MAŁŻEŃSTWO Z ROZSĄDKU
Panie Sergiuszu, czy mogę z panem chwilę porozmawiać? w progu gabinetu pojawiła się jasnowłosa głowa Jagody. Wiecznie narzekająca i przeraźliwie głośna dziewczyna nagle była podejrzanie uprzejma i spokojna.
Czego znowu chcesz? mężczyzna odwrócił się od komputera i spojrzał na pasierbicę spode łba.
Mam do pana ogromną prośbę Jagoda nie czekała na zaproszenie do środka. Bez pardonu przekroczyła próg, zamknęła za sobą drzwi i usiadła naprzeciw zdezorientowanego Sergiusza.
O podwyżce nawet nie zaczynaj! rzucił surowo Sergiusz, jakby już wiedział, po co przyszła. Nie zasłużyłaś. Z ledwością wypełniasz swoje obowiązki. Zawsze się spóźniasz, odwlekasz wszystko jak się da, psujesz terminy, a przez ciebie inni muszą świecić oczami już niejeden raz napominał ją co do jej nieodpowiedzialności. Wiecznie miała na pieńku ze współpracownikami, a plotki i mikrointrygi to jej chleb powszedni, jeśli ktoś nie przypadł jej do gustu.
Już od kilku miesięcy szef firmy przymierzał się do wyrzucenia tej niepokornej dziewuchy, ale jakoś zawsze stawała mu przed oczami jej mama. Jagoda była córką jego ukochanej nieboszczki żony. Z Barbarą poznał się piętnaście lat temu, długo żyli zgodnie, aż do jej zachorowania na raka. Dwa lata temu Basia odeszła, a Sergiusz no cóż, trochę mu żal było tej roztrzepanej pasierbicy, bo miała coś z jego żony w oczach.
Z podwyżką już dawno się pogodziłam fuknęła niezadowolona Jagoda. Nie o to chciałam prosić.
O co więc? uniósł brew Sergiusz i nachylił się lekko do przodu z nieukrywanym zainteresowaniem.
Panie Sergiuszu zaczęła żałośnie dziewczyna wie pan, jak mi ciężko było po śmierci mamy? Była jedyną osobą na świecie, która mnie wspierała i autentycznie kochała
Wdzięczność skrzeszałaś okrutnym zachowaniem, prawda? zmarszczył czoło mężczyzna. Doskonale pamiętał, jak to było. Basia ją kochała, ale Jagoda zawsze była głośna, uparta, wiecznie foch i Barbara musiała się zamartwiać i stresować. Po co mi to opowiadasz? Chcesz wycisnąć łzy czy co? Przechodź do rzeczy, bo mam robotę po uszy!
Panie Sergiuszu kręciła się niespokojnie na krześle, najwyraźniej nie mogąc się przemóc nie mógłby mi pan pomóc materialnie? Chciałabym spróbować sił we własnym biznesie, ale najpierw potrzebuję pieniędzy na kursy.
Nie ma mowy wypalił bez namysłu Sergiusz. Z twoim podejściem do pracy żaden biznesu nie zrobisz, nawet magisterki nie dociągniesz do końca. Mówiłem ci już dziesięć razy: Jagoda, dorośnij, w końcu dorośnij! A ty, jak byłaś rozwydrzona, tak zostałaś.
Obiecuję, jeśli mi pan pomoże ze startem, to się ogarnę. Przysięgam! Mam już dość tego zawieszenia w próżni. Chcę normalnie żyć. Pracować, budować karierę, wyjść za mąż, mieć dzieci
Hmm Sergiusz powąchał powietrze jakby tropił haczyk ktoś ci się pojawił? Masz jakiegoś adoratora?
Skąd, gdybym miała faceta, to tutaj bym siedziała? Z partnerem łatwiej się jakoś na nogi postawić.
No fakt Ale i partnerzy bywają różni popukał palcami w blat, wyraźnie zamyślony. Wyglądał jakby miał coś jeszcze na sumieniu, ale nie bardzo wiedział jak to ubrać w słowa. Wiesz co? Mam dla ciebie pewną propozycję, dzięki której mogłabyś sobie nieźle poradzić.
Propozycję? Jagoda spojrzała zaskoczona, kompletnie nie łapiąc aluzji.
Dam ci pieniądze, ale pod jednym warunkiem uśmiechnął się tajemniczo Sergiusz, odchylając się wygodnie w fotelu.
Pod jakim warunkiem? aż się spięła w oczekiwaniu na katastrofę.
Wyjdź za mnie za mąż, a wtedy dostaniesz wszystko, czego dusza zapragnie powiedziawszy to, złożył dłonie na biurku niczym prezes składający ofertę życia.
Za pana?! najpierw zamarła, potem szeroko się wyszczerzyła i zaczęła się śmiać. No, panie Sergiuszu, niezły żart. Tak się z własną pasierbicą nie żartuje.
A czy ja wyglądam, jakbym żartował? zmroził ją wzrokiem. Wystarczyło jedno spojrzenie i wiadomo było, że rozmawia serio. Owszem, różnica wieku spora, ale oboje jesteśmy dorośli i możemy być szczęśliwi. Tak po polsku przez rozsądek!
Szczęśliwi?! Przecież pan mógłby mi ojcem być! Po co ja panu do szczęścia? aż ją zatkało. Sergiusz miał czterdzieści pięć lat, był zadbany, owszem, ale kobiety wokół niego zaplatały się już od lat, więc czemu akurat ona?
Wiesz dobrze, że planuję rozszerzyć firmę i podpisać kontrakt z jedną dużą spółką dosłownie odczytał jej pytanie z twarzy. Wymagają jednak, bym miał żonę. Takie ich zasady. Uważają, że żonaty to poważny człowiek. Więcej zaufania.
To czemu nie poślubi pan kogoś innego?
Po pierwsze znam cię od lat, wiesz, że twoją mamę kochałem jak durny. Po drugie wiem, że nie będziesz się chwalić wszem wobec, że nasz ślub to tylko teatrzyk. Po trzecie jesteś w potrzebie, nie będziesz wybrzydzać z pieniędzmi. Po ślubie dostaniesz mieszkanie, startowy kapitał i opłacę kursy wyłożył jej wszystko łopatologicznie, jakby na rozmowie kwalifikacyjnej byli.
Czyli zupełnie fikcyjny ślub? Zero uczuć? Jagoda natychmiast spuściła z tonu.
Tylko papier, żadnych czułości. Więc? Decyduj się przyciął wyraźnie już lekko podenerwowany.
Daj mi pomyśleć.
To myśl wskazał jej drzwi głową.
Gdy Jagoda za nią wyszła, Sergiusz przez moment sam nie wierzył, że to powiedział. Wiedział, jaki z niej charakterek: zgodzi się bez mrugnięcia okiem, a potem tuż przed ślubem wywinie numer. Ale mleko się rozlało wracać już nie ma jak.
Jagoda nigdy nie postrzegała swojego ojczyma jako mężczyzny. Ale ojcem też by go nie nazwała nawet nie adoptował jej oficjalnie. Trzymali się zawsze trochę z boku, rozmawiali rzadko, raczej z przymusu.
Po tej rozmowie coś się jednak w jej głowie przestawiło. Zaczęła w nim dostrzegać atrakcyjnego, charyzmatycznego faceta. No i te pieniądze nie ukrywajmy, miały swój ciężar.
W końcu się zgodziła. Ustalili, że najważniejsza będzie pieczątka żyć mieli osobno.
Po ślubie Sergiusz natychmiast dotrzymał słowa: kupił jej wygodne mieszkanie nad Wisłą w Warszawie, dał oszczędności (bagatela, jakieś trzysta tysięcy złotych), opłacił kursy, rozwiązał wszystkie problemy finansowe.
Jagoda odwdzięczyła się swoją grą wspierała męża podczas spotkań biznesowych, grała przykładną żonę i uśmiechała się szeroko.
O imprezowym życiu zapomniała jak ręką odjął. Wyhamowała, nabrała dystansu. Na nowo spojrzała na Sergiusza mądry, troskliwy, szczodry człowiek. Z każdym kolejnym służbowym wyjazdem coraz mniej miała ochotę się z nim rozstawać. W końcu chyba zrozumiała, co w nim widziała jej mama.
Przez rok ani przez chwilę nie żałowała swojej decyzji.
Po roku, kiedy biznesmen już miał podpisany kontrakt i legendę przykładnego Polaka wypracowaną, zgodnie uznali, że pora się rozwieść. Jednak wtedy coś się zmieniło.
Dzięki, Jagoda. Myślę, że poradzisz sobie już sama powiedział Sergiusz. Jak obiecałem, wolność.
Naprawdę chcesz rozwodu? spytała cicho, stojąc z nim przed Urzędem Stanu Cywilnego.
A ty chcesz? spojrzał na nią, widząc w jej oczach szczerość, na którą nie był gotowy.
Ja nie chcę.
I ja nie chcę uśmiechnął się, nagle poważniejąc. Ale jeśli mamy pozostać małżeństwem, to już na serio.
Zgoda.
Do urzędu już nie weszli. Przed samymi drzwiami postanowili jednak małżeństwo, jednak naprawdę.



