Majątek synowej

Przemysław przyjrzała się zdjęciu w eleganckiej ramce i westchnęła. Minęły już dwa lata od śmierci męża. Niefortunny wypadek, śnieg spadający z dachu, uderzenie… i nie ma już Michała.

Ich małżeństwo trwało zaledwie dwa lata, a na założenie rodziny nie starczyło czasu. Z ukochanego męża pozostały tylko wspomnienia, fotografie oraz jego matka, Zofia.

Odwiedzała Przemysławę, płakała, lamentowała, a nawet obwiniała ją o to, że nie dała im wnuka.

— Gdybyś była prawdziwą kobietą, mielibyśmy dziecko… — wyrzucała z siebie. Przemysława tylko wzruszała ramionami. Strata była dla niej trudna do przetrwania, ale nie czuła się winna. Zanim zdecydowali się na dzieci, wraz z mężem chcieli rozwiązać kwestię mieszkania i przygotowywali się do przeprowadzki. Niestety Michał nie dożył tego momentu.

Po jego śmierci Przemysława rzuciła się w wir pracy, aby jakoś zająć czas i oderwać się od bólu. Ciężko pracowała, brała nadgodziny i już po roku, na swoje trzydzieste urodziny, przeniosła się z wynajmowanego mieszkania do własnego. Małego, ale swojego.

Ojciec trochę pomógł, był dumny z córki i wspierał ją we wszystkim. Ale po roku i jego zabrakło. Serce nie wytrzymało.

Przemysława straciła jedynego bliskiego człowieka. Została sama, a jedynie Zofia nie ustawała w próbach wyrażenia „współczucia” i zrozumienia dla jej żalu.

Zofia przyszła do Przemysławy po pogrzebie i od razu oznajmiła:

— Napisz testament, póki czas, Przemek — powiedziała teściowa.

Przemysława prawie upuściła filiżankę.

— Tak, tak. Mówię poważnie. Nikt nie jest zabezpieczony przed „odejściem”. Dziś jesteś zdrowa, a jutro, kto wie, jak się losy potoczą.

— O co pani chodzi?

— Masz już trzydzieści, nie masz rodziny. Czas pomyśleć o innych.

— Proszę się nie martwić, Zofia. Nie jestem ministrem, na skromny pogrzeb wystarczą moje oszczędności — mimo że czuła narastające rozdrażnienie, próbowała obrócić wszystko w żart, myśląc, że teściowej po kolejnych pogrzebach poprzestawiało się w głowie.

— Żartujesz, a szkoda. Na twoim miejscu zapisałabym mieszkanie na siostrzeńców.

— Tak? Proponuje pani przepisać całe moje mienie na wnuki? — uniosła brwi Przemysława. Zofia miała młodszego syna, Krzysztofa, z którym Przemysława nie utrzymywała kontaktu. Michał, jej mąż, za życia również nie rozmawiał z bratem, byli zupełnie różni. Krzysztof wcześnie się ożenił, miał córki i rozwiódł się. Ożenił się drugi raz, znów miał dziecko, tym razem syna… i znów się rozwiódł. I pół roku temu znalazł sobie nową żonę.

— Nie trzeba jeszcze przepisywać, ale sporządź testament. Inaczej wszystko przejmie państwo!

— Zofia, chyba pora do domu. Może pani jest zmęczona.

— W domu mam Krzyśka z Luizą, poprosili, żeby zamieszkać w moim mieszkaniu — przyznała teściowa. — Nie chcę młodym przeszkadzać, musisz mnie zrozumieć.

— No nie przeszkadzajcie sobie. Ale jaki to ma związek ze mną? — nie rozumiała Przemysława.

— Liczyłam na ciebie. Skoro mieszkanie twojego ojca jest puste, pomieszkam tam, dopóki Krzysiek nie załatwi swoich spraw. Planują wziąć kredyt hipoteczny, jak tylko zacznie pracę. Rzeczy już spakowałam, od ciebie potrzebuję tylko kluczy do mieszkania. Nie martw się, zajmę jedynie jeden pokój. Drugi można wynająć. Notabene, już znalazłam chętną. Rita z synkiem szuka mieszkania…

— Rita to druga żona Krzyśka?

— Tak, pamiętasz ją? To dobra dziewczyna. Świetnie się dogadujemy… niech pomieszka. I tak zajmuję się wnukiem, więc nie będę musiała dojeżdżać, oszczędność.

— Ile jesteście gotowi płacić za wynajem?

— Ja?! — oburzyła się teściowa. — Jestem ci jak rodzona matka! A ty chcesz ode mnie pieniędzy? Nie sądziłam, że Michał poślubił taką…

— Zofia, przepraszam, ale ani za darmo, ani na wynajem nie dam wam mieszkania. A jeśli sporządzę testament, to jedynie na moje dziecko, które na pewno się urodzi. Mam całe życie przed sobą.

— Widzisz, jakaś ty? W wieku trzydziestu lat już za późno na poród! I z kim? Jesteś sama! Fantazje. Zobaczysz, zachłanność cię zniszczy! Zostaniesz z niczym. Jeszcze przypomnisz sobie moje słowa, będziesz żałować! — teściowa skrzywiła się i stała się podobna do wiedźmy. Przemysława miała ochotę wyrzucić ją za drzwi i już nigdy więcej nie wpuszczać. Pomyślała nagle, że wszystkie jej nieszczęścia są przez zazdrość Zofii, że ta nigdy jej nie lubiła i mówiła Michałowi, że szczęśliwi nie będą.

— Proszę wyjść, Zofia. Sama sobie poradzę. Mam już trzydzieści lat, a głowa na karku jest. A jeśli cokolwiek, to niech lepiej wszystko przypadnie państwu niż wam.

Teściowa coś pomamrotała i wyszła, trzaskając drzwiami. Następnego dnia zadzwonił do Przemysławy Krzysztof, krzyczał na nią i oskarżał, że po wizycie u niej matka źle się poczuła.

Przemysława zrozumiała, że jeśli chce żyć spokojnie, musi pozbyć się teściowej i jej rodziny. Wystawiła swoje mieszkanie na sprzedaż. Chętni znaleźli się szybko. Po tym Przemysława uporządkowała dokumenty spadkowe i sprzedała mieszkanie po ojcu. Za te pieniądze kupiła większe lokum i przeprowadzila się, zaczynając nową przyszłość bez „krewnych”. Nikt z nich nie znał jej nowego adresu i nie przeszkadzał w realizacji planów na przyszłość.

Rate article
Fajna Tajna
Majątek synowej