Przeznaczenie sprzyja wdzięcznym
Do swoich trzydziestu lat Wojtek miał za sobą dziesięć lat służby w zapalnych miejscach świata, był dwukrotnie ranny, ale Bóg go ochraniał. Po drugiej poważnej kontuzji długo leżał w szpitalu, aż w końcu wrócił do rodzinnej wsi.
Wieś przez te lata się zmieniła, ludzie też. Wszyscy jego koledzy ze szkoły już się ożenili, ale pewnego dnia Wojtek zobaczył Kasię i ledwie ją rozpoznał. Gdy szedł do wojska, była jeszcze trzynastoletnią dziewczynką. Teraz miała dwadzieścia pięć lat i była prawdziwą pięknością. Tylko wciąż nie zamężna. Nie trafił się jej chłopak, za którego chciałaby wyjść, a tak po prostu nie chciała zakładać rodziny.
Wojtek, barczysty, silny, o wyostrzonym poczuciu sprawiedliwości, pewny siebie, nie mógł przejść obok niej obojętnie.
Czyżbym cię przeczekał, a ty wciąż nie wyszłaś za mąż? zapytał, uśmiechając się, patrząc na piękną dziewczynę.
Być może odparła, lekko się rumieniąc, a serce nagle zabiło jej mocniej.
Od tamtej pory zaczęli się spotykać. Była późna jesień, szli wzdłuż lasku, zeschłe liście szeleściły im pod butami.
Wojtku, mój ojciec nigdy nie zgodzi się na nasz ślub mówiła smutno Kasia. Wojtek już dwa razy jej się oświadczył. Przecież znasz mojego ojca.
No i co mi zrobi? Nie boję się twojego ojca oświadczył stanowczo. Jeśli mnie pobije, pójdzie siedzieć, wtedy nam nie przeszkodzi.
Oj, Wojtku, co ty mówisz? Po prostu go nie znasz. Jest zbyt okrutny i ma wszystko pod kontrolą.
Jan Kowalczyk był w wiosce człowiekiem najbardziej wpływowym. Kiedyś zaczynał jako przedsiębiorca, teraz szeptano o jego powiązaniach z półświatkiem. Był krępy, z brzuchem, miał bezczelne, lodowate spojrzenie i był bezwzględny. Jan jeszcze za młodu postawił we wsi dwie fermy, hodował krowy i świnie. Pracowała u niego ponad połowa wsi. Wszyscy się do niego uśmiechali, niemal kłaniali mu się w pas. A on uwierzył, że jest bogiem.
Mój ojciec nie dopuści do naszego ślubu mówiła Kasia. Co więcej, chce, żebym wyszła za syna jego kumpla z powiatu. Tego grubasa i pijaka Darka nie cierpię, obrzydliwy typ, tylko piwo wciąga. I już tysiąc razy mówiłam o tym ojcu.
Kasia, żyjemy jak w średniowieczu. Kto w naszych czasach może zmusić kobietę do małżeństwa z niekochanym? zdziwił się Wojtek.
Kochał Kasię ponad wszystko od jej delikatnego spojrzenia po wybuchowy charakter. Ona też nie wyobrażała sobie życia bez niego.
No to chodź zdecydowanie złapał ją za rękę, przyspieszając kroku.
Gdzie? zaczęła się domyślać, ale nie próbowała go powstrzymać.
Na podwórku dużego domu Jan Kowalczyk akurat rozmawiał ze swoim młodszym bratem, Jackiem, który mieszkał u niego we fliżu i zawsze był pod ręką.
Panie Janie, chcemy z Kasią się pobrać wyrzucił z siebie Wojtek. Proszę o rękę córki.
Matka Kasi stała na ganku, zakrywając usta dłonią, i ze strachem patrzyła na swojego tyrana-męża. Ona też od niego dostawała.
Ojciec Kasi wściekł się na pewność siebie Wojtka i nienawistnie go przeszywał wzrokiem, ale tamten też patrzył mu prosto w oczy. Jan nie pojmował, skąd u tego chłopaka taka bezczelność, że śmiał mu coś takiego oświadczyć.
Wynoś się stąd warknął Jan Kowalczyk. Znalazł się jakiś kontuzjowany błazen. O czym ty myślałeś, przychodząc tutaj? Moja córka nigdy za ciebie nie wyjdzie. Zapomnij tę drogę. Taki mi wojak.
I tak się pobierzemy odparł twardo Wojtek.
We wsi wszyscy szanowali Wojtka, a ojcu Kasi nie mieściło się w głowie, co to znaczy walczyć. Dla niego w życiu liczyły się tylko pieniądze. Wojtkowi zrobiło się przykro. Zaciśniętą pięść powstrzymał Jacek, widząc, że ci dwaj nie ustąpią.
Gdy Jacek wyprowadzał Wojtka z podwórka, ojciec wciągnął córkę do domu, jakby była dziesięcioletnią dziewczynką. Jan Kowalczyk nigdy nie wybaczał zuchwałości wobec siebie i tych, którzy nie słuchali jego słów.
Tej samej nocy, w jesiennej wilgoci, we wsi wybuchł pożar. Palił się warsztat samochodowy Wojtka, który niedawno otworzył.
Świnia mruknął Wojtek. Nie miał wątpliwości, czyje to dzieło.
Dziesięć minut później jechali już szosą.
Następnej nocy Wojtek podjechał cicho pod dom Kasi. Wieczorem wysłał jej wiadomość, żeby wyszła z rzeczami uciekną daleko. Ona zgodziła się na wszystko. Z okna swojego pokoju podała mu torbę, potem sama wyszła, ostrożnie skacząc w jego ramiona.
Już dobrze, do rana będziemy daleko powiedział. Nie masz pojęcia, jak bardzo cię kocham Kasia przytuliła się do niego.
Jakoś mi nieswojo i strasznie szepnęła.
Dziesięć minut później jechali już szosą. Kasi zapierało dech w piersiach, a nawet trochę trzęsła się z emocji. Rozumiała, że przed nimi nowe życie. Za nimi błysnęły światła niepokój wrócił. Wkrótce dogonił ich i zablokował drogę mercedes ojca.
Nie, tylko nie to wyszeptała przerażona Kasia, kurcząc się w sobie.
Do ich samochodu podszedł ojciec i dwóch drabów. Wyciągnął córkę za rękę. Wojtek próbował interweniować, ale natychmiast dostał w twarz. Zrzucili go na ziemię i zaczęli bić, okrutnie, bez słowa. Potem wsiedli z Janem do samochodu i odjechali. Wojtek został leżeć na poboczu.
Jakoś się pozbierał, ledwie dojechał do domu, potem przez tydzień dochodził do siebie. Sprawę podpalenia warsztatu umorzono niby zwarcie instalacji. Wojtek wszystko zrozumiał. Ale najbardziej martwił się o Kasię. Nie odbierała wiadomości, a jej telefon był niedostępny.
Ojciec wysłał Kasię do miasta, do starszej siostry Ewy, zostawił jej sporą sumę pieniędzy i ostrzegł:
Nie wypuszczaj Lizki z domu, telefonu nie dawaj. Patrz mi w oczy pogroził palcem, spojr



