Starsza kobieta podlewa kwiaty na parapecie, w pokoju wpada jej córka, Dorota, trzydziesto pięcioletnia dziewczyna.
Mamo, jesteś sama?
A co powiesz na to, żeby przywitać się, zapytać mamusię, jak się dziś czuje?
O, witam, mamo, jak się czujesz? Jestem taka zmartwiona, a taty nie ma?
Czuję się, jak pisze akt, wiesz, że dla mnie dokument to prawo. A tata potrzebny do ustawienia? Taty nie ma, poszedł po niebo wierzyć w Boga.
Gdzie poszedł?
Spróbuj wymyślić, gdzie tata chodzi w soboty.
A do kościoła?
Mam nadzieję, że do kościoła, a nie do jakiejś kobiety rozmawiać o Bogu (śmieje się). No i co cię tak napędza, że znów nie dziękujesz Bogu?
O mamo, nie mogę dłużej, rozwodzę się z Jarkiem!
A twój Jarek, mówiąc szczerze, nie jest najgorszym mężem na świecie! Myślisz, że przy tobie będzie kolej? Już! Nie biorą nic za darmo!
No i co z tym królowa szantażu!
Dlaczego tak go kochasz? Myślisz, że cię kocha?
Czyżby kwaśny był mój barszcz, że nie kocha? Po prostu znam swoją córkę: za taką żonę i złotą teściową możesz się nienawidzić! Doprowadzisz każdego do szaleństwa!
Mamusiu, a jak mówi się: jabłko nie pada daleko od jabłoni (złośliwie się uśmiecha).
A też: w rodzinie nie ma nic za darmo (wywija język i mruga). Wystarczy już rozrywać mi serce, powiedz wreszcie!
Mamo, posądź sama: idziemy dziś na urodziny, chcę dać pięćdziesiąt złotych, a on mówi: Ojej!
Czy on ma rację? Po co rozświetlać ludziom oczy, że jesteście bogaci! Weź sześć kryształowych kieliszków i idź.
To już rozważna odpowiedź! Kto teraz potrzebuje twoich kieliszków? Wszyscy i tak już je mają!
Nie jestem sędzią, a chcesz wiedzieć, że jestem pracownikiem kultury! Nie pamiętam, ile lat sprzedaję bilety do cyrku! I robię to bardzo udanie! A nie potrzebują kieliszków, to innym je podarują, a roboty będą pod dostatkiem!
Dorota patrzy na mamę ze złością. Wchodzi chłopak, czterdziestoletni.
Po co otwarte drzwi? Dzień dobry, mamo!
O, kto to? Jarku, cieszę się, że przyjdziesz zjeść? Mam taką cudowną rybę, paluszki połykać będzie, specjalnie dla ciebie przygotowałam. Gdybyś nie przyszedł, posłałabym tatę, żeby ci ją przyniósł!
A mnie? Dorota patrzy na mamę z urazą nie zaproponowałaś mi nic!
Kochana, przepraszam, i to dla ciebie, po prostu tak się ucieszyłam, że zobaczyłam Jarka! Sąsiadom opowiadam, jaki mam złoty zię! Lepiej niż ktoś ma syna! Słuchaj, Jarku, chodź tutaj: chcę, żebyś wiedział, że stoję po twojej stronie. Twoja żona zrobić mi szaloną głowę, a ja mówię, że masz rację! Czy zjesz w kuchni, czy przyniosę ci tu?
Dziękuję, mamo, dopiero co jedliśmy śniadanie, nie jestem głodny, i dzięki za wsparcie, bo żonie nic nie udowodnisz, trzymaj się swojego zdania i niech cię los nie potrze!
Wiesz, Jarku, a ona nie jest taka zła żona, opowiadała mi o tobie, chwaliła, i było mi miło słuchać, jaki jesteś dobry, kocham cię jak własnego syna, wiesz!
Dorota pije wodę i przełyka się przy tych słowach. Jarek podchodzi i obejmuje żonę:
No? Nie spodziewałem się, myślałem, że się narzeka, odchodzi…
Co? Ona poszła się doradzić, nie chciała rozmawiać, dobra, zdradzę ci sekret: Danuta chce ci coś pysznego zrobić, ale nie powiem, co to jest, więc doradzaliśmy sobie jak dwie gospodynie! A przy prezencie przypadkiem powiedziała, że jeszcze tego nie zdecydowaliście, więc powiedziałam, że masz rację.
Cały monolog matki Dorota słucha z otwartymi oczami ze zdumienia, po czym się uśmiecha:
Mamusiu, dziękuję, zapamiętałam wszystko, co mi mówiłaś, jeśli coś zapomnę, zadzwonię. Musimy już iść.
Nie, dopóki nie weźmiesz dla Jarka ryby, nie wypuszczę was!
Tylko dla Jarka? Znowu o mnie zapomniałaś?
O, mój głupi umysł, wiesz przecież, że on jest dla mnie na pierwszym miejscu, a potem ty mówi mama, uśmiechając się i wzruszając ramionami.
Zięć stoi z zadowolonym uśmiechem. Jego teściowa przynosi rybę owiniętą w paski, wkłada ją do wodoodpornej torby i podaje zięciowi.
Proszę, jedz na zdrowie, niech już mi wszystko pożre, bo się obrażę!
Dziękuję, mamo, jesteś prawdziwą przyjaciółką, cóż za szczęście z teściową! bierze żonę pod ramię idziemy, Danuto?
Idź, nadążę, pożegnam się z mamą.
Mężczyzna wychodzi, córka podchodzi do matki i szepcze:
Mamo, jesteś wielką aktorką! Wielki Teatr płacze na twoją cześć! A jak zostawiłaś tatę bez grosza?
Wiesz, córeczko, nie chcę, żebyś płakała po obu oczach, więc z tatą zjedzemy rybę następnym razem. Idź już i zapamiętaj: aby w domu panował spokój, trzeba trochę grać w aktorkę!



