Majątek synowej
Zofia spojrzała na zdjęcie w ładnej ramce i westchnęła. Minęły dwa lata od śmierci męża. Bezsensowny wypadek, śnieg spadający z dachu, uderzenie… i Michał odszedł.
Byli razem zaledwie dwa lata i nie zdążyli mieć dzieci. Po ukochanym mężu zostały tylko wspomnienia, fotografie i jego matka, Elżbieta.
Przyjeżdżała do Zofii, płakała, lamentowała, a nawet oskarżała ją, że synowa nie urodziła wnuka.
— Gdybyś była prawdziwą kobietą, mielibyśmy dziecko… — wyrażała swoje żale. Zofia jedynie wzruszała ramionami. Trudno jej było pogodzić się ze stratą, ale nie czuła się winna. Zanim zdecydowali się na dzieci, chcieli zająć się sprawą mieszkania, przygotowywali się do przeprowadzki. Lecz Michał nie dożył tego momentu.
Po śmierci męża Zofia rzuciła się w wir pracy, by czymś się zająć i odwrócić uwagę od bólu. Pracowała intensywnie, brała dodatkowe zlecenia i już po roku, na swoje trzydzieste urodziny, przeprowadziła się z wynajmowanego mieszkania do własnego. Małego, ale swojego.
Ojciec trochę pomógł, był dumny z córki i wspierał ją w każdej sytuacji. Jednak po roku i on odszedł. Serce nie wytrzymało.
Zofia straciła jedyną bliską osobę. Została sama, a jedynie Elżbieta nie przestawała próbować okazywać „kondolencji” i współczucia.
Przyjechała do Zofii po pogrzebie i od razu oznajmiła:
— Spisz testament, Zofio, zanim będzie za późno — powiedziała teściowa.
Zofia prawie nie upuściła filiżanki.
— Tak, mówię poważnie. Nikt nie jest ubezpieczony od „odejścia”. Dziś jesteś zdrowa, a jutro, kto wie, co życie przyniesie.
— Na co pani insynuuje?
— Masz już trzydzieści lat, bez rodziny. Pora pomyśleć o innych.
— Niech się pani nie martwi, Elżbieto. Nie jestem ministrem, na skromny pogrzeb wystarczy moich oszczędności — mimo że czuła rosnącą irytację, obróciła wszystko w głupi żart, uznając, że teściowa z powodu stresu po kolejnych pogrzebach oszalała.
— Żartujesz, a nie powinnaś. Ja na twoim miejscu przepisałabym mieszkanie na siostrzeńców.
— Naprawdę? Proponuje pani, bym przepisała cały mój majątek na pani wnuki? — uniosła brew Zofia. Elżbieta miała młodszego syna, Piotra, z którym Zofia nie utrzymywała kontaktu. Michał, mąż Zofii, za życia także się z nim nie kontaktował, byli zupełnie różni. Piotr wcześnie się ożenił, miał córki, a potem się rozwiódł. Ożenił się ponownie, tym razem z synem… i znów się rozwiódł. I pół roku temu Piotr znalazł sobie nową żonę.
— Przepisać może nie od razu, ale sporządź testament. Inaczej cały majątek trafi do państwa!
— Elżbieto… chyba powinna pani wracać do domu. Chyba się pani zmęczyła.
— U mnie w domu Piotr z Anią, poprosili, by pomieszkać w moim mieszkaniu — przyznała teściowa. — Nie chcę młodym przeszkadzać, zrozum mnie.
— No to nie przeszkadzaj. Ale co ja mam z tym wspólnego? — nie zrozumiała Zofia.
— Liczyłam na ciebie. Skoro mieszkanie twego ojca teraz stoi puste, mogę tam zamieszkać, dopóki Piotr nie załatwi swoich spraw. Planują wziąć kredyt hipoteczny, jak tylko znajdzie pracę. Już nawet spakowałam rzeczy, od ciebie tylko klucze potrzebuję. Nie martw się, zajmę tylko jeden pokój. Drugi można wynajmować, a wtedy, a propos, znalazłam już chętnych. Rita z synkiem szukają mieszkania…
— Rita to była żona Piotra?
— Tak, pamiętasz ją? Dobra dziewczyna. Świetnie się dogadujemy… niech pomieszka. I tak zajmuję się wnukiem, więc nie będę musiała dojeżdżać, to oszczędność.
— A ile pani jest gotowa zapłacić za wynajem?
— Ja?! — zbulwersowała się teściowa. — Jestem dla ciebie jak matka! A ty chcesz ode mnie pieniędzy? Nie pomyślałabym, że Michał poślubił taką…
— Przepraszam, Elżbieto, ale ani za darmo, ani za pieniądze nie pozwolę pani zamieszkać. A testament, jeśli już, sporządzę na swoje dziecko, które na pewno się pojawi. Całe życie przede mną.
— A to ci! W wieku trzydziestu lat za późno na dzieci! A z kim? Jesteś sama! Co za wymysł… marzycielka. Uważaj, bo chciwość cię zgubi! Zostaniesz z niczym. Jeszcze sobie przypomnisz moje słowa i zapłaczesz! — teściowa skurczyła się jak wiedźma. Zofii zachciało się wyrzucić ją za drzwi i nigdy więcej nie wpuszczać. Nagle pomyślała, że wszystkie jej kłopoty są efektem zazdrości Elżbiety, która zawsze jej nie lubiła i powtarzała Michałowi, że nie zaznają szczęścia.
— Proszę iść, Elżbieto. Sama sobie poradzę. Mam już trzydzieści lat i na karku głowę. A jeśli coś się stanie, to niech lepiej państwo wszystko przejmie, niż państwo.
Teściowa coś pomruczała i wyszła, trzaskając drzwiami. Następnego dnia zadzwonił Piotr i zaczął krzyczeć, oskarżając Zofię, że jego matka źle się poczuła po wizycie u niej.
Zofia zrozumiała, że jeśli chce żyć spokojnie, musi uwolnić się od teściowej i jej rodziny. Wystawiła swoje mieszkanie na sprzedaż. Klienci szybko się znaleźli. Następnie Zofia uporządkowała sprawy spadkowe i sprzedała mieszkanie ojca. Za te pieniądze kupiła większe mieszkanie i przeniosła się do nowego życia bez starych „krewnych”. Nikt z nich nie znał jej nowego adresu i nie przeszkadzał jej w tworzeniu planów na przyszłość.
Jak myślicie, czy Zofia postąpiła słusznie? Czy powinna była pozwolić teściowej zamieszkać w mieszkaniu ojca?



