„Mamo, a co jeśli pozwolimy babci odejść i zgubić się? Tak wszystkim będzie lepiej” – z wyzwaniem powiedziała Masha

“Mamo, a może niech babcia sobie pójdzie i się zgubi? Wszystkim będzie lepiej” – wyzywająco powiedziała Zosia.

“Zosiu, zamknij drzwi” – zmęczonym tonem odpowiedziałam, wstając od stołu.

“Mamo, ile można? Przecież do końca życia będziesz mi to przypominać?” – obrażonym głosem odparła piętnastoletnia Zosia.

“Nie do końca życia, tylko dopóki babcia z nami mieszka. Jeśli wyjdzie na ulicę, to się zgubi i…”

“I umrze pod płotem, a my będziemy żyć z poczuciem winy… Mamo, a może i niech?” – rzuciła wyzwaniem Zosia.

“Co niech?” – nie zrozumiałam.

“Niech sobie pójdzie i się zgubi. Sama mówiłaś, że masz już dość jej pielęgnowania.”

“Jak możesz? To moja teściowa, nie rodzona matka, ale dla ciebie to przecież babcia.”

“Babcia?” – Zosia zmrużyła oczy, tak jak robiła zawsze, gdy się wkurzała. – “A gdzie ona była, gdy jej synek nas zostawił? Kiedy odmawiała mi opieki? Nad własną wnuczką? Nie żałowała cię, gdy brałaś każdą pracę, żeby zarobić parę groszy… To ty byłaś winna, że twój mąż odszedł…”

“Natychmiast przestań!” – wrzasnęłam. – “Źle zrobiłam, że ci to wszystko powiedziałam.” – Westchnęłam ciężko. – “Źle cię wychowałam, skoro nie masz litości dla bliźniego, dla rodziny. Boję się. Jak się zestarzeję, to też tak będziesz do mnie mówiła? Co się z tobą stało? Zawsze byłaś taka dobra. Nie mogłaś przejść obok porzuconego kota czy psa, zawsze przynosiłaś je do domu. A babcia to nie pies…” – Pokręciłam głową ze zmęczeniem. – “I tak jest ukarana. Twój ojciec nie tylko nas zostawił, ale i ją.”

“Mamo, idź już do pracy, bo się spóźnisz. Obiecuję, że zamknę drzwi” – Zosia spojrzała na mnie z wyrzutem.

“Dobrze, bo jeszcze sobie nawymyślamy…” – ale nie ruszyłam się z miejsca.

“Mamo, przepraszam, ale aż boli patrzeć, jak wyglądasz. Same kości. Masz ledwie czterdzieści lat, a chodzisz zgarbiona jak staruszka, ledwo nogi ciągniesz. Zawsze zmęczona. Dlaczego tak na mnie patrzysz? Kto ci powie prawdę, jak nie własna córka?” – Zosia nie zauważyła, że znów podniosła głos.

“Dziękuję. Upewnij się, że nie włączy gazu ani nie zostawi wody w wannie.”

“Właśnie! Mówię ci – siedzimy z nią jak przywiązane. Żadnego życia. Mamo, oddajmy ją do domu opieki. Tam będzie pod stałą kontrolą. Ona i tak nic nie rozumie…”

“Znowu to samo?” – przerwałam jej.

“Wszystkim będzie lepiej, przede wszystkim jej” – kontynuowała Zosia, nie zauważając mojego rosnącego gniewu.

“Nie chcę cię więcej słuchać. Nigdzie jej nie oddam. Ile jej jeszcze zostało? Niech zostanie w domu…”

“Ona nas jeszcze przeżyje. Idź do pracy. Nie wyjdę, zamknę drzwi, obiecuję” – powtórzyła ze złością Zosia.

“Przepraszam. Zrzuciłam na ciebie tyle… Wszyscy się bawią, a ty pilnujesz babci.”

Rozmawiałyśmy, nie zwracając uwagi na otwarte drzwi do pokoju babci. Pewnie wszystko słyszała, ale raczej nie zrozumiała, a za chwilę i tak zapomni.

Poszłam do pracy, a Zosia weszła do swojego dawnego pokoju, w którym teraz mieszkała babcia.

“Babciu, chcesz coś?” – zapytała.

Wzrok babci był pusty.

“Chodź, dam ci cukierka” – Zosia pomogła jej wstać i zaprowadziła do kuchni.

“A ty kto?” – babcia wpatrywała się w nią bez wyrazu.

“Pij herbatę” – Zosia westchnęła i położyła przed nią cukierka.

Babcia uwielbiała słodycze. Razem chowałyśmy przed nią cukierki, wydając po jednym do herbaty. Zosia obserwowała, jak babcia niezdarnie rozwinęła kolorowy papierek. Przez przerzedzone siwe włosy prześwitywała blada skóra głowy. Zosia odwróciła wzrok.

Kiedyś babcia farbowała włosy i układała je w wielką fryzurę. Malowała usta jaskrawą szminką, a brwi rysowała w ciemny łuk. Zosia pamiętała jej słodkawy zapach perfum. Mężczyźni zawsze się za nią oглядыwali, dopóki nie straciła rozumu.

Zosia nie potrafiła zrozumieć, co czuje do babci: litość, żal, niechęć? Krótki dzwonek do drzwi oderwał ją od myśli.

“Chyba mama coś zapomniała” – pomyślała, idąc otworzyć.

Ale w drzwiach stał jej przyjaciel, starszy kolega Kuba. Mama nie pochwalała ich znajomości, więc przychodził, gdy jej nie było.

“Cześć. Co tak wcześnie? Mama dopiero co wyszła” – szepnęła Zosia.

“Wiem. Nie zauważyła mnie.”

“Danusiu!” – dobiegł z kuchni głos babci.

“A kto to Danusia?” – spytał Kuba.

“Tak nazywa mamę i uważa ją za córkę. Zaraz zaprowadzę ją do pokoju. Idź do łazienki i siedź cicho. Dziś ma moment przytomności” – Zosia popchnęła go w stronę łazienki.

“Tam nikogo nie ma” – Zosia weszła do kuchni i zobaczyła pusty kubek oraz papierek na stole.

“Chcę herbaty” – powiedziała babcia.

“Ale…” – Zosia zrozumiała bezsens tłumaczeń.

Babcia szybko zapominała, zwłaszcza to, co wydarzyło się przed chwilą. Za to pamiętała odległą przeszłość. Często mieszała fakty, nie poznawała ich. Miała jednak krótkie chwile jasności.

Zosia nie wiedziała, czy babcia udaje, żeby dostać kolejnego cukierka, czy naprawdę zapomniała o herbacie. Kto to rozgryzie? Znowu postawiła przed nią kubek i położyła cukierka.

Babcia długo rozwijGdy Zosia późnym wieczorem w końcu położyła się spać, zrozumiała, że czas z babcią — choć trudny — to także cicha lekcja cierpliwości i miłości, której kiedyś sama może potrzebować.

Rate article
Fajna Tajna
„Mamo, a co jeśli pozwolimy babci odejść i zgubić się? Tak wszystkim będzie lepiej” – z wyzwaniem powiedziała Masha