Lista moich marzeń

Listą moich życzeń

W przedpokoju było ciasno od pudełek. Jacek, czerwony ze zmęczenia, wciskał kolejne z nich na szczebel. Kurz osiadał na jego łysiejącej głowie szarym szronem.

Po co to wszystko trzymać? Same śmieci warczał, schodząc po kruchym drabinie.

To nie śmieci odpowiedziała spokojnie, lecz stanowczo Zuzanna. Siedziała na podłodze, przeglądając stary waliz, wypchany papierami. To wspomnienia.

Wspomnienia skrzywił się Jacek. Od tej pamięci moja kręgosłup odpadnie. I tak i tak po roku wszystko wyrzucisz. Nie ma miejsca.

Zuzanna nie odparła. Jej palce przeszły po podniszczonej skórzanej okładce starego albumu i otworzyła go.

Zobacz powiedziała, jakby nie słyszała jego jęku. Pierwszoklasistka. Pamiętasz?

Jacek niechętnie podszedł bliżej. Na żółknącej fotografii mrugała w słońcu dziewczynka w białych kokardkach.

Pamiętam mruknął nieco łagodniej. Wtedy płakała, że fartuch się drapie.

A to był obóz pionierski

Zatoka przytaknął Jacek, zaglądając jej przez ramię. Przyniosłaś stamtąd tę muszlę, co wciąż gdzieś leży w kącie.

Znowu zaczął grzebać w kartonach, ale już bez wcześniej odczuwanej werwy. Zuzanna przewracała kartkę po kartce: młodość, studia, ich ślub Jacek w niewyobrażalnie szerokim garniturze, ona w koronkowej sukni matki. Młodzi, gładcy, szczęśliwi. Uśmiechali się do obiektywu, nie wiedząc, co czeka ich za dwadzieścia lat: ten ciasny mieszkanie, jego wieczne narzekania, jej cicha pretensja, że romantyzm został gdzieś na papierze.

Uważaj! nagle wyjął Zuzanna.

Jacek potrącił małe kartonowe pudełko i jego zawartość posypała się po podłodze. Gdy marudził i układał książki, Zuzanna podniosła z linoleum małą, aksamowa szkatułkę. Otworzyła wieko.

Wewnątrz, na watę, leżała ta sama muszla z Zatoki, kilka przygasłych odznak, wyschnięty gałązek mimozy i złożony na cztery list z zeszytu szkolnego.

Co to jest? zapytał Jacek, kończąc sprzątanie.

Zuzanna rozłożyła kartkę. Dziecięcym, pilnym pismem wyryto: Listą moich życzeń. 1. Zostać lekarzem. 2. Grać na gitarze. 3. Odwiedzić Paryż. 4. Wyjść za mąż za wielką miłość.

Cicho podała kartkę mężowi. Przejrzał ją, zmiękł, a potem zachichotał:

No cóż, nie zostałaś lekarzem. Na gitarze też nie grasz. Do Paryża nie pędzisz A co do miłości zaciął się, nie mogąc dokończyć, i położył rękę na bolącej plecy. Nie zostałaś lekarzem, ale teraz mam plecy jak staruszek, od tych twoich archiwów.

Zuzanna wzięła kartkę z jego dłoni, przyjrzała się punktowi czwartemu, potem spojrzała na męża. Na jego zmęczone, zakurzone oblicze, na ręce, które właśnie nosiły ciężkie pudła, by zrobić miejsce w jej szafie.

Wyjść za mąż za wielką miłość nie znaczy żyć w niekończącym się romansie, Jacek. To znaczy, że kiedy mężowi boli plecy, żona robi mu masaż, a on w zamian myje naczynia.

Delikatnie złożyła kartkę, włożyła ją z powrotem do szkatułki i zamknęła wieko.

Dobrze westchnęła. Może masz rację. Część tego naprawdę da się rozebrać.

Odłożyła szkatułkę na bok, do stosu najcenniejszych rzeczy, których nigdy nie wyrzuci. Potem podeszła do Jacka, objęła go i przycisnęła policzek do jego szorstkiej brody.

Dziękuję szepnęła. Za wszystko.

Jacek najpierw zamarł ze zdziwienia, potem niezdarnie pogłaskał ją po włosach.

No dobra, co to za nagły atak? mruknął. Czy naprawdę masujesz mi plecy?

Pamiętam uśmiechnęła się Zuzanna, przyciskając się do jego barku.

Wiedziała, że Paryż i gitara zostały w przeszłości, na żółtej kartce. Ale tu i teraz, w zakurzonej, ciasnej przedpokoju, pachniało nie marzeniami, a życiem. I to też było szczęściem, którego nie da się sfotografować ani wkleić do albumu. Było po prostu. I to wystarczyło.

Rate article
Fajna Tajna
Lista moich marzeń