Losu nie oszukasz

**I tak losu nie oszukasz**

Najlepsze przyjaciółki, Kasia i Ania, znały się od dzieciństwa, mieszkały w tej samej wiosce, a wszyscy mówili, że ich przyjaźń to nie rozdzielisz wodą. Obie ładne, choć Ania wydawała się delikatniejsza i spokojniejsza, a Kasia jak ogień, żywiołowa i wojownicza.

W liceum każdy wiedział, że po Ani wzdycha Tomek, ale ona nie traktowała jego spojrzeń poważnie. Choć łechtało to jej dumę chłopak chodził za nią krok w krok, przynosił kwiaty (choć polne), codziennie proponował spacer i nawet wyznał miłość. Lecz Ania tylko się uśmiechała w odpowiedzi, patrząc na tego sympatycznego, ale nieśmiałego Tomka. Może i byłoby między nimi coś więcej, gdyby nie stanął na ich drodze zarozumiały Marek, który chciał zdobyć wszystkie najładniejsze dziewczyny w okolicy.

Czarnooki i pewny siebie Marek przechadzał się dumny po szkolnych korytarzach, nie dając spokoju koleżankom. Obie przyjaciółki też się w nim zakochały, na początku nawet żartowały:

Wyobraź sobie, Aniu, jaka szczęściara zostanie żoną tego przystojniaka Marka śmiała się Kasia.

A Marek czuł, że podoba się i jednej, i drugiej, czuł się jak Casanova, umawiając się z nimi na zmiany. Tydzień z jedną, tydzień z drugą aż w końcu dziewczyny zaczęły się na siebie złościć przez niego. To rywalizację tylko go podniecało. Lubił je drażnić, ale i kochać nie zapominał.

Pewnego dnia przyjaciółki pokłóciły się o Marka na dobre i czekały, kogo w końcu wybierze. Wtedy Ania, spotykając go, powiedziała:

Marek, czekam twojego dziecka. Co robimy?

Serio? zdziwił się, drapiąc się po głowie. No cóż, co robić? Pobieramy się, nie ma co myśleć, dziecko musi mieć ojca. Mam nadzieję, że się zgadzasz? Gdzie teraz uciekniesz

Los podjął decyzję za nich, i Marek się ustatkował. Tydzień później mieli szkolny bal. Przyjaciółki niespodziewanie się pogodziły, porozmawiały i jakby wszystko wyjaśniły. Ani wydawało się, że rozmowa z Kasią była szczera, życzyły sobie nawzajem szczęścia. Ale myliła się Kasia odeszła z ukrytą w sercu urazą i żarem nienawiści.

Było huczne wesele Marka i Ani, cała wieś się bawiła, a potem zaczęli wspólne życie. Żyli dobrze, spokojnie, urodził się syn Szymek. Mieszkali w domu, który odziedziczyła Ania po babci. Marek się postarał wyremontował, rozbudował, był zdolnym cieślą. Pracował jednak jako kombajnista i znał się na technice.

Nadeszły ciężkie czasy, kryzys, Ania pracowała w księgowości, ale ją zwolnili. W spółdzielni wszystko się zamykało, kombajnistów też redukowano, choć Marka na razie oszczędzili, wysłali tylko na długi urlop.

Marek, co robić? Szymek już wyrasta z ubrań, a w tym roku idzie do pierwszej klasy. Buty na nim się palą, kalosze się rozpadły. A zima nadciąga, wszystko trzeba będzie kupić na nowo mówiła zatroskana Ania.

Marek zgadzał się z żoną ich prawie siedmioletni Szymek szybko niszczył ubrania. Kryzys uderzył w spółdzielnię. Główna księgowa, Halina, współczuła Ani, bo ta była bardzo sprawna w pracy. Spotkawszy ją w sklepie, powiedziała:

Aniu, moja córka mówiła, że w urzędzie skarbowym w powiecie szukają sekretarki. Pracy dużo, ale córka by poszła, gdyby nie ciąża za trzy miesiące rodzi.

O, dzięki, Halino Stanisławo! Jutro rano pojadę autobusem ucieszyła się Ania.

Rano wyruszyła do powiatowego miasta i, przekraczając próg urzędu, usiadła na ławce, czekając, aż ją zaproszą do kadr. Wiedziała, że pensja niewysoka, ale obowiązków mnóstwo nie bała się pracy, gdy nie ma wyjścia. W końcu ją przyjęli.

Dzień dobry powiedziała nieśmiało.

Witam, proszę usiąść odcięła młoda kobieta w okularach, a jej głos wydał się Ani znajomy.

Kobieta miała na sobie elegancki garnitur, jaskrawą szminkę i patrzyła w monitor, zanim podniosła wzrok. Ania aż podskoczyła.

Kasia?! krzyknęła radośnie. No nie wierzę! Co za spotkanie!

Ania zdziwiła się Kasia. Ile lat minęło, a ty taka sama. Więc to ty chcesz tu pracować? spytała już z lekką wyższością.

Tak odpowiedziała wesoło Ania.

A jak będziesz dojeżdżać z wioski do miasta? głos Kasi był chłodny i zbyt spokojny.

Autobusem, jeżdżą często. A ty, Kasiu, jak się masz? Wyrwałaś się po szkole do miasta.

Tak. Skończyłam ekonomię, wróciłam tu i dostałam pracę. Awansowałam, jak widzisz odpowiedziała Kasia.

Brawo szczerze pochwaliła Ania. Patrz, jak to wyszło, razem się uczyłyśmy, może teraz razem pracować.

Kasia odchyliła się na oparcie krzesła, poprawiając włosy z aroganckim gestem.

Obawiam się, że nic z tego, Aniu odpowiedziała grzecznie. Potrzebujemy kogoś z miasta. Pracy dużo, trzeba zostawać po godzinach, a ty musisz łapać autobus. Czasem i w weekendy. Poza tym mamy już kandydata, dziś przychodzi. Więc, Aniu, nie wyjdzie.

W gabinecie zapadła cisza. Kasia patrzyła w monitor, a Ania czuła się tam niepotrzebna.

Czemu od razu nie powiedziałaś? No trudno, pójdę wstała powoli i ruszyła do drzwi. A może wiesz, gdzie jeszcze szukać pracy?

Nie. Powodzenia odpowiedziała Kasia, nie patrząc jej w oczy.

Ania zrozumiała, że była przyjaciółka pamięta wszystkie dawne urazy, wszystko, co pozostało niewypowiedziane.

Kto? Kasia? zdziwił się mąż, gdy Ania mu opowiedziała. Więc zrobiła karierę? I tak ci powiedziała, że nie wezmą? Przecież byliście koleżankami.

Marek się wściekł, ta wiadomość go podn

Rate article
Fajna Tajna
Losu nie oszukasz