Zosia, już trochę starsza, podlewa kwiatki w oknie swojego warszawskiego mieszkania. Nagle w progu wpada jej córka trzydziestopięcioletnia Kasia, wciąż zmartwiona.
Mamusiu, jesteś sama? pyta, wchodząc gwałtownie.
A może najpierw przywitajmy się? odpowiada Zofia, nie odrywając ręki od doniczki. Cześć, kochana, jak się czujesz? Czy już tęsknisz za tatą?
Czuję się, jak pisze mój dowód osobisty po prostu żyję. A tata? Czy przyda się nam trochę wsparcia? Bo on poszedł… wzdycha. Poszedł do kościoła, żeby pogodzić się z Bogiem.
Do kościoła? Kasia uniosła brew. Nie po to, żeby gadać z jakąś kobietą o Bogu. Zosia roześmiała się. Co cię tak przygnębiło, że już nie dziękujesz Bogu?
Mamo, nie wytrzymam już tego wykrzyknęła. Mam się rozwieść z Jarkiem!
Jarek, nasz zięć, nie jest najgorszy na świecie! Myślisz, że przy tobie będzie kolejka? Aha, zaraz zobaczymy! Zosia machnęła ręką. Nie bądź taki ambitny, królułbyś w Światowej Górze!
Dlaczego go tak kochasz? Myślisz, że on cię kocha? dopytała córka.
A co mi szkodzi, że nie kocha mnie tak, jak powinien? Wiem, jaka jestem córka, a taka żona i złota teściowa potrafią wkurzyć każdego. Zosia podniosła brew, pokazując język. No to przestań rozrywać mi serce i powiedz wreszcie, co tam masz!
Kasia wzięła oddech, spojrzała na matkę i powiedziała:
Posłuchaj, idziemy dziś na urodziny i chcę dać pięćdziesiąt złotych, a Jarek mówi Ojej!
A co w tym złego? Nie musisz wszystkich oślepiać, że jesteście bogaci. Weź po sześć kryształowych kieliszków i idź. Zosia zamyśliła się. Kto ich teraz potrzebuje? Wszyscy już mają!
Nie jestem sędzią, ale pracuję w kulturze. Nie pamiętam, ile lat sprzedaję bilety do cyrku, ale zawsze sprzedaje się jak świeże bułki. Jeśli nie chcą kieliszków, to je komuś innemu podarują rzekła, uśmiechając się.
Wtem do pokoju weszło mężczyzna, około czterdziestu lat, z szerokim uśmiechem.
Dlaczego drzwi otwarte? Dzień dobry, mamo! zagaił.
O, Janek! Cieszę się, że przyszedłeś. Czy coś zjemy? Mam wspaniałą rybę, paluszki już czekają. Gdybyś nie przyszedł, posłałabym tatę, żeby ci przyniósł! Zosia podniosła brwi.
A co ze mną? Kasia spojrzała na matkę z pretensją. Nie zaproponowałaś mi nic!
Kochanie, przepraszam, po prostu tak się ucieszyłam, że Jarek wpadł. Mówię wszystkim sąsiadom, że mam złotego zięcia! Lepiej niż mieć syna! Zosia machnęła ręką w stronę Janka. Chcę, żebyś wiedział, że stoję po twojej stronie. Żona zrobiła mi małe zamieszanie w głowie, ale mówię: masz rację! Czy chcesz zjeść w kuchni, czy przyniosę ci coś tutaj?
Dzięki, mamo, właśnie jedliśmy śniadanie, nie jestem głodny, ale dziękuję za wsparcie. Moja żona nie ma nic do udowodnienia, stoi przy swoim, choćby miała zapaść. Janek skinął głową.
Janek, twoja żona nie jest taka zła. Opowiadała mi o tobie same pochlebstwa, a ja ją słuchałam z przyjemnością. Kocham cię jak własnego syna! dodała, a Kasia, popijając wodę, zachłyśniała się przy tych słowach.
Jarek podszedł i objął żonę.
No tak? Nie myślałem, że narzekasz… mruknął.
Nie, ona po prostu chciała się doradzić. Powiem ci tajemnicę: Daria chce ci coś przygotować, ale nie powie, co dokładnie. Rozmawialiśmy, jak dwie gospodynie! A przy prezencie przypadkiem wspomniała, że jeszcze nie podjęliście decyzji, więc powiedziałam, że masz rację.
Cały monolog matki Kasia słuchała szeroko otwartymi oczami, po czym uśmiechnęła się:
Mamusiu, dziękuję, zapamiętałam wszystko, co mi powiedziałaś. Jak coś zapomnę, zadzwonię. Musimy już iść.
Nie pójdziecie, dopóki nie wzięłam dla Jarka tej ryby, nie wypuszczę was!
Tylko dla Jarka? Znowu o mnie zapomniałaś?
Och, głupia głowa moja, wiesz przecież, że on zawsze jest na pierwszym miejscu, a potem ty westchnęła, uśmiechając się z lekkim żalem.
Zięć stał z zadowolonym uśmiechem. Jego teściowa przyniosła rybę owiniętą w pasiasty ręcznik, wsadziła ją do wodoodpornej torby i podała mu.
Jedz, niech ci smak będzie zdrowy, a ja już się nie będę obrażała! powiedziała.
Dziękuję, mamo, jesteś prawdziwą przyjaciółką. Co za szczęście mieć taką teściową! złapał żonę pod pachę i ruszył w stronę drzwi. Daria, chodźmy!
Idę, zaraz cię dogonię i pożegnam się z mamą.
Mężczyzna wyszedł, a Kasia podeszła do mamy i szeptem:
Mamusiu, jesteś wielką aktorką! Wielki Teatr by się przed tobą kłaniał! A jak zostawiłaś tatę bez grosza?
Wiesz, kochanie, nie chcę, żebyś płakała potem do własnych oczu, więc z tatą zjemy rybę następnym razem. Pamiętaj: żeby w domu było spoko, trzeba trochę grać w aktorkę!



