Lodowate Szaleństwo: Zimowe Przygody na Polskich Ulicach

Cześć, kochana, muszę Ci opowiedzieć, co się u mnie ostatnio działo, bo to aż nie do wiary.

Grażyna już zakładała fartuch, kiedy rozległ się telefon od koleżanki z dyżuru:
Grażyno, dzisiaj miałabyś przyjść pół godziny wcześniej, dasz radę?
Jasne, idź spokojnie do dentysty, ja już wychodzę.
Pospiesznie ruszyłam w dół korytarza i wybiegłam z klatki. Nocny mróz zamienił podwórko w lodowaty szlag, a droga do wyjścia ze skweru była cały czas poślizgawa.
Nie będę w stanie biec jak szalona pomyślałam, stawiając ostrożny krok na śliskim bruku i kierując się w stronę przystanku.
Po drodze spotkałam pana Jana, naszego porządkowego, którego nazwisko w dokumentach ciągnęło się przecież na dwie linijki. Zawodził każdego:
Nie ma piasku, nie przywieziono mruczał, a ludzie odzywali się:
Nic nie szkodzi, Janie, przetrwamy!
Wyszedłam ze skweru, a na chodniku leżała papka z brudu i lekkiego śniegu, którą poranne przechodnie już rozpuścili. Grażyna szła pewnym krokiem, myśląc, czy wypisać pacjentkę z piątego oddziału, czy jeszcze kilka dni zostawić ją w szpitalu.

Nagle, tak jak nikt by się tego nie spodziewał, poślizgnęłam się i wpadłam w błoto. Musiałam oprzeć ręce w tej gliniastej masie, żeby się podnieść. Spojrzałam z oburzeniem na brud wokół, ale nagle ktoś podniósł mnie pod pachy i pomógł wstać.
Dziękuję wyszeptałam, odwracając się. Przed sobą stał wysoki mężczyzna z uśmiechem.
Nie ma sprawy, ale przy okazji musisz się umyć w domu.
Nie mam czasu, spieszę się.
No to powodzenia w pracy rzekł i odszedł w najbliższą uliczkę.

Po wyjściu z pokoju zmieniłam płaszcz i poprosiłam sanitariuszkę, żeby go powiesiła. Słuchałam, jak pielęgniarka opowiada:
Wszystko jak zwykle, dyżurny lekarz wciąż tu jest, pilnuje nowej pacjentki. Młoda dziewczyna boi się porodu, ale już zdecydowała się zostawić dziecko. Rodzice w innym mieście, przyjechała tu do cioci na poród, a potem wróci.
W jakim pokoju?
W siódmym.
Westchnęłam ciężko, bo mój dyżur dopiero się zaczynał. Weszłam do siódmego pokoju, gdzie leżała dziewczyna odwrócona plecami do ściany. Dotknęłam jej ramienia, odwróciła się i zapytała:
Pan lekarz?
Tak, nazywam się Grażyna, a Ty?
Bogna. Już wiem, co mam zrobić powiedziała pośpiesznie. Porzucę dziecko.
To Twoja decyzja, czy rodziny?
Decyzja wspólna.
Czy ojciec już wie?
Nie, ale chyba nie chce mieć dziecka.
Musisz mu powiedzieć, to nie jest zabawka. Masz własnych rodziców, nie możesz ich tak zostawiać.
Nie mam jeszcze studiów, muszę się uczyć.
Powinnaś pomyśleć o tym wcześniej. Każdy ponosi odpowiedzialność za swoje czyny. Czy to naprawdę w porządku odrzucać życie tak małego człowieka? Bez mamy noworodek nie przetrwa. Spojrzałam na nią, czując, że zaraz wybuchnie. Pomyśl, jakbyś stała w wagonie pociągu, siedziała wygodnie, a nagle wyrzucili Cię na zimny, nagi tor. Co byś zrobiła?
To zaczęła, ale przerwała.
Nie możesz go zostawić, masz jeszcze czas, zadzwonić do ojca. Nie bój się, wszystko będzie dobrze.
Uściskałam jej dłoń, uśmiechnęłam się ciepło. W oczach Bogny było zamieszanie, ale też nadzieja, że problemy rozpuszczą się jak śnieg wiosną.

Cały dzień myślałam o niej i o sobie. Mam już 34 lata, a wciąż nie udało mi się założyć rodziny. Na studiach miałam chłopaka, planowaliśmy ślub, ale los zadrwił roztrącił go pijany kierowca. To był czwarty rok studiów, długo żałowałam, potem skupiłam się na pracy, a ból po stracie z czasem przytłumił się. Wszyscy koledzy już mieli żony, a ja nie znalazłam nikogo odpowiedniego.
Grażynko, nie siedź w domu w weekendy, może na spacerze kogoś spotkasz.
Mamo, śmiesz się? Może to jakiś oszust, nie chcę go mieć.
Czasem, patrząc przez okno gabinetu, jak mężczyźni wyprowadzają żony, łzy napływały mi do oczu. Chciałam też kiedyś trzymać w ramionach własne maleństwo. Teraz, kiedy patrzyłam przez okno, na dworze leciał mokry śnieg, zapowiadało się kolejne podmarznięcie i poślizg.

Pamiętałam, że muszę wyprać płaszcz, więc poszłam do szatni i kuchni personelu. Dzień minął spokojnie, żadnych poważnych przypadków. Postanowiłam jeszcze raz odwiedzić Bognę w siódmym pokoju. Miała dopiero 18 lat, mieszkała w pobliskim osiedlu, a przyjechała tu, bo w małym miasteczku wszystko się rozgłasza. Miała czas się zastanowić, ale ojciec musiał jeszcze podpisać formularz.

Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak długo unikałam tematów związanych z porzucaniem dziecka. W mojej praktyce ich nie brakowało, a teraz nagle stały się mi bliskie. Cały dzień myślałam tylko o Bogni. Gdy wychodziłam, wpadłam na nią jeszcze raz. Wczoraj przywiozła ją ciocia, starsza kobieta, która obawiała się zostawić dziewczynę samą, bo sama ruszyła na konsultację do szpitala powiatowego. Pomogłam, bo kiedyś pracowałam na chirurgii i nie mogłam odmówić.

Bogna trzymała telefon i dzwoniła do ojca, ale nie odbierał.
Może napiszę, że nie znam ojca?
Najpierw urodź, potem zobaczymy. Masz już skurcze?
Nie ma nic.
Jak coś zacznie boleć, powiedz siostrze, ona wezwę lekarza.
Dobrze uspokoiła się i uśmiechnęła.

Szłam powoli, obawiając się kolejnego upadku, i rzeczywiście poślizgnęłam się na mokrym chodniku. Tym razem upadłam na kolano i nie mogłam wstać. Za mną szła starsza pani, ale nie była w stanie mnie podnieść. Nagle ktoś chwycił mnie pod pachy i podniósł.
Dzięki powiedziałam.
Jestem Józef, a Ty jak masz na imię? zapytał.
Nie chciałam od razu odpowiadać, ale nie mogłam zostawić go w niespokoju. Powiedziałam:
Grażyna.
Może do szpitala?
Nie, tylko kolano się stłukło.
To muszę Cię odprowadzić.
Rozmawialiśmy szczerze. Okazało się, że jest inżynierem mechanikiem w fabryce, ma młodszego brata i siostrę, które wychowuje. Powiedział, że jego siostra nie chce mu pomóc, bo ma własne sprawy, a on stara się być starszy i bardziej doświadczony. Pomógł mi wchodzić na drugi piętro i wprowadził mnie do domu Lidi, pani dyrektorki, którą poznał w drodze. Lidia podała mu herbatę, ale on odmówił, mówiąc, że jego dzieci czekają. Lidia podziękowała mu za pomoc jej córce.
Mój tata, widząc to, mruknął:
No i co? Dobra przystojniak, a jednak żonaty
Józef zapewnił, że nie jest żonaty, ma tylko rodzeństwo. Mama wciąż narzekała:
Jak ja umrę, zostaniesz sama, bo oprócz siostry Mai, która ma dwa lata mniej ode mnie, nie masz nikogo.
Ścisnęłam ją w cieple i powiedziałam:
Żyj dalej, nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Ja już idę spać, zmęczona. Jutro muszę wstać wcześnie, bo martwię się o tę dziewczynę.
Wstałam o szóstej rano i zadzwoniłam na dyżur:
Jak tam Bogna z pokoju 7?
Skurcze już się zaczęły, ale zdążycie zjeść śniadanie.
Całe rano miałam w głowie Józefa i wyobrażałam sobie go z Bogną i ich małym dzieckiem w ramionach.
Czy to już miłość w podeszłym wieku? myślałam, patrząc na jego uśmiech, i sama zaczęłam się uśmiechać. Przez cały dzień przyglądałam się w lustrze, przygotowując się, i w końcu postanowiłam, że spróbuję go spotkać na ulicy.
Tego dnia nie spotkałam go. Weszłam do holu szpitala i zobaczyłam dwóch mężczyzn jednego z nich rozpoznałam jako Józefa. Podszedłam do niego:
Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
A pan jak tu wpadł?
Pracuję tutaj, a pani siostra?
Mojej siostry ma 12 lat. Mam nadzieję, że nie pójdzie w ślady tego palanta i najpierw skończy studia.
A co z panem? odwróciłam się do brata Józefa, Władka.
Ten chłopak zdołał zrobić dziecko, a teraz chowa się przed rozczarowaną dziewczyną, bo nie jest jej potrzebny. Dzwonił do niej dwadzieścia razy wczoraj. Musi się ożenić.
Bo Bogna ma zamiar odrzucić dziecko wtrącił Władek.
Grażyno, idź szybko do porodni dzwonił telefon, a koleżanka z 7tego pokoju krzyknęła:
Gdzie jest Grażyna? Dlaczego nie przychodzi?
Bogna się uspokoiła i uśmiechnęła:
Nie bój się, wszystko będzie dobrze.
Wszystko zakończyło się szybciej, niż się spodziewaliśmy.
Chłopczyk pokazała pielęgniarka i zaniosła go do oddziału.
Bogna spokojnie leżała w swoim pokoju.
Nazwiesz go Józefem? zapytała Władek.
Dlaczego?
W podzięce za Twoje wsparcie. Bogna ma się dobrze.
Józef, patrząc na Grażynę, rozpromienił się.
Najpierw zapytam Bognę, bo już urodziła.
Po tygodniu bracia i siostra przyprowadzili małego Józka do domu, a Lidia już szykowała stół na uroczysty obiad. Zatrzymała się u nich, żeby pomóc Bognie, bo ciotka trafiła na oddział. Józef często, z zamkniętymi oczami, mówił rodzinie, że nocuje u przyjaciela, ale wszyscy widzieli, jak szczęśliwa jest Grażyna i jak bardzo zależy mu na niej. Młodszy brat Józefa został przedstawiony rodzicom Bogny, a potem odbyły się chrzty. Chrzestną była Grażyna, a chrzestnym Józef. To nie przeszkodziło im, by po dwóch miesiącach wziąć ślub. Młode małżeństwo było szczęśliwe, a Lidia najbardziej cieszyła się, że jej córka ma już dużą, kochającą rodzinę. Teraz czekała tylko na wnuki bo na wszystko ma swój czas.

Rate article
Fajna Tajna
Lodowate Szaleństwo: Zimowe Przygody na Polskich Ulicach