Słuchaj, wyobraź sobie, niedawno stuknęło mi siedemdziesiąt lat. Moja żona niestety nie dożyła tego dnia i odeszła parę miesięcy wcześniej. W dniu urodzin otoczyli mnie moi trzej synowie, ich żony i wszystkie wnuki. Całe życie marzyłem o córce, nawet teraz proszę chłopaków, żeby postarali się o wnuczkę. Obiecują, że może się uda.
Następnego ranka poszedłem na cmentarz odwiedzić żonę. Tam spotkałem żonę mojego dawnego przyjaciela okazało się, że i on niedawno zmarł. Zaczęliśmy rozmawiać, wspominać młodość. Usiedliśmy w małej kawiarni, ona nagle pyta:
Ty kiedyś spotykałeś się z Hanią, pamiętasz? Dlaczego to się nie ułożyło?
Wiesz, wtedy to były inne czasy. Jej rodzice chcieli, żeby wyszła za Polaka, a ja byłem wtedy jeszcze z Ukrainy.
Masz kontakt ze swoją córką?
Jaką córką?
No jaką córką? Twoja córka ma na imię Bożena. Hania, jak dowiedziała się, że jest w ciąży, rodzice wysłali ją do wsi. Jak się dowiedziała, że się ożeniłeś z kimś innym, nie powiedziała ci nic.
Wracałem wtedy do domu jak na skrzydłach, nie wiedziałem, jak powiedzieć synom, że chcę odnaleźć moją córkę. Bałem się, że mnie będą oceniać, że szukam jej po tylu latach.
Ale dzieci mnie poparły powiedzieli, że zawsze marzyli o siostrze. Zaczęliśmy ją szukać. Okazało się, że Bożena mieszka w Warszawie. Szukanie było łatwiejsze, znaliśmy imię i nazwisko. Byłem wtedy chory, ledwo dawałem sobie radę, ale wierzyłem, że się uda.
Po tygodniu obudziłem się w swoim pokoju, obok siedział mężczyzna.
Dobrze zrobiłeś, udało ci się.
Musiałem, szukam mojej córki. Rodzina czeka na mnie.
Widziałem, że twoja rodzina nie daje się przegonić. Lekarze już narzekają, że codziennie zbiera się pod oknem pół wsi. Zresztą, są teraz tam.
Pomógł mi podejść do okna. Pod nim stali moi synowie, ich żony, wnuki, starsza kobieta z córką, a po podwórku biegała czarnowłosa dziewczynka.
Człowieku, to jest moja wnuczka!!! Mam wnuczkę!!!



