Dziennik, 15 czerwca
Mamo, bawiliście się na naszej działce i wracajcie do siebie synowa wyrzuciła teściową ze swojego terenu.
Agata wciąż nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje. Czyżby w końcu mieli własną działkę! Marzyli o tym przez długie dziesięć lat, ale życie ciągle stawiało im kłody pod nogi: raz kredyt, raz dzieci i ich nauka, a potem kolejny kryzys A teraz spojrzeli na swoje konta i postanowili: czas działać teraz albo nigdy.
Jej mąż Wojciech pracował w firmie ubezpieczeniowej, nic nadzwyczajnego, a Agata była masażystką dziecięcą. Zarabiała nieźle, ale do kupna domu za miastem było daleko. Jednak los zrządził, że niemal w tym samym czasie odeszły jej babcia i babcia Wojtka. Każda pozostawiła w spadku po mieszkaniu w prowincjonalnych miasteczkach.
Po długich rozmowach para zdecydowała się sprzedać oba mieszkania, dodać oszczędności i spełnić marzenie kupić działkę.
Oferta znalazła się szybko. Zimą mało kto spieszy się z pozbyciem nieruchomości, wszyscy wolą czekać na sezon letni. Ale Wojtek był nieugięty.
Później się rozmyślimy, znajdziemy milion wymówek i zostaniemy bez działki mruczał.
Agata całkowicie się zgadzała. Wszystko układało się jak najlepiej!
Działka okazała się idealna. Prąd, gaz, media wszystko już podłączone. Pozostało tylko postawić mały domek, choćby na letnie miesiące.
Postanowili, że z nadejściem cieplejszych dni Wojtek weźmie urlop i wraz z przyjacielem Krzysztofem zabierze się za budowę.
Pracowali sprawnie, bez zbędnych przerw. Już po miesiącu młoda rodzina świętowała wprowadzenie.
Prawda, spać było gdzieś trudno na podłodze rozłożono dmuchane materace i przywieziono z miasta ciepłe koce. Ale najważniejsze, że w domu była kuchenka i bieżąca woda. Resztę można dokończyć później.
No cóż, Wojciechu, gratulacje! wzniósł toast Krzysztof.
Mężczyźni wychylili kieliszki, wzięli po kawałku kiełbasy z grilla, obficie posypanej cebulą i polanej keczupem, i zakąsili.
Kto by pomyślał, że wszystko ułoży się tak szybko! zachwycona powiedziała Agata. Przy wigilijnym stole nawet nie marzyłam o własnej działce, a teraz proszę! wskazała na domek.
Choć zapadał zmrok, towarzystwo nie spieszyło się do środka, kontynuując improwizowane grillowanie na świeżym powietrzu.
Halo, synku, jak tam u was? miękkim głosem zapytała Barbara Stanisławówna.
A jeśli była tak miła w rozmowie, to na pewno coś knuła.
Mamo, wszystko wspaniale! uradowany zaczął Wojtek.
Wiem. Wnuki mówiły, że kupiliście działkę?
Tak jest! Nie byle jaką, tylko prawdziwą rezydencję! dumnie oświadczył.
Och, co ty nie powiesz zaśmiała się teściowa, ale głos nagle stał się cichszy. No cóż, gratulacje
Mamo, a jak u ciebie? otrzeźwiał Wojtek.
Ach, jakie tam sprawy w moim wieku Lekarze mówią, że potrzebuję spokoju, zero stresu. Wtedy może organizm się zregeneruje Ale gdzie znaleźć takie miejsce? Sanatoria drogie, mnie nie stać dodała znacząco.
Mamo, przyjedź do nas! z entuzjazmem zaproponował syn.
Ależ synku! Jakby wam tam bez mnie było nudno! A Agatka pewnie będzie przeciw zaczęła odmawiać.
Mamo, przestań. Przyjeżdżasz i koniec!
No dobrze, Wojtku, skoro nalegasz. Upiekę Napoleona, twój ulubiony, mamine ciasto.
Gdy Wojtek powiedział żonie o przyjeździe matki, ta nie była zachwycona.
Czyli mamy działkę, i nagle lekarze zalecili jej wypoczynek na łonie natury? sarkastycznie spytała Agata.
No tak krótko odparł Wojtek.
Wcale nie podejrzane, co?
Nie, ma problemy z ciśnieniem.
Wojtku, nie zrozumiałeś. Ona nie jedzie zdrowie poprawiać, tylko obejrzeć nową działkę!
Daj spokój. Popatrzy, pobędzie tydzień i wróci.
Zapomniałeś, co się stało przy jej ostatniej wizycie?
Wojtek naprawdę zapomniał, ale Agata pamiętała doskonale. Barbara Stanisławówna zrobiła wtedy wszystko, by zniszczyć ich związek: rozpuszczała plotki, próbowała ich poróżnić, sugerowała, że starszy syn nie tej klasy. Nie gardziła też drobnymi podłościami: raz zupa przesolona, raz zamiast cukru pudru wsypała sodę. Agata wtedy nie wytrzymała i odesłała teściową pierwszym pociągiem.
Nie miała wątpliwości, że tym razem Barbara znów urządzi im niezłą zabawę. Ale nie chciała nastawiać Wojtka przeciw matce. Może jednak tym razem się uda?
Och, jak tu u was pięknie! Prawdziwy raj! Powietrze, drzewa, ten uroczy domek chwaliła Barbara Stanisławówna. To chyba Agatka wymyśliła! Taka z niej mądra dziewczyna! Trzymaj się jej, Wojtek, taką żonę to jeszcze znaleźć!
Coś nowego, Barbaro Stanisławno, skąd ta zmiana? zdziwiła się Agata.
Zawsze byłaś moją ulubienicą. Syn oczywiście gapa, ale synowa złota. Były między nami trudności, ale je pokonałyśmy. Kto stare wspomina
Czyli ja jestem gapa? roześmiał się Wojtek.
Tak, ale kochany uśmiechnęła się teściowa. A co u was dziś na kolację?
Kiełbasa z grilla codziennie! uśmiechnęła się Agata. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? Po prostu nie możemy się nacieszyć gotowaniem na świeżym powietrzu.
Zjem z przyjemnością. Ostatni raz jadłam kiełbasę z grilla w Zakopanem. Wojtek jeszcze do szkoły chodził. Wyobrażasz sobie, jak dawno temu?
No to, Wojtku, zajmij się rusztem. A ja tymczasem po mięso do lodówki.
Mogę z tobą? Chcę jeszcze raz spojrzeć na dom.
Oczywiście! skinęła Agata.
Tym razem Barbara Stanisławna wyraźnie się zmieniła. Była wesoła, żartowała i szczególnie ciepło rozmawiała z Agatą. Ta uznała, że czas zmienia ludzi. Może dawne konflikty skłoniły ją do refleksji. I po co miałaby psuć ich relacje z Wojtkiem? Są razem tyle lat, mają dorosłe dzieci, teraz działka. A Agata to dobra synowa: gospodarna, wierna, pracuje i świetnie gotuje.
Gdy Wojtek z matką poszli



