Mam dwadzieścia dziewięć lat. Może należę do najbardziej łatwowiernych kobiet na świecie, bo do niedawna wierzyłam, że w mojej rodzinie wszystko jest tak, jak być powinno. Niestety, myliłam się co do własnych osądów Mój mąż okazał się nie tylko niewierny, ale też myślący jedynie o sobie. Do dziś trudno mi uwierzyć, że mógł mi coś takiego zrobić.
Znamy się z Adamem już dziesięć lat, a nasz ślub odbył się sześć lat temu. Adam zawsze uchodził za troskliwego człowieka, dbał o mnie i dzieci, zapewniał nam potrzebne środki do życia. Doczekaliśmy się dwójki dzieci syna Michała i córki Jagody. Pomagałam mężowi przy otwieraniu własnej firmy, która bardzo dobrze prosperowała.
Sama przez długi czas pracowałam jako doradczyni klienta, a od niedawna prowadzę własny sklep internetowy z ubraniami. Gdy Jagoda jest w przedszkolu, a Michał śpi w domu, ja pracuję zdalnie i zarabiam swoje pieniądze.
Przez całe życie ważyłam około pięćdziesięciu czterech kilogramów. Po urodzeniu Michała przybrałam dwadzieścia kilo. Naiwnie wierzyłam, że opieka nad dwójką maluchów naturalnie przywróci mi dawną sylwetkę. Niestety, szybko przekonałam się, że schudnięcie nie jest wcale takie proste. Postanowiłam się za to wziąć: wprowadziłam zdrową dietę, codzienne ćwiczenia, piłam dużo wody, zrezygnowałam z pieczywa i słodyczy. Mimo to kilogramy nie chciały zniknąć, a ja coraz bardziej traciłam pewność siebie.
Po drugim porodzie przestałam się sobie podobać. Straciłam swoją kobiecą energię i poczucie atrakcyjności. Dostrzegałam też zmiany w Adamie przestał okazywać mi czułość. Nie całował mnie już na powitanie, nie przytulał. O innych sprawach nawet nie wspominam. Zapomniałam już, kiedy ostatni raz szczerze ze sobą rozmawialiśmy. Nasze dialogi sprowadzały się głównie do codziennych spraw i obowiązków.
Przed ciążą faktycznie czułam się znacznie lepiej w swojej skórze. Dziś nawet patrząc w lustro, czuję się nieswojo. Mam świadomość, że odbiło się to na naszym małżeństwie. Chciałam jednak coś zmienić. Pewnego dnia postanowiłam zrobić mężowi niespodziankę i zaniosłam mu do pracy obiad. Gdy byłam już przy drzwiach jego gabinetu, usłyszałam rozmowę:
– Kochanie, nie martw się, wpadnę po pracy. Powiedziałem żonie, że mam tyle roboty, że dziś wrócę późno. Ona nawet się nie domyśla, że istniejesz!
Nie miałam odwagi wejść do środka. Odwróciłam się i wyszłam z budynku.
Adam, chyba nie rozumiesz, że zmieniłam się, bo urodziłam nasze dzieci. Nawet ty nie jesteś ideałem, a jednak widzisz tylko moje wady. Sam też nabrałeś kilogramów.
Przyszło mi do głowy, że może on naprawdę uważa mnie za naiwną i niczego nieświadomą?
Nie zdobyłam się na rozmowę z Adamem o tym, co słyszałam. Nie wiem, co zrobić czy od razu myśleć o rozwodzie? A co z naszymi dziećmi? Co one poczują, jeśli zostaną bez ojca? Czy udawać, że nic się nie stało? Nie jestem pewna, czy mam na to siłę.
Na razie zdecydowałam, że muszę przede wszystkim zadbać o siebie, dla siebie. Zapisałam się na fitness, znalazłam czas na dłuższe spacery. Najpierw pokażę Adamowi, kogo stracił, a potem zobaczę, co przyniosą kolejne dni.
W życiu trzeba pamiętać, by nie budować swojej wartości na cudzym uznaniu. Czasem to właśnie najtrudniejsze chwile pozwalają odkryć w sobie siłę i odwagę do nowego początku.


