Mądra teściowa: Klucz do harmonii w rodzinie

Mądra teściowa
Gdy najmłodszy syn się ożenił, starsze dzieci dawno już się wyprowadziły córka wyszła za mąż i wyjechała do Wrocławia, a syn wyjechał do pracy na Pomorze. Jadwiga zawsze wiedziała, że starsze dzieci nie zostaną długo w wiosce córka uwielbiała eleganckie życie, całe dzieciństwo wycinała obrazki z magazynów i oklejała nimi ściany, a syn mapami świata, bo marzył o dalekich krajach, a nie o oborze i ogródku. Ale najmłodszy, Marek, zawsze był jej chłopcem, i gdy mąż umarł, powiedział prosto z serca:
Mamo, nigdy cię nie zostawię, zawsze będę z tobą mieszkał.
Stała wtedy na skraju grobu i powtarzała jak ja bez ciebie, Kaziu, jak ja bez ciebie. Córka też płakała, starszy syn stał jak posąg, a Marek, który właśnie skończył dwanaście lat, cały pogrzeb stał przy niej, podsuwając swoje wątłe ramię. I słowa dotrzymał, nawet na studiach wracał prawie co weekend. Dlatego szukał takiej żony, która zgodzi się mieszkać z nim na wsi. Dom sobie postawił, tyle że na innej ulicy obok miejsca nie było. Zapraszał matkę, by się do niego wprowadziła, ale Jadwiga odmówiła po co w domu dwie gospodynie?
Synową nazywano Zuzia. Miała ogromne niebieskie oczy i długie, sięgające pasa włosy. Przywiózł ją Marek z miasta uczyli się razem, i jak wyznał matce, już wtedy za Zuzią chodził, ale ona go nie zauważała. Aż w końcu zauważyła. Wesele było huczne, wesołe zjechali się wszyscy krewni. Jadwidze synowa się podobała dobra dziewczyna, od razu widać, że ma charakter, a właśnie takiej Marek potrzebował. A że delikatna i w domu nic nie umie nic straconego, Jadwiga nauczy.
Pierwsza sprzeczka wybuchła po tygodniu, gdy Jadwiga przyszła pomóc ugotować zupę, bo Marek bez zupy ani rusz, od dziecka miał słaby żołądek. Zuzia nakrzyczała na teściową, że ma brudne ręce, a nimi chleb dotyka. No a czym Jadwiga miała go dotykać? Nie kłóciła się, wyszła, a wieczorem Marek poprosił, żeby już nie przychodziła, gdy go nie ma, bo Zuzia się denerwuje.
Nie gniewaj się, mamo, Zuzia jest w ciąży, stąd te nerwy tłumaczył.
I Jadwiga się nie gniewała. Wnuki to dobrze, przynajmniej będzie czym zatkać dziurę w sercu, bo odkąd dzieci wyjechały, ciągle czuła w środku pustkę.
Na powitanie młodej matki zjechali się rodzice, przyjaciółki i siostra. Jadwiga spróbowała zauważyć, że do noworodka nie powinno się przyprowadzać tylu osób, ale Zuzia nazwała ją zabobonną i znacząco spojrzała na męża. Marek poprosił matkę, żeby nie wymyślała, tylko lepiej zrobiła wszystkim herbatę, bo zmęczeni po podróży. Jadwiga zrobiła. I wszystkich nakarmiła, i naczynia pozmywała. A sama zerkała na wnuczkę taka malutka, taka śliczna, tak by ją wziąć na ręce!
Mogę potrzymać? spytała.
Zuzia spojrzała na jej ręce i rzekła:
Tylko umyj.
Ale przecież właśnie naczynia myłam!
Właśnie dlatego! Co za niechlujstwo!
Rodzice Zuzi wpatrywali się w Jadwigę, i zrobiło się jej głupio może rzeczywiście czegoś nie rozumie.
Wnuczkę w końcu wzięła na ręce. Jak słodko pachniała! Cudowna dziewczynka. Do tego Zuzia zmieniła zasady pozwoliła Jadwidze przychodzić, gdy Marka nie było w domu, bo sama nie dawała rady z domem, a teściowa tylko się ucieszyła. Prawda, synowa zawsze potrafiła ją urazić, i wnuczki prawie nie dawała na ręce, ale Jadwiga się przyzwyczaiła. Obrażała się, oczywiście, ale co było robić syn ją taką pokochał, więc i ona musi się dostosować. Najbardziej ją jednak zabolało, gdy Zuzia nie wzięła różowego kombinezonu, który Jadwiga kupiła dla wnuczki.
Na targu go kupiłaś? Moja córka w czymś takim nie będzie chodzić! I w ogóle już ciepło, po co dziecko gotować w kombinezonie, kwiecień za oknem!
Dziewczynkę nazwano Anią, jak szwagierkę, a Marek obiecał, że następną córkę nazwą na cześć Jadwigi. Teściowa wątpiła, by Zuzia chciała rodzić wiele dzieci, więc specjalnie się nie nastawiała. Ale tu się pomyliła.
Gdy obchodzili pierwsze urodziny Ani, Zuzia i Marek objęli się i oznajmili, że spodziewają się kolejnego dziecka. Matka Zuzi jęknęła, że za wcześnie, a Jadwiga wtrąciła, że u niej między dziećmi też była mała różnica, i wszystko było w porządku. Szwagierka skrzywiła się niechętnie zawsze tak robiła, gdy Jadwiga coś mówiła. W końcu wszyscy się oczywiście ucieszyli i zaczęli gratulować młodym. Zuzia się zarumieniła, mówiąc, że chce chłopca.
I tak się stało. Urodził się chłopiec, którego nazwali Kazikiem, i Jadwiga się rozpłakała nawet nie śniła, że wnuka nazwą po dziadku.
Do wnuka bardzo się przywiązała. Drugi poród Zuzi był ciężki i wtedy już zupełnie się nie opierała pozwalała teściowej pomagać w domu i zajmować się wnukami, szczególnie młodszym, który niemal cały pierwszy rok spędził na rękach Jadwigi.
Zuzia leżała w łóżku i narzekała na ból głowy. Sporo przytyła, nie mogła zrzucić wagi i oskarżała teściową, że piecze ciasta. No a jak bez ciast, skoro Marek je tak uwielbia? Zresztą Jadwiga wcale nie uważała Zuzi za grubą. No, zaokrągliła się, ale to nawet dobrze. Ale ciast przestała piec.
Trzecim dzieckiem był Wituś. Białawy, wątły, że bez łez patrzeć się nie dało. Jadwiga spodziewała się, że Zuzia znów położy się na pół roku, ale tym razem się pomyliła synowa zajmowała się Witkiem z takim oddaniem, jakiego Jadwiga u niej nigdy nie widziała. Wtedy i gotować się nauczyła, i masaż robić, i porządek utrzymywać. Jadwiga zabierała starsze dzieci do siebie, a więcej pomocy nie było potrzeby.
Dzieci rosły, Wituś wciąż był chorowity, więc Jadwiga pomagała też ze szkołą, zwłaszcza gdy w wiosce zaginęła dziewczynka. Długo jej szukano przyjeżdżała policja, ochotnicy z psami. Znaleźli ją po miesiącu, w rzece. I nie sama tam wpad

Rate article
Fajna Tajna
Mądra teściowa: Klucz do harmonii w rodzinie