LOS NA SZPITALNYM ŁÓŻKU
Proszę, niech pani się tym zajmie! Ja się boję do niego podejść, a co dopiero karmić go łyżeczką kobieta rzuciła siatkę z zakupami na łóżko, na którym leżał jej chory mąż.
Niech się pani tak nie martwi! Mąż na pewno wyzdrowieje. Potrzebuje teraz tylko troskliwej opieki. Pomogę Stanisławowi stanąć na nogi jako pielęgniarka musiałam już nie raz uspokajać żonę chorego na gruźlicę.
Stanisława przywieźli w ciężkim stanie, ale rokowania były dobre. Miał wolę do życia, a to połowa sukcesu. Szkoda tylko, że jego żona, Irena, w ogóle nie wierzyła w medycynę. Wydawało mi się, że Irena już z góry zrezygnowała z męża.
Muszę dodać, że wiele lat później syn Stanisława i Ireny też zachorował na otwartą gruźlicę. Irena od razu się od niego odwróciła. A jednak, Janek wyzdrowiał.
Stanisław, mimo poważnej diagnozy, stale żartował, śmiał się, chciał jak najszybciej wyjść ze szpitala. W ich wiosce pod Toruniem nie było specjalistycznej placówki, więc Irena rzadko odwiedzała męża. Żal mi było tego młodego mężczyzny. Zaniedbany, w za dużych ubraniach, wyglądał jakby zapomniano o nim.
Staszek, nie będzie ci przeszkadzać, jeśli przyniosę ci jakieś ubrania? Widzę, nawet kapci nie masz, cały czas chodzisz w butach. Przyjmiesz ode mnie paczkę? próbowałam żartować.
Od ciebie, Malwino, nawet truciznę bym przyjął za lekarstwo. Ale nie trzeba, daj mi tylko dojść do siebie, a potem delikatnie ujął moją dłoń.
Delikatnie wyswobodziłam rękę i wyszłam z sali.
Serce waliło mi jak oszalałe. Czyżby się zakochała? Nie chciałam jednak niszczyć czyjegoś małżeństwa. To nie jest w porządku. Nic dobrego z tego nie wyniknie. Ale sercu nie rozkażesz. Czułam, że płynę z prądem
Coraz częściej zaglądałam do sali Stanisława, długie nocne dyżury sprzyjały rozmowom. Z czasem przeszliśmy na ty.
Stanisław miał pięcioletniego synka.
Mój Janek jest cały w mamę. Wiesz, Malwino, bardzo kochałem Irenę. Całą duszę bym dał, żeby była szczęśliwa. Irena to kobieta ognista, magnetyzująca, w łóżku żywioł. Ale ona kocha tylko samą siebie. Tego się nie zmieni. Jej egoizm jest gorszy niż kwas. A teraz ty się mną opiekujesz, choć przecież jesteś dla mnie obca ciężko westchnął.
No ale Irena mieszka daleko, nie tak łatwo często przyjeżdżać próbowałam ją tłumaczyć.
Nie przesadzaj, Malwina! Stare powiedzenie mówi: żona męża kochała, miejsce mu w więzieniu załatwiła. Do kochanka potrafi dojechać choćby na koniec Polski Stanisław zaczynał się denerwować.
Dobranoc, Staszek. Nie warto pochopnie działać. Wszystko jeszcze się ułoży powiedziałam i wyszłam, gasząc światło.
Było widać, że Stanisław cierpi. Bezradny leżał w szpitalu, a żona zabawiała się gdzie indziej. To nie jest jeszcze tragedia, lecz jak mówią: dla mrówki kropla wody to powódź.
Tydzień później usłyszałam wrzawę z sali Stanisława. Wpadłam do środka.
Żeby cię tu więcej nie było, dziwko! Wynocha! Stanisław wrzeszczał na przerażoną Irenę.
Irena wypadła z sali jak strzała.
Co się tu stało? zapytałam zaskoczona.
Stanisław milczał, odwrócony do ściany. Był cały roztrzęsiony. Zrobiłam mu zastrzyk na uspokojenie.
Minął miesiąc. Irena ani razu nie przyjechała.
Staszek, może zadzwonić do twojej żony? spytałam nieśmiało.
Dziękuję, Malwina, nie trzeba. Rozwodzimy się powiedział spokojnie.
Przez chorobę? Przecież już dochodzisz do siebie zdziwiłam się.
Pamiętasz tę kłótnię? Wtedy przyjechała powiedzieć, że mieszka teraz z kimś innym. Chciała, żebym przyjął jej kochanka pod nasz dach, bo mężczyzna w domu się przyda, dach przecieka zamilkł.
To okropne! wyjęłam z siebie.
Wkrótce potem do szpitala przyjechała Irena z obcym mężczyzną. Stanisław go nie widział, ale ja, przez szpitalne okno, wszystko miałam jak na dłoni. Facet nerwowo palił na ławce przed budynkiem, czekając na Irenę.
Po godzinie Irena wybiegła, pocałowała go w policzek, powiedziała coś zabawnego i razem szybko się oddalili.
Staszek, wychodzisz do domu oznajmiłam mu któregoś dnia.
Malwina, chciałem o coś zapytać A zresztą, nieważne był zakłopotany.
Staszek, zgadzam się. O to chodziło, prawda? Mam rację? odważyłam się i powiedziałam prosto z mostu.
Stanisław się otworzył:
Malwina, nie mam dokąd pójść. Czy mogę zamieszkać u ciebie? Z Ireną wszystko już jasne. Wychodzi za mąż.
Staszek, mam dziecko. Jeśli je zaakceptujesz, możemy stworzyć wspaniałą rodzinę odkryłam karty.
Dziecko nie przeszkadza. Już je kocham spojrzał mi w oczy, a ja poczułam się jak śnieżynka, która na ciepłej dłoni znika z radością.
Od tych wydarzeń minęły już lata.
Z Stanisławem mamy dwóch wspólnych synów. Udało nam się stworzyć przytulny dom. Janek syn Stanisława, często odwiedza nas ze swoją rodziną. Moja córka z pierwszego związku mieszka za granicą. Szczerze mówiąc, nigdy nie byłam zamężna, po prostu młodzieńcza naiwność Uwierzyłam wtedy, że będziemy razem na zawsze. Ale życie napisało inną melodię, choć nie żałuję niczego.
A Irena? Kilka razy wychodziła za mąż, urodziła syna jakiemuś delegatowi. Chłopiec całe życie zmagał się z chorobą psychiczną. Irena nie przejmowała się nim, była chłodna i wycofana. Syn rósł sam, bez matczynego ciepła. Po śmierci Ireny trafił do domu opieki.
Stanisław i ja jesteśmy już staruszkami, ale kochamy się mocniej niż kiedykolwiek. Idziemy razem przez życie, ciesząc się każdą wspólną chwilą, spojrzeniem, oddechem
Czasem los stawia przed nami trudne wybory i nie wszyscy są gotowi walczyć o miłość bliskich jednak tylko dobroć i otwarte serce pozwala zbudować prawdziwy dom. Bo to nie warunki, ale ludzie i wzajemna troska są najważniejsze w rodzinie.



