Mama jest zmęczona
Jagoda darła się na kasjerkę tak, że biednej kobiecie aż drżały ręce.
Ile jeszcze będziesz się tutaj grzebała?! Jak nie potrafisz normalnie pracować, to zostań w domu!
Przepraszam starsza kobieta i tak skanowała zakupy szybko, ale zdołała jeszcze przyspieszyć.
Jagoda mąż delikatnie dotknął jej łokcia wystarczy już, chodźmy.
Żona spojrzała na niego ostro.
Ty się lepiej nie odzywaj! Kto cię pytał?!
Michał spuścił wzrok i zamilkł. Zawsze tak robił.
***
W domu pachniało ostrą zupą kurczakową. Teściowa, Zofia Sławińska, stała przy kuchni, mieszając garnek.
O, przyszliście! Ugotowałam rosołek z makaronem. Siadajcie, coś zjecie.
Ile razy prosiłam, żeby się do mojej kuchni nie wtrącać wysyczała Jagoda. Wy tu już mieszkacie, czy tylko gościcie?
Zofia Sławińska pobladła, opuściła łyżkę.
Chciałam tylko pomóc
Nie trzeba mi niczego! Sama sobie poradzę!
Przez korytarz przebiegła siedmioletnia Krysia.
Mamo, cześć! A Paweł z drugiego piętra powiedział, że jestem cienias! Ja przecież wcale nie jestem cienias, co nie?
Odejdź, nie widzisz, że jestem zajęta?! warknęła Jagoda.
Krysia zatrzymała się jak słup. Spojrzała na babcię. Babcia odwróciła wzrok.
Jagoda trzasnęła drzwiami od pokoju.
***
Tak było zawsze.
Dzień do dnia podobny. Jagoda budziła się zła, zasypiała zła, a pomiędzy tym potrafiła krzyczeć na każdego, kto był pod ręką. Na męża, na teściową, na córkę, na ekspedientki, na koleżanki z pracy, na przypadkowych przechodniów.
Czasem bardzo rzadko przemykała jej przez głowę myśl: Boże, co ja wyprawiam? Ale zaraz znikała w czarnej pustce, z której nie było wyjścia.
Mąż znosił to. Przywykł. Dziesięć lat małżeństwa nauczyło go milczeć i nie rzucać się w oczy.
Pracował na dwa etaty, przynosił złotówki do domu, robił wszystko, co ona kazała. Nocami, gdy Jagoda już spała, wychodził cicho do kuchni, pił czarną herbatę i gapił się godzinami w jeden punkt. Myślał.
Zofia Sławińska przyjechała trzy miesiące temu, żeby pomagać z Krysią, kiedy rodzice są w pracy.
Zgodziła się, ale codziennie czuła na sobie zimny wzrok Jagody.
Krysia… Krysia po prostu żyła. Biegała, bawiła się, zadawała pytania. Za każdym razem, gdy podchodziła do mamy, rozbijała się o mur.
Na początku płakała. Potem przestała. Przechodziła do babci i siadała cichutko obok tam było bezpieczniej.
***
W piątek stało się to, co już nie raz.
Jagoda wróciła z pracy okropnie wściekła: szef nakrzyczał, koleżanka podłożyła świnię, w tramwaju ktoś nadepnął jej na nowe buty.
Zaraz przed jej powrotem Krysia rozlała sok malinowy na świeżutki, beżowy narożnik, kupiony na raty.
Dziewczynka stała z pustą szklanką i patrzyła z przerażeniem na rozlewające się czerwone plamy.
Coś ty narobiła?! ryknęła Jagoda, wchodząc do mieszkania wiesz w ogóle ile ten narożnik kosztował?!
Przepraszam, mamo, to niechcący. Proszę, nie krzycz. Ja się ciebie boję
Boisz się, tak?! Tylko psuć i niszczyć umiesz! Przez ciebie nie mam życia!
Mamo, przepraszam
Marsz do swojego pokoju! Żebym cię nie widziała!
Krysia uciekła. Jagoda jeszcze długo krzyczała w pustce, aż ochrypła.
***
Tej nocy nie mogła zasnąć. Poszła do kuchni, usiadła przy oknie. Za szybą siąpił deszcz.
Wpatrywała się w kapiące krople na szkle. Myślała, że już wszystkiego ma dość. Żeby to się skończyło. Żeby w końcu zapanowała cisza.
Nie zauważyła nawet, jak przysnęła przy stole.
Obudził ją chłód. Około czwartej nad ranem.
W mieszkaniu była cisza. Michał spał, Zofia spała, Krysia spała.
Poszła do łazienki. Wracając, przechodziła obok pokoju Krysi. Drzwi były uchylone. Zajrzała, czy się nie odkryła.
Krysia spała zwinięta w kłębek, obejmując poduszkę. Na stoliku przy łóżku leżał otwarty zeszyt w kratkę, z okładką w czołgi.
Jak już miała odejść, zauważyła na stronie jedno słowo:
Mama.
Jagoda wzięła zeszyt. Usiadła na skraju łóżka. Zaczęła czytać.
To był pamiętnik.
Pierwszy wpis z września.
Dziś znowu mama krzyczała. Tata powiedział, że jest zmęczona. Chciałam ją przytulić, ale mnie odsunęła. To pewnie przez to, że jestem zła.
Jagoda przełknęła ślinę. Przewróciła stronę.
Październik. Babcia ma dziś urodziny. Narysowałam laurkę, śliczną, z kwiatkami. Chciałam dać ją rano. Ale mama znowu krzyczała na tatę, więc jej nie dałam. Schowałam pod poduszkę. Może jutro, gdy mamy nie będzie w domu.
Dalej.
Listopad. Zepsułam samochodzik, który kupił mi tata. Naumyślnie. Myślałam, że jak coś zepsuję swojego, mama nie będzie krzyczała. Ale i tak krzyczała. Powiedziała, że niczego nie potrafię docenić. I że jestem głupia.
Jagodzie zatrzęsły się ręce.
Grudzień. Zaraz święta. Napisałam list do Świętego Mikołaja. Poprosiłam, żeby mama przestała krzyczeć. Szkoda tylko, że takiego prezentu dać się nie da.
Styczeń. W szkole mieliśmy napisać, kim chcemy być jak dorośniemy. Napisałam, że chcę być niewidzialna. Żeby mama mnie nie widziała i nie krzyczała nigdy. Nauczycielka się zdziwiła i zadzwoniła do taty. Tata przyszedł, pogadał ze mną. Powiedział, że mama jest dobra, tylko jej ciężko. Ja pamiętam, jaka kiedyś była. Przytulała mnie. Śmiała się. Już się nie śmieje. Nigdy.
Jagoda nie mogła się poruszyć. Łzy kapały na zeszyt i rozmazywały litery.
Luty. Dziś rozlałam sok na kanapę. Mama długo krzyczała.
Jak krzyczy, czuję, że umieram kawałkami. Najpierw uszy, potem serce, potem dusza. Położyłam się i zamknęłam oczy. Myślałam: ciekawe, jeśli umrę we śnie, czy będzie płakała? Czy powie: przynajmniej o jedno zmartwienie mniej?
Zeszyt wypadł Jagodzie z rąk. Plecy jej się trzęsły, ale nie wydała z siebie dźwięku. Bała się obudzić córkę. Bała się, że ją taka zobaczy. Bała się wszystkiego.
Siedziała tam długo. Może dwadzieścia minut, może godzinę. Potem podniosła zeszyt, położyła na miejsce. Wysunęła się z pokoju.
Wróciła do siebie. Położyła się obok Michała. Wpatrywała się w sufit do rana.
***
Rano Krysia wstała pierwsza.
Otworzyła oczy, przeciągnęła się na łóżku. Zobaczyła uchylone drzwi i przypomniała sobie wczorajszy dzień. Westchnęła.
Wyjrzała na korytarz cisza. Dziwne. Zwykle o tej porze mama już brzęka naczyniami i marudzi, że wszyscy są śpiochami.
Spojrzała do kuchni.
Mama siedziała przy stole. Nie krzyczała, nie hałasowała. Po prostu patrzyła przez okno. Przed nią stał kubek z już zimną herbatą.
Mamo? zapytała Krysia niepewnie.
Obróciła się. Jej twarz była dziwna nie zła, nie zmęczona, jakby inna. Krysia nie wiedziała, jaka.
Dzień dobry powiedziała cicho Jagoda. Chodź, zjemy śniadanie.
Usiadła przy stole. Mama dała jej miskę kaszy i usiadła naprzeciw.
Krysia jadła, po kryjomu łypiąc na mamę. Czekała na zwykłe. Nic się nie działo.
Mamo odezwała się w końcu, co się dzieje?
Nic.
Dlaczego milczysz?
Myślę.
O czym?
Jagoda spojrzała córce w oczy. Potem sięgnęła i pogłaskała ją po włosach. Tak po prostu, bez powodu.
O tobie myślę. O nas.
Krysia zatrzymała łyżkę w powietrzu.
Mamo, nie jesteś chora?
Nie, córeczko. Przeciwnie zdrowieję.
Nic nie rozumiała, ale kiwnęła głową. Najważniejsze, że mama nie krzyczy.
Jedz powiedziała Jagoda. Do szkoły czas.
Krysia dopiła herbatę, ubrała się, podeszła do drzwi.
Mamo, zapytała nieśmiało a wieczorem… znowu nie będziesz krzyczeć?
Jagoda uklękła przy niej.
Posłuchaj, powiedziała stanowczo, nie wiem, czy dam radę od razu. Ale postaram się nie krzyczeć. Bardzo się postaram. Żebyś nigdy już się nie bała. Rozumiesz?
Krysia skinęła głową.
A jeśli się nie uda? spytała szeptem.
Jeśli się nie uda powiedz. Po prostu: Znowu?. I sobie przypomnę.
Co przypomnisz?
Wszystko. pocałowała ją w czoło. Idź.
Krysia wyszła.
Jagoda została w przedpokoju. Usłyszała dźwięk windy. Potem cisza.
Do kuchni przyszedł Michał, rozczochrany, zaspany.
Ty tak wcześnie? zapytał.
Nie mogłam spać.
Patrzył na nią uważnie.
Wszystko w porządku?
Tak odpowiedziała. Chodź na śniadanie.
Poszli do kuchni razem. Michał nalał sobie herbaty
Michał, zapytała nagle Jagoda, za co ty mnie kochasz?
Zakrztusił się.
Co?
Za co mnie kochasz? Ja przecież jestem potworem.
Michał odstawił kubek. Spojrzał jej prosto w oczy.
Nie jesteś potworem powiedział. Po prostu zapomniałaś, jaka jesteś.
To znaczy?
Jesteś różna Michał się lekko uśmiechnął. Pamiętam. Umiesz być ciepła, szalona, opiekuńcza. Taką przytulić, że aż brak tchu Ja to wszystko pamiętam. To ty zapomniałaś
Jagoda milczała.
Wiesz bardzo czekam, aż znów taka będziesz dodał Michał. Ile trzeba, tyle poczekam.
Jagoda ujęła jego dłoń. Ścisnęła lekko.
***
Tego dnia po raz pierwszy nikogo nie skrzyczała.
Krysia wróciła ze szkoły. Porzuciła tornister i od razu przybiegła, żeby ją przytulić.
Mamo, dostałam dziś piątkę!
Brawo Jagoda się uśmiechnęła. Jestem z ciebie dumna!
Krysia zamarła, patrząc z niedowierzaniem.
Naprawdę?
Naprawdę.
Krysia uśmiechnęła się szeroko, jak nie uśmiechała się od dawna.
Wiesz, mamo powiedziała myślałam dziś w szkole, co będzie jak wieczorem mnie przytulisz? I naprawdę przytuliłaś.
Głuptasie Jagoda wciągnęła córkę w objęcia. Teraz będę cię tulić codziennie!
***
Wieczorem zajrzała do jej pokoju. Krysia już spała. Na biurku leżał tamten zeszyt.
Jagoda usiadła i na ostatniej stronie, pod jej słowami, napisała długopisem:
Córeczko, bardzo cię kocham. Przepraszam. Będę się bardzo starać.
MamaZamknęła zeszyt i na chwilę oparła czoło o blat. Słyszała spokojny oddech córki i czuła rozpierającą falę miłości. Wyszła z pokoju bardzo cicho.
Znalazła Michała w salonie. Przysiadła przy nim i po prostu przytuliła się mocno pierwszy raz od… nie pamiętała już, jak dawna.
On objął ją bez słów.
Mijały minuty, może godziny, a ona nie chciała, żeby to się skończyło. Poczuła narastającą, nieznaną ulgę jakby zrzucała z ramion niewidzialny ciężar.
W końcu wyszeptała w ciemność:
Chcę spróbować jeszcze raz. Z wami. Ze sobą.
Usłyszała szelest czyichś małych stóp.
Krysia, z rozczochranymi włosami, stanęła w drzwiach.
Mama? zapytała sennie.
Jagoda wyciągnęła ręce, a dziewczynka rzuciła się w ramiona rodziców.
Przez chwilę trwali wszyscy razem, na jednej kanapie, bez słów, po prostu blisko.
Jagoda zamknęła oczy. Z daleka usłyszała bicie własnego serca jakby nowego, jakby czystego.
I pomyślała: Może nie jest za późno. Może właśnie od tych cichych chwil zaczyna się wszystko, co dobre.
I już wiedziała, że będzie dla kogo wstawać każdego poranka.



