Kilka lat temu przeprowadziliśmy się do nowego osiedla. Przedtem mój syn uczęszczał do szkoły zlokalizowanej na obrzeżach miasta, co było dość niewygodne. Z czasem stało się to coraz bardziej kłopotliwe i uznałam, że lepiej będzie znaleźć placówkę bliżej domu.
Udało nam się wybrać szkołę oddaloną o półtora kilometra od naszego mieszkania w Krakowie. Pracując zdalnie, mogłam sobie pozwolić na to, żeby odwozić dziecko na lekcje i odbierać go po zajęciach. Ta nowa szkoła była wyjątkowo nowoczesna, ciągle organizowano tam ciekawe, interaktywne wydarzenia. Nauczyciele byli mili poznałam ich podczas zebrań rodziców. Szczególnie przypadła mi do gustu Jadwiga, która uczyła języka polskiego i była wychowawczynią klasy mojego syna.
Jak się okazało, Jadwiga mieszkała po sąsiedzku, dosłownie dwie klatki dalej. Po zmianie szkoły spotykaliśmy ją czasem w parku, na targowisku albo w sklepie spożywczym. Pewnego poranka, kiedy właśnie wychodziłam z domu, zobaczyłam, jak idzie prosto w moją stronę. Była to godzina, w której zwykle ruszała do pracy. Nie miałam wyboru zaproponowałam, że podrzucę ją samochodem na miejsce.
Jadwigo, zajmij miejsce, Robert zaraz się zbiera pojedziemy razem do szkoły.
Szybko się zgodziła. Nie było to dla mnie problemem, więc ruszyliśmy razem autem, a po drodze podziękowała mi uprzejmie. Robert był trochę zawstydzony, widząc, jak jego mama wozi nauczycielkę do pracy. Czy to źle, mieć znajomych wśród grona pedagogicznego?
Kilka razy zdarzyło się tak zupełnie przypadkowo, że odwoziłam ją rano do szkoły. Dopiero później zwróciłam uwagę, że robi się z tego swego rodzaju zwyczaj.
Jeszcze ze dwa czy trzy razy podrzuciłam Jadwigę, zupełnie przez przypadek. W kwietniu dostałam od niej wiadomość na telefon.
Dzień dobry. Czy jedziecie dziś do szkoły?
To był SMS od pani wychowawczyni. Napisałam, że tak, jedziemy. Patrzę przez okno już kręci się przy samochodzie. Mój syn nie był przygotowany na taki obrót spraw. Szczerze mówiąc, sama poczułam się trochę skrępowana. Wyszliśmy razem z domu i ruszyliśmy na parking.
Ależ się cieszę, że dziś mogłam jechać z wami! Wzięłam trzy paczki zeszytów, są bardzo ciężkie, trudno to wszystko dźwigać.
Nie mogłam odmówić. Ale zrozumiałam, że trudno tak dalej postępować. Trzeba coś zaradzić, bo nauczycielka stała się odrobinę zuchwała. Postanowiłam podsunąć pomysł:
Jadwigo, może umówimy się, że jutro o tej samej porze, nikt na nikogo nie czeka, a my po prostu możemy cię zabrać samochodem?
Liczyłam, że odmówi z grzeczności.
Och, to fantastycznie! Znaczy, będę spała dwadzieścia minut dłużej każdego dnia! Ustalmy, że będę u was punktualnie o 8:00 rano!
Co za interes… Mój syn spojrzał na mnie z niezadowoleniem, wiedziałam, że nie jest zbyt szczęśliwy. Teraz zastanawiam się, jak wybrnąć z tej sytuacji. Myślę, że wrócę do pracy w sklepie papierniczym. Bo nie mam żadnego innego mocnego powodu, żeby odmówić nauczycielce…



