a matka aż podskoczyła z radości. Raz go przytulała, raz odsuwała, by upewnić się, że to naprawdę on. Zrzędziła, że nie uprzedził, ale od razu pobiegła do kuchni. Gdy gotowała, Adam stanął pod prysznicem. Matka położyła na pralce ręcznik i ubranie.
Dżinsy były za ciasne i za krótkie, podobnie t-shirt.
– Wyrosłeś! – zdziwiła się matka, gdy wszedł do kuchni. – Nic nie szkodzi, nakarmię cię, a potem skoczę do sklepu po nowe ciuchy.
– Nie trzeba, jakoś będzie – odparł, siadając do stołu.
– A jak dziewczyny będą cię oglądać? W tym żadna nie spojrzy.
Gdy jadł, matka opowiadała mu nowinki.
– Twój Tomek miał wypadek. Miesiące w szpitalu. Teraz jeździ na wózku. Lekarze mówią, że nie będzie chodzić. Dobrze, że żyje. Wziął samochód ojca po pijaku i się rozbił. Na szczęście nikogo z nim nie było. Poszedłby z tobą do wojska, może nic by się nieNastępnego dnia poszedł do Oli i powiedział, że chce być ojcem jej dziecka, bo w głębi serca zawsze wiedział, że to przeznaczenie.



