Lodowata pułapka: Jak przetrwać zimowe niebezpieczeństwa na polskich drogach

Gorączka lodu

Halina właśnie ubierała się, gdy rozległ się dzwonek telefonu od koleżanki:

Halino, dziś obiecałaś przyjść pół godziny wcześniej, dasz radę?
Oczywiście, idź spokojnie do dentysty, ja już wychodzę.

Pospiesznie zsunęła się na dół i wybiegła z klatki. Nocny mróz zamienił podwórko w szklany lód, a ścieżka prowadząca na ulice była jak tafla szkła.

Nie będzie to szybkie mruknęła, stawiając niepewny krok po poślizgniętym bruku i kierując się w stronę przystanku autobusowego.

Po drodze stanął w połowie drogi sprzątacz Andrzej, którego nazwisko w dokumentach liczyło co najmniej dziesięć liter. Próbował usprawiedliwiać się przed każdym przechodniem:

Nie przywieziono piasku, nie ma piasku a ludzie uśmiechali się i krzyczeli:
Nic nie szkodzi, Andrzeju, damy radę!

Halina wyszła z podwórka. Na chodniku leżała błotnista mieszanina brudu i nocnego śniegu; poranne przechodnie zostawili po sobie czarne smugami topniejący śnieg. Śmiało stąpała po tej warstwie i rozważała, czy wypisać noworodkę z piątego oddziału, czy zostawić ją jeszcze kilka dni w szpitalu.

Nagle, jakby w odpowiedzi na nieujawnione lęki przechodniów, podłoże zwolniło się pod jej stopami. Poślizgnęła się i wpadła, by wstać musiała oprzeć dłonie w mokrym błocie. Spojrzała z obrzydzeniem na rozlewającą się wokół błoto, a nagle ktoś podniósł ją pod pachy i pomógł wstać.

Dziękuję wyszeptała, odwracając się. Przed nią stał wysoki mężczyzna z łagodnym uśmiechem:

Nie ma sprawy, ale w domu będziesz musiała się umyć.
Nie mam czasu, się spieszę.
W takim razie powodzenia w pracy, mruknął i skręcił w najbliższą ulicę.

Rozbierając się i przekazując pielęgniarce brudny płaszcz, Halina słuchała rozmowy:

Wszystko jak zwykle, dyżurny lekarz nadal pilnuje nowicjuszki. Młoda głupia boi się porodów, ale już postanowiła zatrzymać dziecko. Rodzice mieszkają w innym mieście, przyjechała do cioci, a potem wróci z powrotem.
W którym pokoju?
W siódmym.

Halina westchnęła, a dzień pracy właśnie się zaczynał. Weszła do siódmego pokoju, spotkała dyżurnego lekarza, otrzymała wszystkie niezbędne informacje i ruszyła dalej. Dziewczyna leżała odwrócona plecami do ściany. Halina dotknęła jej ramienia, a pacjentka odwróciła głowę i zapytała:

Czy jesteś lekarzem?
Tak, nazywam się Halina, a ty?
Jestem Grażyna, już wiem i chcę z tobą porozmawiać.
Zdecydowałam, że odrzucę dziecko.
Czy to twoja decyzja, czy rodziny?
Decyzja wspólna.
Czy ojciec dziecka wie?
Nie, ale chyba nie chce mieć potomka.
Musisz mu powiedzieć, bo to nie zabawka. Masz własnych rodziców, nie możesz ich pozbawiać miłości do dziecka.
Jestem jeszcze młoda, muszę się uczyć.
Powinnaś była pomyśleć wcześniej; każdy czyn niesie odpowiedzialność. Czy naprawdę chcesz zrzucić tę odpowiedzialność? Dziecko w pierwszych dniach potrzebuje matki spojrzała na dziewczynkę, czując, że zaraz wybuchnie, wyobraź sobie, że jedziesz w pociągu, siedząc wygodnie, a nagle wyrzucają cię na zimny, nagi tor. Co czujesz? Jesteś dorosła, znajdziesz wyjście, ale twoje maleństwo zginie natychmiast.
To go nie uratujesz! krzyknęła Grażyna.
Ty go uratujesz.
Nie chcę.
Masz jeszcze czas, możesz zadzwonić do ojca. Nie bój się porodu, wszystko będzie dobrze.

Halina uścisnęła jej dłoń, przyciskając ciepły uśmiech. W oczach Grażyny błyszczały ból, zamieszanie i nadzieja, że problemy rozpuszczą się jak kiedyś w dziecięcej wyobraźni.

Przez cały dzień Halina myślała o Grażynie i o sobie. Miała 34 lata, a życie rodzinne nie układało się. Na studiach miał jej towarzyszyć chłopak, którego zamierzali wziąć, lecz wypadek pozbawił ją narzeczonego potrącił go pijany kierowca. To wydarzyło się na czwartej rocznicy studiów i Halina długo żałowała. W kolejnych latach nie myślała o małżeństwie, w obawie, że zdradzi pamięć zmarłego, i całkowicie poświęciła się pracy. Z czasem ból ustąpił, ale koledzy z roku byli już żonaci, a ona nie znalazła odpowiedniego mężczyzny.

Halinko, nie siedź w domu w weekendy, może na spacerze spotkasz kogoś,
Mamo, śmiejesz się? Może to jakiś oszust odrzucała Halina.

Czasem, przy wypisywaniu pacjentek, stała przy oknie i patrzyła, jak mężczyźni przychodzą po żony. Łzy napływały jej do oczu, marzyła, by trzymać własne dziecko w ramionach, mocno je przytulić.

Teraz stała przy oknie, wszyscy pacjenci już wypisani, a szczęśliwi rodzice w domu. Za oknem szara, mokra zima sypała śnieg. Wieczorem znowu spadnie mróz, będzie ślisko i błoto. Przypomniała sobie, że musi wyprać płaszcz i poszła do szatni w pracowni, gdzie znajdowała się kuchnia personelu.

Dzień minął spokojnie, bez trudnych przypadków. Halina postanowiła jeszcze raz odwiedzić młodą pacjentkę w siódmym pokoju; sprawdziła, że ma 18 lat, mieszka w pobliskim mieście i czuje wstyd, że urodziła się w małej miejscowości, gdzie wszyscy znają się nawzajem. Miała czas na przemyślenia, ale ojciec musiał również podpisać formularz.

Zaskoczyła się, że dotąd unikała tematów odrzucania dzieci, choć w praktyce była to częsta sprawa. Teraz serce jej miękło na los Grażyny i jej nienarodzonego synka, o czym przeczytała w kartotece medycznej.

Grażyna wczoraj przyjechała z ciocią, starszą kobietą, która chciała ją zostawić na noc w szpitalu, bo sama jechała na konsultację do szpitala powiatowego. Halina, kiedyś pracująca na oddziale chirurgicznym, nie mogła odmówić pomocy.

Grażyna trzymała telefon, próbując zadzwonić do ojca, ale nie było odpowiedzi.

Może napiszę, że nie znam ojca?
Najpierw urodź, potem zobaczymy. Czy masz skurcze?
Co?
Czy coś boli?
Nie.
Jak coś się zdarzy, powiedz siostrze, ona wezwie lekarza.
Dobrze uspokoiła się Grażyna i wymusiła uśmiech.

Halina odeszła, martwiąc się o dziewczynę. Szła powoli, bojąc się kolejnego poślizgu, i znów się potknęła tym razem nie na plecy, a na kolano, i nie mogła wstać. Za nią szła kobieta, ale nie miała ani siły, ani wzrostu, by podnieść Halinę. Nagle poczuła, że ktoś znowu chwyta ją pod pachy i podnosi. Szeroki uśmiech ratownika rozjaśnił jej twarz.

Dziękuję.
Nazywam się Jan, a panie jak się pan nazywa? zapytał, licząc na odpowiedź.

Halina nie zamierzała odmawiać rozmowy z człowiekiem, który dwukrotnie ją uratował. Krok po kroku, choć bolało, podeszła do niego.

Może pójść do szpitala?
Nie, to tylko kolano.
W takim razie muszę panią odprowadzić.

Jan był gadatliwy; po drodze do domu opowiadał, że jest inżynierem w warszawskim zakładzie mechanicznym, ma młodszego brata i siostrę, które wychowuje.

Nadzia jest moją złotą dziewczyną, a brat coś przeżył z dziewczyną i nie chce mi o tym mówić. Ale ja jestem starszy i mam doświadczenie.

Pomógł jej wejść na drugi piętro i przekazał pakiet dokumentów Lidii Kowalskiej, której w dwie minuty udało się nie tylko przedstawić, ale i zauroczyć mężczyznę. Lidia zaprosiła go na herbatę, ale on odmówił, mówiąc, że jego dzieci czekają.

Lidia, słysząc o dzieciach, z rozczarowaniem rzekła:

Dziękuję za pomoc mojej córki.

Jan odszedł, a matka Lidy wzdychała:

O, jaki dobry mężczyzna, a przecież żonaty, co za litość

Halina nie chciała jej tłumaczyć, że Jan nie jest żonaty, ma tylko rodzeństwo.

Matka, sprzątając stół, powtarzała:

A gdy umrę, zostaniesz sama, bo oprócz mojej siostry Małgosi, która ma dwa lata mniej ode mnie, nie masz już nikogo.

Halina przytuliła matkę i powiedziała:

Żyj dalej, bo nie mogę bez ciebie. Teraz idę spać, zmęczona. Jutro muszę wstać wcześnie, bo martwię się o jedną dziewczynkę.

Wstając o szóstej rano, zadzwoniła do pracy:

Co słychać u Grażyny z pokoju 7?
Skurcze zaczęły się, ale zdążycie zjeść śniadanie.

Całe rano myślała o Janie i, jakby zjawą, widziała go przy Grażynie z dzieckiem na rękach.

Czy nie zakochałam się w podeszłym wieku? zastanawiała się, patrząc na jego uśmiech i chcąc się również uśmiechnąć. Długo poprawiała swój wygląd przed lustrem i złapała się na tym, że chce dzisiaj znów spotkać go na ulicy.

Jednak Jan nie pojawił się. Weszła do holu szpitala i zobaczyła dwóch mężczyzn; jeden z nich był Jan, którego rozpoznała ze zdumieniem. Podeszła do niego:

Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
A pan jak tu trafił?
Pracuję tutaj, a panią siostrę coś spotkało?
Mojej siostry ma 12 lat. Mam nadzieję, że nie pójdzie tą samą drogą co ten łobuz i najpierw skończy studia.
Co z pana bratem? odwróciła się ku bratu Jana, łobuzem?
Ten chłopak potrafił zrobić dziecko, a teraz chowa się przed zranioną dziewczyną. Ona dzwoniła do niego dwadzieścia razy wczoraj. Teraz musi się ożenić.
Grażyna sama chce zrezygnować z dziecka bronił się brat Wiktor.
Halino, szybko do oddziału porodowego w końcu zadzwonił telefon koleżanki.

Grażyna drżyła ze strachu, bojęc się śmierci, po raz kolejny widziała uśmiechniętego Vika, a ból nie pozwalał się skupić, rosła w niej gniewna furia.

Gdzie jest Halina? Dlaczego nie przychodzi? krzyknęła, ale w końcu Halina pojawiła się.

Grażyna uśmiechnęła się i rzekła:

Nie bój się, wszystko będzie dobrze.

Wszystko zakończyło się zaskakująco szybko.

Chłopiec podała pielęgniarka Grażynie i zaniosła go do oddziału.

Grażyna odpoczywała w swoim pokoju.

Nazwać go Jurkiem? zapytała Wiktora.
Dlaczego?
W podziękowaniu za twoje wychowanie. Grażynie wszystko w porządku.

Jan, patrząc na Halinę, rozpromienił się:

Najpierw zapytam Grażynę, bo przecież już rodzi.

Tydzień później bracia i siostra przywitali małego Jurka z mamą. Potem udali się do domu, gdzie Lidia Kowalska przygotowywała obrus na uroczysty obiad. Tymczasowo zamieszkała u nich, by pomóc Grażynie, bo jej ciocia trafiła do szpitala. Jan często, zamykając oczy, mówił rodzinie, że nocuje u przyjaciela, ale wszyscy widzieli radosny wyraz twarzy Haliny i jej pełne zaangażowanie.

Młodszy brat Jana został przedstawiony rodzicom Grażyny, a później odbyło się jego chrzciny. Chrzestną była Halina, a Jan chrzestnym. To nie przeszkodziło im, by dwa miesiące później wziąć ślub. Młodzi byli szczęśliwi, ale najwięcej radości cieszyła się Lidia, bo jej córka wreszcie miała rodzinę, przytulną i liczną. Teraz czekała jedynie na wnuki, a wszystko ma swój czas.

Rate article
Fajna Tajna
Lodowata pułapka: Jak przetrwać zimowe niebezpieczeństwa na polskich drogach