Dziś mam już dwadzieścia dziewięć lat i czasem zastanawiam się, czy przypadkiem nie jestem jedną z najbardziej naiwnych Polek, jakie znam. Przez długi czas byłam przekonana, że w moim domu wszystko gra że jesteśmy szczęśliwą rodziną, a mój wybór życiowego partnera był trafiony. Dziś wiem, jak bardzo się myliłam… Adam, mój mąż, okazał się dokładnie kimś takim, przed kim zawsze ostrzegano egoistą i zdrajcą. Nadal nie potrafię objąć rozumem, że tak mnie potraktował.
Z Adamem znamy się od dekady, z czego już sześć lat jesteśmy małżeństwem. Zawsze był czuły, troszczył się o mnie, o dzieci syna i córkę. Wraz z moim wsparciem rozwinął własną firmę, która przynosiła nam stabilne dochody. Sama początkowo pracowałam jako pomoc w sklepie odzieżowym, a niedawno odważyłam się otworzyć własny butik internetowy. Gdy Hania jest w przedszkolu, a Staś ucina sobie drzemkę, ja siadam do pracy. Dzięki temu mogę dokładać się do domowego budżetu.
Od zawsze ważyłam mniej więcej pięćdziesiąt cztery kilo. Po drugim porodzie wszystko się zmieniło przybyło mi dwadzieścia kilogramów. Naiwnie wierzyłam, że codzienna opieka nad dwójką dzieci naturalnie pomoże mi wrócić do dawnej figury. Niestety, rzeczywistość okazała się inna. Próbowałam wszystkiego: zdrowe jedzenie, ćwiczenia, więcej wody i zero pieczywa. Mimo wysiłków, waga ani drgnęła, a mnie coraz bardziej gryzło poczucie bezradności i kompleksów.
Po narodzinach Stasia nie byłam już sobą. Przestałam czuć się kobietą atrakcyjną, wartą uwagi. Nawet Adam się zmienił. Przestał mnie całować, przytulać, a rozmowy między nami ograniczały się do najprostszych spraw codziennych. Czułam się tak, jakbyśmy byli dwójką ludzi, którzy dzielą tylko mieszkanie i obowiązki wobec dzieci.
Pamiętam, że gdy byłam w ciąży, byłam pewna siebie, lubiłam siebie. Teraz nawet w lustrze widzę jedynie obcą, zmęczoną kobietę. Nie da się ukryć, że nasze małżeństwo bardzo na tym ucierpiało. Postanowiłam coś zmienić, wrócić do siebie. Chciałam zrobić Adamowi niespodziankę wybrałam się do jego biura z obiadem. Stałam już pod drzwiami, kiedy usłyszałam, jak rozmawia przez telefon:
Kochanie, spokojnie, przyjadę do ciebie po pracy. Żonie powiedziałem, że mam naprawdę dużo na głowie. Ona nawet nie podejrzewa, że ktoś taki jak ty istnieje!.
Nie weszłam do środka. Po cichu odwróciłam się i wróciłam, gryząc się z myślami.
Nie potrafię zrozumieć, jak on mógł. Przecież to przez nasze dzieci przytyłam i poświęcam się każdego dnia tej rodzinie. On sam nie jest już szczupły, a wytyka moje wady. Czy uważa mnie jeszcze za naiwną?
Nie miałam odwagi powiedzieć Adamowi, że wiem o wszystkim. Co mam zrobić? Pozwać o rozwód? Przecież to złamie serca Hani i Stasiowi. Udawać, że nic się nie stało? Nie dam rady tak żyć.
Na razie zdecydowałam, że zadbam o siebie. Zapisałam się na siłownię w naszym osiedlowym klubie. Najpierw pokażę Adamowi, co stracił, a potem… zobaczymy, co przyniesie los.


