Los wyciągnął dłoń
Miała wydawać się szczęśliwa rodzina Jadwigi: ojciec i matka, dom pełen ciepła i porządków. Dopiero w szóstej klasie zaczęła dostrzegać, że w rodzinie coś pęka, że codzienność staje się szara. Rodzice wpadli w sidła alkoholu najpierw ojciec, potem matka. Pod koniec szkoły Jadwiga pojąła, że nie da się wyciągnąć rodziców z tego bagna i przywrócić im normalnego życia. Wciąż głębiej tonęli w otchłań.
Często wyciągali na siebie własne gniewy, a niewinna córka stawała się ich tarczą.
Po co ja to wszystko muszę znosić? szlochała Jadwiga, chowając się w kącie za szafą, z którego rodzice nie mogli jej dosięgnąć, a oni wylewając swój gniew, rzucali go w nią.
Idź do sklepu po paragon! ryknął ojciec, kiedy zapadał zmrok, a dziewczyna odmawiała, bo bała się ciemności. Mógłby ją uderzyć, gdyby nie zdążyła uciec.
Poproś sąsiadkę Wiesławnę o pieniądze, nie wracaj pusta wpychała ją matka przy drzwiach.
Gdy Jadwiga dorosła, zaczęła wymykać się z domu w nocnych godzinach, gdy rodzice pili. W dziesiątej klasie nie bała się już ciemności, przyzwyczaiła się do nich. Schodziła do opuszczonego domku na skraju wsi, tam się kryła, a rano wracała do szkoły z tornistrem pełnym zeszytów.
Pewnego dnia postanowiła:
Po ukończeniu szkoły dostanę świadectwo i uciekę z wioski, wyjadę do miasta, może wstąpię na uczelnię. Muszę tylko zbierać po groszu, po złotówce, odkładać. Tak więc w tajemnicy zaczęła gromadzić pieniądze, choć z trudem, ale udało się.
Po otrzymaniu świadectwa, w którym oceny były ledwo zadowalające, spakowała paszport, schował do plecaka to, co udało się zaoszczędzić, i wyruszyła do centrum powiatu. Rodzicom nic nie powiedziała nie było już komu nic wyjaśniać. Marzyła o wykształceniu, o normalnej rodzinie i życiu jak wszyscy, a nie o przetrwaniu.
Miasto przywitało ją chłodno. Znalazła college, chciała złożyć dokumenty, lecz usłyszała, że kandydatów jest mnóstwo, a przy takich ocenach raczej nie dostanie miejsca. A na płatne studia nie miała grosza. Nadzieje i marzenia legły w gruzach. Jadwiga usiadła na ławce przy przystanku i zatopiła się w myślach.
Wokół szalała codzienność, ludzie pędzili gdzieś w pośpiechu.
Każdy ma swój cel pomyślała wszyscy biegną swoimi sprawami, a ja nie mam dokąd iść. Co robić? Nie mam pieniędzy, a wrócić do domu nie mogę co mnie tam czeka? Tu też nie ma miejsca.
Zanurzyła się w myślach, aż zapadł zmrok, gdy podeszła do niej starsza kobieta z małą torbą.
Kochana, po co tu siedzisz? Patrzę już od dawna, widzę cię w sklepie, wracasz, znów siedzisz. Coś się stało? zapytała.
Siedzę, bo nie mam dokąd pójść. Przyjechałam z wsi, myślałam, że wstąpię do collegeu, ale nie przyjęto dokumentów, oceny słabe, a pieniędzy nie mam szlochając odpowiedziała Jadwiga.
Nikt cię tu nie zna?
Nie. Nie chcę wracać do domu, bo rodzice ciągle piją, a bałam się, że po powrocie stanę się taka jak oni
Nie płacz, rozumiem cię. Skoro zdecydowałaś się wyjechać, to musisz pomyśleć, jak dalej żyć. Chodź ze mną, nie będziesz tu nocować. Nazywam się Nina Szymanowska, ale wszyscy mówią po prostu Szymanowska.
Jadwiga niepewnie wstała, nie wiedząc, co ją czeka.
Nie bój się, dziewczynko, i ja straciłam dom. Moja córka zostawiła mnie z niczym, a ja teraz mieszkam w akademiku, bo pracuję jako sprzątaczka.
Jadwiga uwierzyła w Szymanowską i otworzyła serce, opowiadając po drodze:
Moja córka Ania była konduktorką pociągu. Znała jakiegoś przedsiębiorcę, przyjechała po pieniądze, by otworzyć własny biznes. Ja miałam jedynie warzywa z ogródka, kozę i kury. Miałam domek na wsi, ale musiałam go sprzedać, żeby przyjechać tu do miasta. Sprzedana nieruchomość zostawiła mi trochę gotówki na czarny dzień, ale ten człowiek mnie oszukał, a Ania zniknęła. Zostałam sprzątaczką na dworcu i dostałam łóżko w akademiku. Oczy mam przysłonięte, od razu zauważyłam, że coś jest nie tak w twoim losie.
W akademiku, w małym pokoju, Jadwiga była wyczerpana, zjadła bez apetytu. Szymanowska powiedziała:
Rano zawiodę cię do dyrektora kawiarni przy dworcu. Zawsze potrzebują ludzi, rotacja duża. Jesteś młoda, zdrowa, piękna Bóg nie pomylił cię z nikim. Myślę, że zatrudni cię Antoś, wtedy będziesz mogła zostać w akademiku. Może los ci się uśmiechnie, spotkasz dobrego chłopaka i wszystko się ułoży. Tylu dziewczyn przyjeżdża do miasta po szczęście, ale rzadko je odnajdują.
Dziękuję, pani Szymanowska, że spotkałam cię na drodze, za twoją dobroć podziękowała Jadwiga, po czym zasnęła.
Do tej pory nie spotkała żadnego chłopaka. Gdyby wiedziała, co czeka ją w przyszłości Nikt nie zna losu. Jadwiga zakochała się w dyrektorem kawiarni Antkiem od pierwszego spojrzenia. Młodzieńczy, uśmiechnięty, czarujący. Zadał jej pytania, a ona odpowiadała. Nigdy wcześniej nie spotkała chłopaka, więc była oczarowana Antkiem, jak królik przed wężem.
Antoś przychylił się do niej, przyjął na stanowisko kelnerki, przydzielił jej pokój w akademiku. Przechodząc obok, uśmiechał się, później podarował drobne upominki: szminkę, tusz, tanie perfumy. Jadwiga była w siódmym niebie. Pewnego wieczoru po pracy zaproponował:
Jadwiga, usiądź w samochodzie powiedział, kiedy wyszła z kawiarni podwiozę cię, jesteś zmęczona.
Zarumieniła się, serce przyspieszyło dyrektor naprawdę dbał o nią. Rano wyruszała do pracy z nową nadzieją.
Czy to szczęście? Czy to moja biała passa? myślała.
W akademiku wracała późno. W weekend podszedł do niej młody chłopak.
Cześć, mieszkasz tu? zapytał.
Tak, na drugim piętrze
Ja też tu mieszkam, jestem Maksym, kierowca tirów. Przyjechałem z wioski, żeby zarobić pieniądze, ale wrócę potem na wieś, miasto nie jest dla mnie. A ty? Nie widziałem cię tutaj wcześniej.
Jadwiga Ja też z wioski, dopiero przyjechałam odpowiedziała, myśląc, że może wioska byłaby lepsza, ale wciąż marzyła o mieście.
Czas płynął. Jadwiga rozmawiała z Maksymem, kiedy wracał z trasy, opowiadał o ludziach, miastach i wsiach, które odwiedzał. Dawał jej cukierki przy herbacie. Byli przyjaciółmi. Maksym rozumiał, że Jadwiga widzi w nim tylko przyjaciela. Czuł, że ona jest zakochana w kimś innym.
Antoś wynajął mieszkanie dla ich spotkań i Jadwiga przeprowadziła się tam z akademika. Spotykali się potajemnie. Antoś ostrzegł:
Jadwiga, jestem żonaty. Kocham cię, nie będziesz niczego potrzebowała. Będziesz dobrą dziewczyną, a latem zabiorę cię nad morze.
Jadwiga nie widziała takiej troski wcześniej, tonęła w miłości i opiece. Zatraciła rozum od szczęścia.
Niech będzie żonaty, niech ma rodzinę. Liczy się, że mnie kocha myślała.
Po pewnym czasie odkryła, że jest w ciąży. Chciała uszczęśliwić Antka. Gdy ten wieczorem wszedł, Jadwiga rzuciła się na niego:
Antku, będziemy mieli dziecko
Co ty sobie wyobrażasz? Powiedziałem ci, mam rodzinę i dwoje dzieci. Nie potrzebuję dziecka odparł, patrząc w nią z wstrętem i rzucając na stół kopertę z pieniędzmi. W ciągu trzech dni pozbądź się tego wszystkiego Zastanowię się, czy zostaniesz tutaj, czy nie. A jeśli ktoś się dowie, że byłem z tobą
Poczuła się jak wyrwana z bajki. Przypomniała słowa Szymanowskiej, że wielu przyjeżdża do miasta po szczęście, lecz rzadko je znajduje.
Uspokajając się, spakowała rzeczy, wyrzuciła klucz do skrzynki pocztowej i wróciła do akademika. Nie mogła być sama, poszła po raz kolejny do Szymanowskiej, która podała jej herbatę.
Oho, cóż to za los, dziewczynko
Po co on tak ze mną postępuje, kochałam go płakała przy ramieniu Szymanowskiej.
Mężczyźni są tacy, nie liczą się z niczym. Nie płacz, nie obarczać się winą. Dziecko przyjdzie, on nie jest winny. Życie podsuwa niespodzianki, a los teraz testuje twoją wytrzymałość. Przetrwaj, a może ręka losu podsunie pomoc.
Szymanowska naprawdę potrafiła uspokoić Jadwigę. Po rozmowie wszystko zaczęło się układać, a mrok stał się jaśniejszy.
Gdy Jadwiga się wyspała, usłyszała głos za plecami:
Jadwiga, hej, wróciłaś? podbiegł radosny Maksym.
Ujrzała go i nagle rozpadła się łzami. Najpierw był zdezorientowany, potem zrozumiał, że coś jest nie tak. Usiadł przy stole w jej pokoju, nalał herbaty i pobiegł po cukierki.
Co się stało, opowiedz, pomogę
Jadwiga szczerze wyznała, jak pokochała Antka i jak go zdradził.
Przestań płakać. Złapała cię klapa, nie warto się rozpaczać. Musisz myśleć o dziecku i o sobie. Zaraz pójdę do sklepu po jedzenie, a ty nie ruszaj się z pokoju. Rozumiesz? uśmiechnął się ciepło, a w jej sercu zaiskrzyła nieznana jeszcze nadzieja.
Podszedł do drzwi, zamknął je na klucz i odszedł. Jadwiga zasnęła na kanapie. Obudziła się, gdy Maksym wrócił z pełnymi torbami zakupów, wyłożył je na stół i do małej lodówki.
Patrzyła na jego zręczne ruchy, uśmiechała się i przypominała słowa Szymanowskiej, że los wyciąga pomocną dłoń. Tak właśnie się stało. Każdy ma swój los, a Bóg rozdziela życie.
Minęły lata. Jadwiga i Maksym mieszkają w jego rodzinnym gospodarstwie, wyremontowali dom, podbudowali drugi piętro, bo wkrótce pojawi się ich córka. Syn ma już trzy lata. Żyją szczęśliwie i zgodnie.



