LOS NA SZPITALNYM ŁÓŻKU
Proszę, niech sobie pani radzi z nim! Ja się boję do niego podejść, a co dopiero z łyżeczki karmić powiedziała kobieta, rzucając siatkę z zakupami na łóżko, na którym leżał jej chory mąż.
Proszę się tak nie martwić! Pański mąż wyzdrowieje. Teraz potrzebuje tylko porządnej opieki. Pomogę panu Wiesławowi stanąć na nogi przyszło mi, jako pielęgniarce, znów uspokajać żonę chorego na gruźlicę.
Wiesława przywieźli w ciężkim stanie, ale rokowania były dobre. On naprawdę chciał żyć a to już połowa sukcesu. Szkoda tylko, że żona Wiesława, Irena, nie miała wiary w medycynę. Wydawało mi się, że Irena już na starcie gotowa jest wyrzec się męża.
Przyznam, że po latach ich syn, Tomek, też ciężko zachorował na gruźlicę. Irena od razu spisała go na straty. Ale Tomek wyzdrowiał.
Wiesław, choć miał poważną diagnozę, potrafił żartować, śmiał się, chciał jak najszybciej opuścić szpital w Warszawie. W ich rodzinnej wsi koło Zamościa nie było specjalistycznej placówki, więc Irena rzadko mogła odwiedzać męża. Żal mi było tego młodego mężczyzny. Zaniedbany, samotny, w podniszczonych ubraniach.
Wiesiu, proszę, nie będzie pan miał nic przeciwko, jak przyniosę trochę ubrań? Widzę, że nawet kapci pan nie ma, chodzi pan w butach. Przyjmie pan coś ode mnie? próbowałam trochę rozładować sytuację żartem.
Pani Magdo, od pani to nawet truciznę bym za lekarstwo przyjął. Ale proszę, nie trzeba nic. Dajcie mi tylko wyzdrowieć, potem się zobaczy… Wiesław delikatnie ujął moją dłoń.
Ostrożnie wyswobodziłam rękę, wyszłam z sali.
Serce mi łomotało. Czyżbym się zakochała? Nie, nie mogę rozwalać rodziny, to nie w porządku. Nic dobrego z tego nie wyjdzie. Na cudzym nieszczęściu Ale serce i tak swoje, zakazów nie pojmuje. Oj, głowa w chmury…
Coraz częściej zaglądałam do sali Wiesia, rozmawialiśmy długo po nocach zwłaszcza podczas dyżurów. Rozmowy były szczere, pełne emocji. Tak przeszliśmy na ty.
Wiesław miał pięcioletniego syna.
Mój Tomek to cała matka. Wiesz, Magdo, kochałem Irenę do szaleństwa. Wszystko pod nogi jej kładłem. Jest namiętna, pociągająca, w łóżku ogień. Ale kocha tylko siebie. Tego się nie zmieni. Egoizm żony zatruwa duszę, gorzej niż kwas. O, widzisz ty się mną opiekujesz, a ona, choć żona, nie potrafi, westchnął ciężko Wiesław.
Ale Irena ma daleko, nie każdy da radę często jeździć, próbowałam usprawiedliwić jego żonę.
Daj spokój, Magda! Jak to się mówi żona męża kochała, w kryminale dla niego miejsce szykowała. Do kochanka potrafi dojechać nawet na drugi koniec Polski. Słyszałem, Wiesław stawał się nerwowy.
Dobranoc, Wiesiu. Lepiej nie rób niczego na gorąco. Wszystko się jeszcze ułoży, zgasiłam światło i wyszłam po cichu.
Bez wątpienia Wiesław bardzo cierpiał. Leżał bezradny w szpitalu, a jego żona tymczasem korzystała z życia. To może nie śmierć, ale jak mówią dla mrówki nawet deszcz to powódź.
Po tygodniu usłyszałam hałas z jego sali. Wbiegłam.
Żeby cię tu więcej nie widział, dziwko! Wynoś się! wrzeszczał Wiesław na zaskoczoną Irenę.
Wypadła jak strzała.
Co się stało? spytałam zdziwiona.
Wiesław odwrócił się do ściany, trzęsąc się cały pod kocem. Dałam mu zastrzyk uspokajający.
Minął miesiąc. Irena nie pojawiła się ani razu.
Wiesiu, może zadzwonić do twojej żony? spytałam.
Dzięki, Magda, nie trzeba. Rozwodzimy się, powiedział spokojnie.
Z powodu choroby? Przestań, przecież wychodzisz na prostą, zdziwiłam się.
Pamiętasz, jak wyrzuciłem Irenę? Przyjechała tylko po to, żeby mi powiedzieć, że ma kochanka. Chce, żeby mieszkał z nami w domu bo ze mną to różnie bywa a jej facet potrzebny do remontu dachu… Wiesław zamilkł.
Straszne! tylko tyle zdołałam wyszeptać.
Niedługo potem przyjechała Irena z jakimś mężczyzną. Wiesław go nie widział, ale z okna dostrzegłam wszystko. Facet siedział na ławce, nerwowo palił papierosa, czekając na Irenę.
Ona po chwili wybiegła, rzuciła mu się w ramiona, cmoknęła w policzek i z żartem zniknęli razem.
Wiesiu, wypisują cię, oznajmiłam.
Magda, chciałem cię o coś zapytać… a w sumie, nic już… Wiesław był wyraźnie zmieszany.
Wiesławie, zgadzam się. To miałeś na myśli? Nie pomyliłam się? zdobyłam się na szczerość.
Wiesław się otworzył:
Nie mam domu, Magdo. Czy mogę u ciebie zamieszkać? Z Ireną już wszystko jasne, wychodzi za mąż.
Mam dziecko, Wiesiu. Jeśli przyjmiesz je jak swoje, będziemy rodziną, wyznałam mu odważnie.
Dziecko to żaden problem. Już je kocham, spojrzał mi w oczy tak, że w środku zrobiło mi się cieplej niż pod wełnianym szalikiem w zimowy poranek.
Od tego czasu minęło już wiele lat i zim.
Mamy z Wiesławem dwoje wspólnych dzieci. Udało nam się utkać ciepłe rodzinne gniazdo. Tomek, syn Wiesława, często wpada do nas z żoną i dziećmi. Moja córka z pierwszego związku mieszka za granicą. Chociaż, prawdę mówiąc, formalnego ślubu nigdy nie było w młodości po prostu “poślizgnęłam się”.
Uwierzyłam chłopakowi, który zapewniał o dozgonnej miłości, roztaczał przed nami wizję pięknego życia. Ale piosenka naszej miłości nigdy nie została zagrana. Nie wyszło. Nie żałuję jednak niczego.
Co do Ireny wychodziła za mąż jeszcze parę razy, miała syna z jakimś przyjezdnym monterem. Chłopak całe życie miał problemy psychiczne. Irena nigdy nie okazała mu miłości czy troski, była dla niego chłodna. Rósł sam, nie przeszkadzając matce. Gdy Irena odeszła na zawsze, chłopca umieszczono w domu opieki.
My z Wiesławem jesteśmy już starsi, ale kochamy się mocniej niż za młodu. Idziemy przez życie razem, ciesząc się każdą chwilą każdym spojrzeniem, oddechem.



